2 punkty cieszą, bonusa żal

Nicki Pedersen (kask czerwony) i Dawid Lampart (kask niebieski) byli w niedzielę najskuteczniejszą parą PGE Marmy. Fot. Paweł Bialic

Nicki Pedersen (kask czerwony) i Dawid Lampart (kask niebieski) byli w niedzielę najskuteczniejszą parą PGE Marmy. Fot. Paweł Bialic

ENEA EKSTRALIGA. Wielki come back i komplet punktów Nicki Pedersena. Do zdobycia 3 „oczek” PGE Marmie zabrakło punktów Juricy Pavlica i Łukasza Sówki.

7 punktów zabrakło PGE Marmie Rzeszów, by odrobić w niedzielę z nawiązką 16-punktową stratę z pierwszego meczu na Moto-Arenie i zgarnąć punkt bonusowy. Wobec kłopotów kadrowych torunian i absencji Adriana Miedzińskiego i Darcy Warda, ich siła opierała się praktycznie na trzech zawodnikach. Rzeszowianie, jadąc po raz pierwszy od blisko 2 miesięcy w pełnym składzie, nie byli jednak w stanie w pełni wykorzystać tego faktu.

Biorąc pod uwagę okoliczności całego meczu, bonus był jak najbardziej w zasięgu ekipy Dariusza Śledzia. Co jednak z tego, że wreszcie przebudził się Dawid Lampart, skoro Jurica Pavlic i Łukasz Sówka byli cieniem zawodników z poprzednich spotkań. A goście? 21 startów trio: Holder, Gollob, Przedpełski wystarczyło im do uratowania bonusa, co wobec osłabień kadrowych było chyba planem maksimum na mecz w Rzeszowie.

Lampart lepszy od mistrza świata!
Rzeszowianie zaczęli fenomenalnie. „Power” do spółki z Dawidem Lampartem utarli nosa samemu indywidualnemu mistrzowi świata, Chrisowi Holderowi! Gospodarze jeździli równo (po 4 biegach żaden z nich nie miał na koncie „0”) i po czterech biegach prowadzili 15-9. W tym momencie do odrobienia zostało im tylko i aż 12 „oczek”.

Seria remisów w kolejny wyścigach oddaliła nieco od rzeszowian dodatkowy punkt, a przybliżyła do niego torunian. Pasmo nierozstrzygnięty biegów gospodarze mogli przerwać w gonitwie 7., w której Pedersen wiózł za plecami Golloba, z kolei Lampart Przedpełskiego. Niestety, rzeszowianin na dystansie dał się ograć jak dziecko juniorowi Unibaksu i ponownie był remis 3-3. Tak więc w połowie zawodów PGE Marma nadal prowadziła tylko 6 punktami (24-18), a trzeba pamiętać, że do tej pory przyjezdni nie skorzystali jeszcze ani raz z rezerwy taktycznej.

Walka o bonusa
Emocji w kolejnych biegach nie brakowało, a że tor w Rzeszowie, co ostatnio było rzadkością, wyjątkowo sprzyjał walce, kibice, mimo ogromnego upału, nie mogli się nudzić. Miejscowi niestety gubili punkty. Tak było m.in. w wyścigu 8., w którym co prawda wygrał Walasek, ale nieoczekiwanie formą błysną Kamil Brzozowski, który był drugi. Na dystansie Łukasz Sówka przegrał walkę z Holderem i 6. remis tego popołudnia stał się faktem. Dopiero w kolejnym rozdaniu para Pedersen – Lampart drugi raz przywiozła podwójną wygraną i przewaga „Żurawi” wzrosła do 10 „oczek” (32-22).

19.qxd

 

Na stojąco kibice oglądali walkę w następnym wyścigu pomiędzy Tomaszem Gollobem i Rafałem Okoniewski. Długo prowadził rzeszowianin, ale na mecie o błysk szprychy szybszy był mistrza świata sprzed trzech lat. To było dopiero pierwsze drużynowe zwycięstwo Unibaksu w tych zawodach.

Symulant Brzozowski?
Kolejny bieg Lamparta był… kolejną szansą na 5-1. Rzeszowianie wieźli za plecami Golloba i Brzozowskiego, ale… ten ostatni upadł na trzecim miejscu. Tajemnicą poliszynela pozostaje fakt, czy zawodnik Unibaksu upadł przypadkowo, czy był to… tzw. upadek taktyczny? W powtórce było tylko 4-2 i kolejne punkty uciekły. Losy bonusa praktycznie rozstrzygnęły się już w 12. biegu, wygranym przez gości 5-1. W tym momencie mieli oni na koncie 33 punkty, a gospodarze zamiast myśleć o dodatkowym punkcie, coraz bardziej musieli się skupiać na tym, aby wygrać cały mecz, bowiem ich przewaga stopniała do zaledwie 6 „oczek” (39-33).

Przed biegami nominowanymi goście ciągle mieli jeszcze nadzieje na remis. Rozwiał je kapitan PGE Marmy, Rafał Okoniewski, który wygrał przedostatnią odsłonę i zapewnił gospodarzom końcowe zwycięstwo.

Niczym w Grand Prix
Ozdobą meczu był ostatni bieg, którego stawki nie powstydziłby się wyścig Grand Prix. Spotkało się w nim trzech zawodników, którzy mają w swoim dorobku tytuł indywidualnego mistrza świata: Pedersen, Holder i Gollob oraz Grzegorz Walasek. Tym razem ponownie górą był „Power”, który udowodnił, że w niedzielę to on był panem i władcą toru przy ul. Hetmańskiej.

PGE MARMA Rzeszów – UNIBAX Toruń 50-40

Marcin Jeżowski

do “2 punkty cieszą, bonusa żal”

  1. tom

    Zabrakło nie 7 ale 5 pkt.Automatycznie drugiej drużynie te 5 pkt jest zabrane i mecz kończy się wynikiem 55-35.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.