“Okoń” był za szybki

Fot. Wit Hadło

ENEA EKSTRALIGA. – Nie mam żalu do Tomka – mówi o wydarzeniach z finałowego wyścigu sobotniej Grand Prix w Lesznie lider “Byków”, Jarosław Hampel.

Jarosław Hampel przyjechał do Rzeszowa na spotkanie z PGE Marmą Rzeszów jako świeżo upieczony lider klasyfikacji generalnej Grand Prix. Mimo tego, na torze przy ul. Hetmańskiej nie ustrzegł się wpadki. – To zero na moim koncie to był tylko wypadek przy pracy – przekonuje JAROSŁAW HAMPEL.

- Po 6 biegach prowadziliście już różnicą 8 punktów i wydawało się, że jesteście na dobrej drodze do zwycięstwa. Co się stało w drugiej części spotkania?
- W końcówce pojechaliśmy chyba zbyt mało agresywnie, mało ofensywnie, popełnialiśmy więcej błędów, a gospodarze potrafili to wykorzystać. Chcieliśmy pojechać lepiej, ale na tyle pozwolił nam przeciwnik. Rzeszowianie jechali przede wszystkim pewniej i ostatecznie zdołali doprowadzić do remisu.

- Ze swojego występu byłby pan chyba jeszcze bardziej zadowolony, gdyby nie to zero w drugim starcie…
- Przed tym biegiem cofnąłem się spod taśmy, aby zobaczyć coś przy motocyklu. Później, podjeżdżając pod maszynę startową nie zwróciłem uwagi, że zostało bardzo mało czasu i podjechałem nieprzygotowany do tego startu, więc przegrałem go i później nie mogłem na trasie już nic zrobić.

- Jak się jeździe na tym nowym, rzeszowskim torze?
- Różnica jest niewielka. Wprawdzie tor się bardziej sypie, ale jest bardzo przyjemny do jazdy. Nie czuć absolutnie tego, że jest węższy o te dwa metry.

- Jednym z “bohaterów” tego meczu była maszyna startowa, która często odmawiała posłuszeństwa. Czy to mogło mieć wpływ na wynik spotkania?
- Maszyna troszeczkę wybiła z rytmu ten cały mecz, ale później została naprawiona i wszystko było OK. Tak więc nie ma co się dopatrywać w tym jakiegoś większego problemu, bowiem później startowaliśmy już w normalnych warunkach.

- W 15. biegu przez chwilę zanosiło się na remis, który dawał Unii minimalne zwycięstwo…
- Chciałem lepiej wystartować do tego biegu, ale nie udało się, gdyż “Okoń” był zdecydowanie dla mnie za szybki, zarówno ze startu, jak i później na dystansie, gdzie nie mogłem go dogonić. Wiedziałem, że Troy jedzie za mną, ale niestety nie udało na się tego remisu dowieźć do mety.

- Ochłonął pan już po wydarzeniach z sobotniej Grand Prix w Lesznie?
- Tak. Trzeba się szybko przestawiać, bowiem z dnia na dzień startujemy w różnych imprezach. O Lesznie jednak ciężko zapomnieć. Bardzo się cieszę z tego finału i z tego, że byłem trzeci. A smucę się z tego powodu, że niewiele brakowało, a mógłbym wygrać te zawody. Mimo wszystko oceniam ten turniej bardzo dobrze. Póki co wszystko jest odpowiednio poukładane i mam nadzieję, że tak będzie w dalszej części sezonu.

- Wyjaśnił sobie pan z Tomaszem Gollob sytuację z finałowego biegu?
- Nie mam żalu do Tomka. Był czas na rozmowę i nie ma co tego komentować, bo tak naprawdę nic takiego się nie dzieje i dalej będziemy rywalizować o tytuł mistrza świata.

- Kolejny turniej GP za niespełna dwa tygodnie w stolicy Czech. Praga była zazwyczaj szczęśliwy miejscem dla pana…
- Cieszę się, że właśnie kolejne zawody odbędą się w Pradze, na torze na którym lubię się ścigać i zazwyczaj prezentował się tam dobrze. Mam nadzieję, że powtórzy się to po raz kolejny. Będzie mi to bardzo potrzebne, aby tam zdobyć dużo punktów.

Rozmawiał Marcin Jeżowski

Skomentuj

Uważaj, co piszesz. W Internecie nie jesteś anonimowy!

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.