15 tys. ludzi z Sanoka i okolic bez dostępu do pitnej wody

Woda zdatna do picia jest rozwożona beczkowozami. Fot. esanok.pl

SANOK. Wody zdatnej do picia może nie być nawet trzy tygodnie.

Alarm w Sanoku i okolicach, to efekt pojawienia się wodzie płynącej z kranów bakterii Escherichia coli. Wczoraj sanepid zakazał używać wody do innych celów niż sanitarne. Równocześnie powołano Sztab Zarządzania Kryzysowego, który razem z Sanockim Przedsiębiorstwem Gospodarki Komunalnej podjął działania informujące mieszkańców o tym, że nie mogą pić wody z kranów. We wtorek po mieście jeździły 3 samochody dowożące mieszkańcom wodę pitną. Ze sklepów w Sanoku momentalnie zniknęła woda butelkowana.

Już 20 lutego w wodzie badanej przez SPGK wykryto pojedyncze bakterie kałowe E. coli. Zarządzono więc zwiększenie ilości chloru w wodzie. W poniedziałek 27 lutego o godzinie 13 pobrano kolejną próbkę wody. Bakterii nie można jednak od razu wykryć, potrzeba na to czasu, a konkretnie kilkunastu godzin. O 7 rano we wtorek, w laboratorium okazało się, że w wodzie znajduje się dużo bakterii niebezpiecznych dla ludzi. – Natychmiast zgłosiliśmy ten fakt do sanepidu – mówi Czesław Bartkowski, prezes zarządu SPGK. Woda czerpana z Zasławia tym samym okazała się niezdatna do picia. Wodę można jedynie stosować w celach sanitarnych. Nie tylko nie wolno jej pić, ale także nie wolno się w niej kapać i  używać do mycia naczyń.

Beczkowozy dowożą cały czas wodę

- Oficjalny komunikat otrzymaliśmy o godzinie 10 i momentalnie został powołany Sztab Zarządzania Kryzysowego – mówi Agnieszka Frączek, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Sanoku.

Problem okazał się duży i dotyczy aż 15 tys. ludzi. Wody do celów spożywczych nie mogą używać mieszkańcy dzielnic Zatorze, Posada i części Śródmieścia, a także miejscowości Zahutyń i części Zagórza. Dlatego w miasto wysłano dwa beczkowozy i jeden mniejszy samochód, które dostarczały mieszkańcom wodę. Wczoraj SPGK opracowywało harmonogram dowozu wody beczkowozami.

Co z ludźmi, którzy napili się skażonej wody? – Bakteria Escherichia coli występuje naturalnie w organizmie człowieka. Jest bakterią wskaźnikową, która informuje inspektorat sanitarny o skażeniu wody. Tylko niektóre szczepy są groźne i wywołują biegunkę. Ryzyko zatrucia jest jednak znikome – mówi Szczepan Jędral, Podkarpacki Wojewódzki Inspektor Sanitarny w Rzeszowie.

Skąd się wzięła bakteria?

- Myślałem, że nigdy mnie nie spotka taki moment w karierze zawodowej jak to skażenie – przyznaje Czesław Bartkowski. Skąd w takim razie bakteria w wodociągach? Prezes mówi, że tak naprawdę nie wiadomo skąd takie ilości E. coli biorą się nagle w wodzie. Najgorsze jest jednak to, że nie można określić kiedy woda będzie zdatna do picia. – Dodaliśmy do niej trzy razy więcej chloru niż zwykle, czyścimy sieć i czekamy – mówi prezes. Nie wiadomo kiedy bakteria zniknie. Prezes przyznaje, że wody pitnej, w kranach może brakować od 1 do 3 tygodni.

***

Mieszkańcy Sanoka i okolic absolutnie nie pijcie skażonej wody, nie myjcie się w niej, nie myjcie w niej naczyń. Na razie nie wiadomo, czy bakteria E. coli, która znajduje się w wodzie jest groźna dla zdrowia, dlatego nie warto ryzykować.

Grzegorz Anton

do “15 tys. ludzi z Sanoka i okolic bez dostępu do pitnej wody”

  1. dar

    przecież w SANIE macie do pierona wody…Sanoczanie….

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.