7 lat więzienia dla zabójcy ojca wielodzietnej rodziny

Wyrokiem sądu mężczyzna trafi za kraty na 7 lat. To jednak nie pierwszy jego wyrok za jadę po pijanego. Kilka lat temu, miał już odebrane prawo jazdy na dwa lata za jazdę rowerem w stanie nietrzeźwości.

TARNOBRZEG. Kara adekwatna do przestępstwa. 32-latek, który zabił na drodze 63-letniego rowerzystę i uciekł z miejsca tragedii szybko nie wyjdzie na wolność.

22 czerwca, przed Sądem Rejonowym w Tarnobrzegu zapadł wyrok w sprawie 32-letniego Jerzego Sz., który 7 miesięcy temu wjechał w jadącego rowerem ojca wielodzietnej rodziny. Mężczyzna zginął na miejscu, a przestępca uciekł z miejsca wypadku i przez kilkadziesiąt kolejnych godzin ukrywał się w okolicznych lasach.

O procesie, którego finał miał miejsce w minioną środę pisaliśmy kilkakrotnie. Przypomnijmy, 22 listopada 2010 r. 32-letni Jerzy Sz. wyjechał na krótką przejażdżkę po to, by sprawdzić, czy jego renault pracuje prawidłowo. Wcześniej samodzielnie usuwał usterkę związaną z tym, że pojazd gasł po przełączeniu go z benzyny na gaz. Rozpędzony pojazd wjechał w jadącego prawym pasem jezdni rowerzystę. Siła uderzenia była tak duża, że mężczyzna upadł kilkadziesiąt metrów dalej. Zmiażdżony rower ciągnął się za samochodem jeszcze przez około 200 metrów.

Odjechał jakby nigdy nic
Mimo uderzenia, huku i uszkodzeń samochodu, 32-letni kierowca nawet się nie zatrzymał. Uciekając z miejsca tragedii potrącił nawet jeszcze jednego kierowcę, który ruszył za nim w pościg. Uciekający i goniący dojechali do lasu, gdzie sprawca wypadku porzucił samochód i pobiegł dalej pieszo. Aby zmylić policję, przez telefon nakłaniał żonę, żeby zgłosiła zaginięcie samochodu. Policja urządziła na niego obławę. Jerzy Sz. nie widząc innego wyjścia, kilkadziesiąt godzin później zaczepia patrol policji w Tarnobrzegu i przyznaje do popełnienia przestępstwa.
Udawał chorego
Podczas procesu, pani obrońca 32-latka usiłowała przekonać sąd, że zachowanie jej klienta była spowodowane potwornym szokiem jakiego doznał, a w przeszłości leczył się już na depresje. Sąd zgodził się na przebadanie go przez biegłych psychiatrów, wezwał także na świadka lekarza rodzinnego Jerzego Sz. Biegli nie poparli jednak tezy pani mecenas. Wykluczyli chorobę psychiczną i tym samym pogrzebali szanse mężczyzny na uniknięcie odpowiedzialności za zbrodnię, której się dopuścił. Mężczyźnie nie pomogły także zeznania kolegów, z którymi tragicznego dnia pracował przy układaniu kostki brukowej. Kumple chwalili go jako pracownika i kierowcę, ale dla sądu ich opinie nie miał większego znaczenia w kwestii wypadku, który spowodował.

Nie było powodów do złagodzenia wyroku
Oskarżony podczas procesu kilkakrotnie przepraszał obecnego podczas procesu syna zmarłego. Mówił, że do końca życia będzie odczuwał winę za to, co się stało, a w ostatniej mowie prosił o najniższy wymiar kary. Podkreślał, że nie chodzi mu przy tym o siebie, ale swoją rodzinę, żonę i córeczkę.
Pani prokurator, która sformułowała akt oskarżenia przeciwko mężczyźnie wnosiła o karę 8 lat pozbawienia wolności i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.
Decyzją sądu, mężczyzna trafi za kraty na 7 lat i już nigdy nie będzie mógł usiąść za kółkiem. Będzie musiał za to wpłacić karę grzywny na rzecz ofiar przestępstw.

Zniszczył życie dwóch rodzin
W uzasadnieniu wyroku pani sędzia przyznała, że wyrok jest nieco niższy niż żądał prokurator, bo uwzględniła ona fakt, że oskarżony wielokrotnie przepraszał rodzinę zmarłego oraz, że jednak sam zgłosił się na policję.
Rodzina zmarłego od początku trwania procesu nie kryła, że żaden wyrok nie wróci im ukochanej osoby. Mężczyzna był nestorem roku, miał sześcioro dzieci, a dla kolejnej piątki wraz z żoną stworzył rodzinę zastępczą. Po jego śmierci, sytuacja całej rodziny uległa ogromnej zmianie, a jego małżonka bardzo podupadła na zdrowiu i przez długi okres czasu była hospitalizowana.

Bogdan Myśliwiec

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.