“Ludzie morza” w powietrzu

Po locie szczecinianie i załoga byli zadowoleni. Fot. Autor

HUWNIKI, SZCZECIN. Zwycięzca WOŚP-owej aukcji poleciał nad naszą granicą z synem i kolegą.

- O aukcji, której przedmiotem był lot patrolowy śmigłowcem Straży Granicznej powiedział mi syn – opowiadał Krzysztof  Kowalewski, marynarz ze Szczecina. – Specjalnie po to, by wziąć w niej udział założyłem sobie konto na portalu aukcyjnym – wspominał. – Licytacja nie była łatwa, bo śledziłem ją ze statku, na którym pracuję. Nie zawsze był tam zasięg, ale udało się. Choć aukcja została “wystawiona” przez SG i zakończona przez Krzysztofa Kowalewskiego, gdy była jeszcze zima, marynarz zamarzył sobie lot z synem i kolegą latem. W zeszłym tygodniu trzech szczecinian przyjechało do Huwnik, by śmigłowcem PZL Kania polecieć na prawdziwy patrolowy lot nad naszą granicą z Ukrainą.

– Fajny śmigłowiec – pochwalił Kanię Mikołaj Kowalewski, 14-letni uczeń szczecińskiego gimnazjum, który namówił tatę na licytację lotu. – Nie, wcale się nie obawiam, liczę na fajne wrażenia – dodawał odważnie pytany o ewentualne obawy przed lotem. Mikołaj zajął najlepsze miejsce, jakie mogło się zdarzyć pasażerowi, zasiadł tuż obok pilota, mjr. SG Ryszarda Jamrozka. Jego tata i jego kolega jeszcze ze Szkoły Morskiej usiedli z tyłu w towarzystwie operatora, chor. SG Krzysztofa Sidora.

Było ekscytująco i prawdziwie

Dla szczecinian to miała być czysta rekreacja, ale strażnicy graniczni byli przecież na służbie i naprawdę patrolowali teren. – O tam mamy jakiś samochód – pokazywał w okolicach Jureczkowej chor. Sidor. Operator i pilot zaczęli obserwację samochodu, który znalazł się bardzo blisko granicy. Kiedy zorientowali się, że samochód zmienił trasę, gdy jego kierowca zauważył śmigłowiec, zawiadomili o tym kolegów na ziemi. Okazało się, że nie byli to przemytnicy, ani paserzy, ale i tak WOŚP-owi pasażerowie mieli okazję zobaczyć, jak wygląda służba lotników w SG, gdy dzieje się coś podejrzanego. – Niezapomniane przeżycie – oświadczyli dziennikarzom po locie. – Mój statek zawija do brzegów Norwegii, Nowej Zelandii i Australii, ale nie ma piękniejszych krajobrazów niż w Polsce i właśnie tu u podnóża Bieszczadów – przekonywał K. Kowalewski. – Jasne, że namówię tatę na następną licytację lotu, jeśli tylko taka będzie – zadeklarował Mikołaj. – Wierzę, że wygramy jeszcze raz i wrócimy tu – dodał.

Straż Graniczna co roku aktywnie wspomaga WOŚP wystawiając na jej akcje różne przedmioty, a także właśnie możliwości przyjrzenia z bardzo bliska służbie funkcjonariuszy.

Monika Kamińska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.