300 zł na wyprawkę to kupowanie głosów wyborców?

Wsparcie finansowe w postaci 300 zł może okazać się jedynie kroplą w morzu potrzeb. Fot. Archiwum

Wsparcie finansowe w postaci 300 zł może okazać się jedynie kroplą w morzu potrzeb. Fot. Archiwum

KRAJ, PODKARPACIE. – Rządzący nie mają pieniędzy na inwestycje drogowe czy osoby niepełnosprawne, lecz przed wyborami dziwnym trafem na wyprawkę fundusze się znajdują – mówi jeden z ekspertów.

Jeszcze przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego, uczniowie, którzy nie ukończyli 18 lat otrzymają 300 zł dofinansowania na wyprawkę szkolną. Na pierwszy rzut oka pieniądze mogą wydawać się realnym wsparciem, jednak, zdaniem ekspertów, program ociera się o katastrofę. – To jawne kupowanie głosów Polaków przed wyborami – grzmią specjaliści. Czy świadczenie znowu sfinansują podatnicy m.in. poprzez wyższe podatki?

Tydzień temu premier Mateusz Morawiecki podpisał rozporządzenie gwarantujące uczniom do 18. roku życia jednorazową wypłatę 300 zł w ciągu roku na wyprawkę szkolną. Pieniądze, które trafią do rodziców lub opiekunów dzieci mają docelowo pomóc w zakupie m.in. zeszytów, podręczników, przyborów szkolnych czy tornistrów. Wsparcie otrzymają wszyscy uczniowie bez względu na dochody w rodzinie. Ocenia się więc, że programem objętych będzie ok. 5 mln osób. To dobre rozwiązanie? – Trzeba wprost powiedzieć, że wyprawka „300 plus” to jawne kupowanie głosów wyborców – mówi Dominik Łazarz, ekonomista WSIiZ. – Pamiętajmy też, że rządzący nie mają pieniędzy na inwestycje drogowe czy osoby niepełnosprawne, lecz przed wyborami dziwnym trafem na wyprawkę fundusze się znajdują – dodaje.

Złożą się wszyscy
Ekonomiści zwracają uwagę, że nowy program jest źle skonstruowany, podobnie zresztą jak inne świadczenie w tym „500 plus”. Kto za wyprawki zapłaci? Prawdopodobnie wszyscy podatnicy. – Niestety. najpierw trzeba sporo oddać państwu, aby później móc cokolwiek otrzymać z programu – wyjaśnia Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.

W taki sposób funkcjonuje finansowanie oparte na pomocy socjalnej, o której wiele lat temu negatywnie mówiła była premier Wielkiej Brytanii, Margaret Thatcher. – Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy – głosiła premier.

Wyprawka odciąży rodziny?
Co ważne, nowy program ma kosztować aż 1,5 mld zł rocznie. Wsparcie z niego otrzymają wszyscy uczniowie, lecz czy wszyscy rzeczywiście otrzymać je powinni? – Pomoc finansowa byłaby jeszcze dobrym rozwiązaniem, gdyby wprowadzić ograniczenia np. 300zł dofinansowania dla rodzin z niskimi dochodami – tłumaczy Łazarz.

Zdaniem przedstawicieli partii rządzącej 300 zł wyprawki odciąży domowe budżety. Pytanie tylko czy te dodatkowe środki nie okażą się jedynie kroplą w morzu potrzeb? Rosną przecież chociażby koszty dojazdu dzieci do szkoły, opłaty na ponadprogramowe gry edukacyjne, wydatki na wycieczki szkolne, ubrania, materiały plastyczne, obiady szkolne czy nawet …udekorowanie klas i sal! – W Polsce znacznie wzrosły w ostatnich latach koszty dodatkowych zajęć, z których coraz chętniej korzystają uczniowie – zauważa Sadowski. Może więc lepiej zająć się gruntowną reformą oświaty na szczeblu rzekomo bezpłatnej edukacji, aby realnie pomóc rodzicom? Chyba, że nie to jest istotą działań, a jedynie stworzenie dobrej aury przed wyborami samorządowymi.

Kamil Lech

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.