300 par czeka na dziecko

- Trzymając się sztywno obowiązujących procedur dotyczących uwiarygodnienia przyszłych rodziców adopcyjnych chodzi nam przede wszystkim o bezpieczeństwo i dobro dziecka. – mówi Marcelina Drath, kierownik ośrodka adopcyjnego przy Regionalnym Ośrodku Polityki Społecznej w Rzeszowie. Fot. Autor

PODKARPACIE. Polsko-niemieckiemu małżeństwu nie udało się przejść procedur adopcyjnych, barierą jest język, a raczej brak jego znajomości.

- Jak możemy sprawdzić czy kandydat na ojca nie jest pedofilem, sadystą, czy schizofrenikiem, słowem, czy nadaje się na rodzica skoro nie znając języka nie może przejść testów psychologicznych według ustalonych procedur? Kto będzie odpowiadał gdy dojdzie do jakiejś tragedii w tej rodzinie lub chociażby odrzucenia dziecka, co czasem się zdarza? – pyta Marcelina Drath, kierownik ośrodka adopcyjnego przy Regionalnym Ośrodku Polityki Społecznej w Rzeszowie.

Medialna burza rozpętała się po tym gdy mieszane małżeństwo nagłośniło niemożność przejścia testów psychologicznych potrzebnych do adopcji ze wskazaniem spokrewnionego dziecka (na prośbę jego rodziny). Według nich zamiast pomocy i wsparcia w ośrodku spotkał ich ostracyzm i nieprzychylność urzędników.

Testów nie wolno tłumaczyć, opinię psychologa tak

- Kontakt z kandydatem na przyszłego ojca był niemożliwy, bo pan nie mówi po polsku. Testy psychologiczne są standaryzowane dla każdego kraju i nie wolno ich przetłumaczyć wprost, nie mogą być też prowadzone przy pomocy tłumacza, tego się po prostu nie praktykuje – mówi Marcelina Drath. – Zaproponowaliśmy więc panu diagnozę w swoim ojczystym języku u niemieckiego psychologa, co pozwoliłoby nam uzyskać miarodajne i wiarygodne informacje o nim jako o kandydacie na ojca adopcyjnego. Sama opinia niemieckiego psychologa po przetłumaczeniu byłaby przez nas honorowana. Niestety niemiecka palcówka odmówiła swojemu obywatelowi pomocy w tej sprawie.

Dziecko nie będzie czekać na adopcję

Maleństwo, o które stara się wspomniane małżeństwo decyzją sądu rodzinnego ma być umieszczone w placówce opiekuńczej. Obecnie trwają w tej sprawie dwa postępowania, w związku z pozostawieniem dziecka w szpitalu (przez matkę) i o (do czasu adopcji) umieszczenie go w rodzinie zastępczej. Pracownicy ośrodka adopcyjnego w Rzeszowie zapewniają, że maluch mimo tego na adopcję nie będzie czekał długo. W kolejce “po dziecko” czeka 300 par, które przeszły już wszystkie procedury i szkolenia. Kilka małżeństw czeka już kilka lat.

W regionie w domach dziecka jest ok. 800 dzieci, 1500 znajduje się w pieczy zastępczej (rodzinach zastępczych). Do adopcji kwalifikuje się bardzo mały procent z nich. To te, które mają przede wszystkim uregulowana sytuację prawną. Jeżeli rodzice nie zrzekną się praw do dziecka lub sąd ich tego prawa nie pozbawi, dziecko nie może trafić do rodziny adopcyjnej. W dodatku większość rodziców chce dziecko małe, zdrowe, bez rodzeństwa, bez obciążeń emocjonalnych, a o to coraz trudniej. Większość dzieci wymagających pomocy to dzieci obciążone, “po przejściach”.

Anna Moraniec

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2013 Wszystkie prawa zastrzeżone.