“Titanic” 100 lat po katastrofie

Fot. Dystrybutor Imperial - Cinepix

Pamiątki z “Titanica” osiągają na aukcjach rekordowe sumy. Oryginalny kapok z feralnego rejsu sprzedano na aukcji za 119 tys. dol. To niejedyny biznes, jaki zbija się na tragedii, która rozegrała się w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku. Dziś miniaturę legendarnego statku można osobiście zatopić podczas zabawy w wannie lub za pomocą gry komputerowej. Natomiast przeniesienie na ekran historii sprzed 100 lat to wciąż gwarancja kasowego sukcesu.

- Nie potrafię sobie wyobrazić warunków, które mogłyby spowodować zatonięcie tego statku, ani żadnego rzeczywiście poważnego wypadku, jaki mógłby mu się przytrafić – mówił o “Titanicu” jego kapitan, Edward John Smith. Nie dziwi jego ówczesna pewność, w końcu określenie “niezatapialny” przylgnęło na stałe do największego wtedy na świecie gigantycznego statku parowego.

Luksus – potem bezpieczeństwo

- Podróż z Southampton do Nowego Jorku miała być wyjątkowa. Morski cud techniki, jakim stał się w 1912 r. “Titanic” był symbolem nie tylko bezpieczeństwa, ale i nowoczesności oraz komfortu. Kabiny pasażerskie statku oszałamiały przepychem. Pierwsza klasa oferowała luksusowe apartamenty urządzone w wielu stylach i wariantach kolorystycznych. Jej pasażerowie mieli do dyspozycji m.in. salony, kawiarnie, łaźnię turecką, pływalnię, siłownię, czy fryzjera. Na statku zamontowano cztery windy. By przynajmniej wizualnie dodać “Titanicowi” klasy i prestiżu oraz zaświadczyć o sile wielkości jednostki zbudowano nawet atrapę… jednego z kominów statku (łącznie z nim miał ich cztery).

I to właśnie kwestie wizualne przyczyniły się do jednej z największych katastrof morskich. Zrezygnowano z wniosku o zainstalowanie dodatkowego rzędu szalup jako rozwiązania zbyt kosztownego i… zaśmiecającego pokład. Na dyskusję o liczbie szalup poświęcono 15 minut, podczas gdy dwie godziny omawiano kwestię ornamentyki dywanów pierwszej klasy.

Nikt nie przejął się też wcześniejszym problemami ogromnej jednostki, jak choćby uszkodzeniem przez pożar grodzi wodoszczelnej w przeddzień wypłynięcia. Zasmarowano ją olejem i zamaskowano w obawie by nie dotarło to do żadnego  z pasażerów. Także samo wypłynięcie “Titanica” nie było szczęśliwe, bo o mało nie zderzył się on z innym statkiem, który oderwał się od lin cumujących.

Oczywiście przyczyn katastrofy było o wiele więcej, co potwierdzają badacze. Nie zawadziłaby choćby po prostu ostrożność. Załoga statku bagatelizowała przecież ostrzeżenia o górach lodowych. Z sześciu odebranych depesz tylko jedna trafiła w ręce kapitana Smitha. Powód był prosty. Radiooperatorzy zajęci byli wysyłaniem wiadomości i życzeń od pasażerów, a nie ostrzeżeniami.

Brutalna rzeczywistość zapukała do kajut statku w nocy z 14 na 15 kwietnia zaledwie po kilku dniach rejsu. Niewiele przed północą statek zderzył się z góra lodową. I choć uderzenie spowodowało jedynie serię pęknięć i niewielkich dziurek, których łączny prześwit wynosił około metra kwadratowego, wystarczyło to by zatopić giganta. Zginęło 1513 osób, ocalało 711 pasażerów, mimo że w łodziach “Titanica” było miejsce dla ponad 1100 osób!

Na tragedii można zarobić

Obecnie katastrofa statku utrwalona jest w świadomości współczesnych przede wszystkim dzięki filmowi, jaki stworzył w 1997 r. James Cameron. Filmowa historia w 100-letnią rocznicę katastrofy wróciła na ekrany w technologii 3D. “Titanic” był pierwszym filmem w historii, który przekroczył miliard dolarów zysku. Nie była to oczywiście pierwsza próba wskrzeszenia tragedii z 1912 r, bo nawet hitlerowski minister propagandy Joseph Goebbels podczas II wojny światowej pokusił się to. Przedsięwzięcie było tak ogromne, że aby ukończyć dzieło, trzeba było ściągać na plan ludzi, materiały i okręty przeznaczone na front. W wyniku sporów o ostateczny kształt filmu jego reżyser Herbert Selpin został aresztowany przez gestapo i następnego dnia znaleziono go martwego. Do wielkiej premiery, którą planował Goebbels, nigdy nie doszło.

