6 tys. zł kosztuje nas darmowa szkoła

Ola Lampart z Rzeszowa od czwartku jest uczennicą czwartej klasy.

PODKARPACIE. Wrzesień najdroższy miesiąc dla rodzica.

Poprosiliśmy Annę Czach z Rzeszowa, mamę dwójki uczniów ze szkoły podstawowej o zsumowanie wydatków, jakie ponosi wysyłając dwóch synów do szkoły. Wyliczyła, że początek roku kosztuje ją w tym roku ok. 2 tys. zł.

Przy czym u niej jest to wersja oszczędna – pani Anna nie kupowała żadnych nowych butów, koszul, sportowych bluz, plecaków, piórników… Jeśli zliczymy całościowo to na jedno dziecko w wieku szkolnym wydajemy 6 tys. zł rocznie!

- Na same podręczniki wydałam 630 zł. Za przybory szkolne: zeszyty, bloki, farbki, długopisy zapłaciłam ok. 100 zł. Całe szczęście, że plecaki i piórniki mamy jeszcze w dobrym stanie – zaczyna pani Anna.

- Każdemu z chłopców kupiłam po dwie pary długich spodni i dwie pary krótkich spodenek. Zapłaciłam 288 zł. Młodszy wyrósł z trampek na przebranie po szkole, więc kolejne 20 zł poszło z portfela. Teraz czeka mnie jeszcze zakup kilku białych podkoszulków (ok. 25 zł razy minimum 6 sztuk, bo wf jest 3 razy w tygodniu). – wylicza dalej mama chłopców. – Obydwaj wyrośli z kurtek jesiennych. Kupowałam je na wakacjach, zapłaciłam w sumie 400 zł. Ma pani jeszcze siłę słuchać dalej? No to, na początku września płacę jeszcze za obiady – dla dwóch synów to będzie ok. 100 zł. Starszy syn chodzi na basen. W ubiegłym roku płaciłam, jeśli dobrze pamiętam ok. 50 zł, teraz pewnie opłata będzie już wyższa. Kąpielówki na szczęście jeszcze pasują, okulary i czepek też, ale klapki już musiałam dokupić – przypomina sobie Anna.

Wrzesień najdroższy miesiąc dla rodzica

Jak dodaje, na pierwszej wywiadówce wypada też zapłacić składkę na Radę Rodziców, choć nie jest ona to obowiązkowa (ok. 50) zł i ubezpieczyć dwójkę dzieci od nieszczęśliwych wypadków, czyli wydać kolejną stówę. – W sumie w tym roku posłanie dzieci do szkoły to koszt prawie 2 tysięcy zł. Ale proszę mieć na uwadze, że ja nie kupowałam teraz nowych butów ok. 180 zł jedna para, nowych bluz ok. 40 zł, ani koszul ok. 50 zł. A jeszcze wypadałoby doliczyć wycieczki, wyjścia do kina, teatru, na lody okazyjne lekcje z muzykami itp.

Dziś edukacja dziecka naprawdę kosztuje. Tymczasem obowiązek nauki obejmuje szkołę podstawową i gimnazjalną. Czy każdego Polaka na to stać? Może państwo powinno w większym stopniu partycypować w kosztach edukacyjnych, w końcu wszystkim powinno zależeć na tym, aby przyszli obywatele byli wykształceni.

Andrzej Szymanek, dyrektor II LO w Rzeszowie:

- Funkcjonowanie dziecka w szkole niewątpliwie kosztuje i to dużo. My staramy się zawsze wyjść naprzeciw potrzebom rodziców. Nie wymyślamy drogich wycieczek, organizujemy giełdy używanych podręczników, dzięki czemu uczeń może mieć książki nawet za połowę ceny. Z rodzicielskiej kieszeni nie wyciągamy ani grosza na bieżące funkcjonowanie szkoły, bo środki, które otrzymujemy z Urzędu Miasta są wystarczające. Wpłata na Radę Rodziców jest dobrowolna i wynosi 50 zł rocznie. Te pieniądze zawsze wracają do uczniów, bo z tego fundowane są nagrody na zakończenie roku, dopłaty do wycieczek klasowych , wyjazdy na olimpiady.

Beata Sander

do “6 tys. zł kosztuje nas darmowa szkoła”

  1. Gosia

    tak to prawda za dużo wydadków dla naszych rodziców którzy ciężko pracują*NIEKTÓRZY DO PÓŻNA*

  2. sadze, ze

    nie nalezy tak tragizowac. ceny podane w artykule sa mocno naciagniete. poza tym wydaje mi sie, ze do szkoly dziecko powinno chodzic ubrane schludnie ale raczej skromnie. jak sie wyrazil moj poprzednik – rewia mody markowych ciuchow, to z pewnoscia nie do konca madry pomysl. mozna to zalatwic taniej. o wiele taniej. trzeba tylko chciec.

  3. mark

    Bezczelność ludzka nie ma jak widać granic!!!Czy gdyby dzieci nie chodziły do szkoły,to nie potrzebowałyby butów i odzieży???A 400 złotych za dwie kurtki jesienne???Owszem – Nike,Adidas,Reebok itp tyle kosztują,jak ją stać szarpać się na markową odzież,to niech nie płacze,że musi(MUSI???!!!)tyle wydać „na szkołę”.Obiady też pewnie muszą jeść z winy szkoły – w domu zapewne żyją powietrzem.

    • emma

      Ktoś ma chyba zaniki pamięci. I to poważne.
      Chodziłam do podstawówki w latach 80-tych i tylko przez chwilę podręczniki były wypożyczane z biblioteki a potem najnormalniej się je kupowało.
      Po przybory szkolne i mundurki sterczało się pod Paulinką na Dąbrowskiego pod koniec sierpnia i też nikt ich za darmo nie dawał. A wszystko było przaśne i stosunkowo niedrogie.
      Wpłacało się : na Komitet Rodzicielski i na ubezpieczenie, za żarcie na stołówce a na wycieczki i do kina jeździło się znacznie częściej i nikt z tego powodu z głodu nie przymierał.

      Teraz macie wolny rynek i pan minister zmienia podstawy programowe i co rusz zatwierdza nowe podręczniki lub zmienia kryteria egzaminów żeby wydawnictwa miały wypas. Zwalając to przeważnie na nauczycieli.
      A widzieliście jakie dzieci z podstawówki przynoszą do szkoły telefony komórkowe?
      Nie?
      To się przyjrzyjcie.
      Skumbrie w tomacie- chcieliście Polski no to ją macie.

    • in23

      mark ale ty jeseś głupi, teraz nawet nie markowa kurtka kosztuje od 100 do 200 zł, podkulski podnosi czynsze to i towar drożeje…w galeriach trzeba płacić po 3 4 tys. za wynajme sklepów, szkoda tylko że taka sam kurtka np, na alegroo kosztuje 75 zł bo już powównywałam ceny niektórych produktów…

  4. rafal

    jak w nowej podstawie programowej nawet katechizm (autentyczne) się zmienia to co się dziwicie ?
    do tego każe się kupować podręczniki do : plastyki (nigdy potem PAN/PANI z niego nie korzysta , muzyki
    - sytuacja podobna, podreczniki do j. angielskiego to temat dla prokuratury . (potrafą zmienić w ciągu roku , a są najdroższe.Nawet istnieje podręcznik do MS PAINT ! który jeden pan informatyk (cfaniaczek)kazał kupić a drugi prominent mielecki od oświaty napisał .Zdezorientowwani kupili a potem nikt do niego nie zajrzał bo po co ?Itp itd. BANDA ZŁODZIEJI !!! .

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.