“Syndrom Trześni” na ul. Nowej

“Syndrom Trześni” to, według prezydenta Janusza Chodorowskiego, sytuacja, gdy ktoś chce zmienić inwestycję, której zmienić już nie można. Fot. Autor

MIELEC. Protestujący mieszkańcy Trześni stali się… inspiracją dla nowego określenia.

Mieszkańcy Trześni protestują domagając się ronda na skrzyżowaniu obwodnicy Mielca z drogą w ich miejscowości. I właśnie… “syndromem Trześni” prezydent Janusz Chodorowski określił sytuację na ul. Nowej, której mieszkańcy chcą innej przebudowy drogi. I tak jak protestujących z Trześni, nie przekonuje ich fakt, że nie można ingerować w inwestycję, na którą wcześniej pozyskano pieniądze z zewnątrz.

Modernizacja ul. Nowej kosztować ma ponad 2 mln zł, z czego 30 proc. to rządowa dotacja w ramach Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych. Inwestycja ta od początku wywołuje niemałe kontrowersje. Ostatnia z nich dotyczy budowanej tam kanalizacji burzowej, która zdaniem mieszkańców ulicy jest po prostu niekompletna.

Prezydent Janusz Chodorowski tłumaczy, że miasto nie ma prawa ingerować w inwestycję, na którą pozyskało pieniądze z zewnątrz. – Nie chcę burzyć projektu, który kosztuje ponad dwa miliony złotych, i doprowadzać do tego, że ktoś nam to zakwestionuje i każe te pieniądze zwrócić – tłumaczy prezydent. – Wszelkie uwagi do każdego projektu o dofinansowanie powinny być zgłaszane na etapie jego przygotowania.

- Kiedy natomiast nasz wniosek zostanie zatwierdzony zmiany w nim są niezwykle trudne, wręcz niemożliwe. Bo ten, który daje nam dofinansowanie, może uznać, że to nie jest ten sam projekt i zabrać nam pieniądze. Inna sytuacja jest z projektami, które nie mają dotacji. Wtedy w pełni jest to nasz wybór i nasza decyzja – zaznacza Chodorowski.

Paweł Galek

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.