140 tys. zł z portfeli podatników na kolejną wycieczkę do Chin

Na wycieczkę do Chin pojechali m.in. Marek Ustrobiński, wiceprezydent Rzeszowa i Marzena Furtak-Żebracka. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Urzędnicy się bawią, a my za to płacimy.

Najpierw 50 tys. zł, teraz 140 tys. zł, a wszystko to z pieniędzy podatników. Tyle bowiem kosztowały mieszkańców Rzeszowa chińskie wojaże urzędników miejskich, którzy na wycieczkę pojechali już po raz drugi. Wszystko to po to, by jak tłumaczy rzecznik prasowy prezydenta Rzeszowa, podglądnąć rozwiązania, które można by przenieść do nas. Ale czy nie taniej wyszło by takie podglądanie, tyle że w Internecie?

Marek Ustrobiński, wiceprezydent Rzeszowa, który odpowiada za inwestycje w mieście, Andrzej Skotnicki, dyrektor wydziału architektury, Anna Raińczuk,  dyrektor Biura Rozwoju Miasta Rzeszowa, Piotr Magdoń, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg, Aleksandra Wąsowicz-Duch, dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej, Marzena Furtak-Żebracka, szefowa promocji miasta, Janina Filipek, skarbnik Rzeszowa, dwóch przedstawicieli rzeszowskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich. To lista “szczęśliwców”, którzy w niedzielę wyjechali do Chin.

– Fajne wakacje mają, a mnie nie stać nawet dziecka wysłać na kolonię – krytykują wyjazd mieszkańcy miasta, którzy chcąc nie chcąc, ten wyjazd sfinansowali. A kosztował – bagatela –  140 tys zł, czyli więcej niż pierwszy, który odbył się wiosną tego roku i kosztował wówczas podatników “jedynie” 50 tys. zł.

W skład delegacji weszli wtedy: prezydent Tadeusz Ferenc, Andrzej Dec, przewodniczący rady miasta, Marzena Furtak-Żebracka, dyrektor wydziału promocji i współpracy międzynarodowej, radny Kazimierz Myrda i rzecznik prezydenta Maciej Chłodnicki.

Wypoczęci delegaci wrócą do miasta 21 lipca.

KOMENTARZ
Maciej Chłodnicki, rzecznik prasowy prezydenta Rzeszowa:
– Wyjazdy są potrzebne, bowiem miasto może podglądnąć naprawdę wiele rozwiązań, które można przenieść na nasze podwórko. Delegacja zapozna się z tym jak realizowane są inwestycje drogowe w Chinach, z tamtejszym planowaniem przestrzennym oraz z tym jak urządzone są tereny zielone. Pojechali fachowcy, którzy na tym się znają i będą wiedzieli jak część tych rozwiązań przenieść do nas.

***
Korzyści z kosztownej wizyty w Chinach to tzw. wciskanie kitu. Tyle tylko, że nikt się na to nie da nabrać. Ale to, że mieszkańcom wojaże za grube pieniądze się nie podobają dla urzędników miejskich nie żadnego znaczenia. Oni jeżdżą i… wciskają nam wspomniany kit. Jak na razie doczekaliśmy się kwiatowych koszy na śmieci rodem z Dubaju i okrągłej kładki. Teraz może przyjdzie kolej na fikuśne lampy. Oby tylko prezydentowi nie zamarzył się mur chiński, bo będziemy mieli problem…

Katarzyna Szczyrek

5
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
BArcelońskizombipabloromanrytoch Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
BArceloński
Gość
BArceloński

Nie przejmujcie się – na klechostan poszło o wiele więcej a nawet tego nie wiecie :-)

zombi
Gość
zombi

no rozumie,jedzie architekt albo szpenio od oczyszczania ulic,.Ale ta paniusia ,skarbnik? Po jakie licho,nie stac jej na wycieczke na kalwarie ,albo do innej częstochowy?

pablo
Gość
pablo

nóż się w kieszeni otwiera naprawdę to już przekracza wszelkie granice

roman
Gość
roman

a po kiego grzyba do Chin jechał Chłodnicki ? na czym on sie zna ?
jakie ma wykształcenie ?
kogo on w Chinach reprezentuje oprócz samego siebie ?

rytoch
Gość
rytoch

Niech żyje przyjaźń polsko-chińska w wydaniu rzeszowskim!!!!