10 lat więzienia grozi byłym agentom ubezpieczeniowym

Magdalena B. skorzystała z przysługującego jej prawa do odmowy składania wyjaśnień. Fot. Ewa Faber
Magdalena B. skorzystała z przysługującego jej prawa do odmowy składania wyjaśnień. Fot. Ewa Faber

PRZEMYŚL. Oszukani zostali m.in.: policjanci, lekarze, przedsiębiorcy i emeryci.

W środę (19.06) w Sądzie Okręgowym w Przemyślu rozpoczął się proces byłych agentów ubezpieczeniowych. Rozprawa sprowadziła się do odczytania aktu oskarżenia oraz wyjaśnień złożonych przez główną oskarżoną podczas śledztwa, bowiem Magdalena B. skorzystała z przysługującego prawa do odmowy składania wyjaśnień. Sprawa została odroczona do 12 sierpnia, tymczasem już w piątek okaże się, czy 26-latka opowiadać będzie z wolnej stopy, czy jednak pozostanie w więzieniu.

Na ławie oskarżonych zasiedli: wła

ścicielka nieistniejącej już firmy – Magdalena B. (26 l.), Marek P. (53 l.) – jej były szef i były kierownik grupy Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie Avivy oraz Mateusz Ż. (24 l.) – były agent tej firmy. Markowi P. zarzuca się ułatwienie 26-latce w oszukiwaniu ludzi poprzez udostępnienie swojego konta oraz pomieszczeń biurowych Avivy, przymykanie oka na cały proceder, a także polecanie agentki klientom. Z kolei Mateusz Ż. odpowie za kierowanie i nakłanianie ludzi do skorzystania z ofert głównej oskarżonej, pośredniczenie w przekazywaniu pieniędzy, a także wykorzystywanie firmowych druków do potwierdzenia wpłat. Mężczyźni nie przyznają się do winy. Za to Magdalena B. nie wypiera się przyjmowania pieniędzy za „nieistniejące produkty finansowe” w ramach tzw. piramidy finansowej. Nie przyznaje się jednak do czerpania z tego jakichkolwiek korzyści majątkowych, co mija się zarówno z ustaleniami prokuratury, jak również złożonymi przez nią w trakcie śledztwa wyjaśnieniami.

26-latka ze średnim wykształceniem założyła firmę specjalizująca się w pośrednictwie finansowo-ubezpieczeniowym, którą prowadziła pod szyldem Avivy. Prokuratura Okręgowa w Przemyślu ustaliła, że przemyślanka przez około rok nakłonił 90 osób do zainwestowania pieniędzy, oferując ogromne zyski. Omamieni wizją fortuny klienci oddawali jej swoje i znajomych oszczędności, odpłacając się zakupem polis, z czego już legalnie oskarżona pobierała prowizje. Kiedy jej klienci tracili swoje pieniądze, Magdalena B. inkasowała miesięcznie kwotę od 10 do 50 tysięcy złotych. W ostatnim roku swojej działalności miała zarobić około 300 tysięcy złotych. Do tej okrągłej sumki dochodzą zdefraudowane miliony, a ściślej 7 258 652 złotych. Śledczym nie udało się odnaleźć z tego ani grosza.

Będzie wolna?
Na środowej rozprawie obrońca Magdaleny B. ponownie złożył wniosek o uchylenie tymczasowego aresztu. Wcześniej został on uchylony za poręczeniem majątkowym w wysokości 40 tysięcy złotych. Sąd Apelacyjny w Rzeszowie uznał je za niskie i podwyższył je do 400 tysięcy, co przekraczało możliwości oskarżonej. Na czwartkowym posiedzeniu sądu okaże się, czy tym razem uda się 26-latce opuścić areszt.

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
alaKora Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ala
Gość
ala

„uczciwość „pana prokuratora .
ach… co za kraj

Kora
Gość
Kora

Najpierw go sądzili, potem się bawili PAP | dodane 2006-09-14 (00:10) udostępnij 0 AAAdrukuj Prezes sądu rejonowego, prokurator rejonowy, starosta i komendant powiatowy policji bawili się u człowieka, który dzień wcześniej miał rozprawę przed miejscowym sądem i został… uniewinniony – relacjonują „Super Nowości”. Jest 28 lipca, mała wieś Łukawiec koło Lubaczowa. Do gospodarstwa agroturystycznego Mariana R. przybywają najważniejsze osoby w Lubaczowie. Jan Michalczyszyn – prokurator rejonowy, Artur Broś – prezes sądu rejonowego, Józef Michalik – starosta powiatowy oraz Janusz Górski, komendant powiatowy policji. To na zaproszenie tego ostatniego zjechali się wszyscy na okolicznościowy obiad z okazji Dnia Policjanta. Pewnie nie… Czytaj więcej »