Złotym biznesem są nie tylko filmy o “Titanicu”, ale i pamiątki po katastrofie. Aukcje z ich udziałem osiągają niemałe kwoty. Przykładowo nieużywana kamizelka ratunkowa znalazła nabywcę w Nowym Jorku za 68,5 tys. dolarów. Wypełniony korkiem kapok odnaleziony został przez kanadyjskiego farmera nieopodal Halifax u wybrzeży Nowej Szkocji. Kapok jest w dobrym stanie, tylko miejscami poszarpany i poplamiony. Eksperci twierdzą, że zachowało się sześć kamizelek z „niezatapialnego” liniowca towarzystwa. Jedną z nich sprzedano w Londynie za 119 tys. dol.

Niezwykle cenny okazał się także bilet okrętowy jednej z ocalałych pasażerek z „Titanica”. Sprzedano go za 33 tys. funtów. Należał on do Amerykanki Lillian Asplund, która zmarła w 2006 roku w wieku 99 lat. Gdy „Titanic” zatonął w kwietniu miała 5 lat. Jej ojciec i troje rodzeństwa znaleźli się wśród ofiar tragedii.

Z kolei 100 tys. funtów były warte 3 zardzewiałe klucze należące swego czasu do 44-letniego Oscara Woody’ego, Amerykanina zatrudnionego na transatlantyku Titanic przy sortowaniu poczty.

Na tej samej aukcji padł też rekord za list napisany przez pasażera z “Titanica”, którego autor, 59-letni właściciel ziemski, Alfred Rowe, w słowach skierowanych do żony Constance narzeka na to, iż Titanic jest tak duży, że niczego nie można na nim znaleźć. List został wysłany 11 kwietnia 1912 r. z Queenstown w Irlandii – ostatniego portu, do którego zawitał transatlantyk. Sporo warte było też menu z pierwszego posiłku podanego na Titanicu, bo aż 51 tys. funtów.

Zatopić “Titanica” w wannie

Katastrofa, w której zginęło ponad 1500 osób chętnie wykorzystana jest przez producentów, choćby gier komputerowych. Można także zagrać w karty ze zdjęciami z filmu o tragedii, czy poskładać i pobawić się miniaturowym modelem liniowca. Co więcej, zatonięcie “niezatapialnego” parowca  można sobie odtworzyć w wannie przy każdorazowej kąpieli dzięki zatyczce RMS Tubtanic, do której na łańcuszku podwieszona jest replika statku do złudzenia przypominająca słynnego liniowca. Tubtanic tak, jak Titanic wyposażony jest w cztery kominy i ma charakterystyczny przechył nasuwający skojarzenia z „Titaniciem” po uderzeniu w górę lodową. Według producenta zabawki zatyczka za 4,99 funta „pozwala odtworzyć moment zatonięcia w komfortowym otoczeniu własnej łazienki”. Nie wszystkim jednak pomysł przypadł do gustu. 79-letni Ron Williams, którego wuj Samuel w wieku 26 lat zatonął wraz z Titaniciem przed stu laty stwierdził, że: – To nie jest w porządku, że ktoś chce zarobić na skojarzeniach z katastrofą, w której zginęło ponad 1 500 ludzi. Trudno nie przyznać mu racji…

Z kolei w Belfaście powstaje nowa „dzielnica Titanica”. Jedną z atrakcji jest m.in. sala bankietowa i balowa dla pasażerów 1 klasy wraz ze słynnymi schodami i podium dla orkiestry. Sala bankietowa może pomieścić do 1 tys. gości. Będzie największą salą służącą prywatnym uroczystościom, konferencjom i oficjalnym przyjęciom. Będzie można ją wynajmować także na ekskluzywne przyjęcia weselne.

O tym, że ludzkie dramaty “sprzedają się” jak świeże bułeczki nie trzeba nikogo  przekonywać. Najsmutniejsze jest to, że tak jak w przypadku “Titanica”, im większa tragedia, tym większy biznes, a z czasem chyba i większa… obojętność.

Aneta Jamroży

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.