82-letni Kloss i 87–letni Brunner znów grają o najwyższą stawkę

Kloss i Brunner, na ekranie wrogowie, prywatnie przyjaciele. Fot. Archiwum

Stanisław Mikulski i Emil Karewicz są jak wino. Imponują nie tylko świetną grą ale i tym, że ujęcia z ich udziałem wykonują bez dublerów kaskaderskich.

Wcielając się po raz pierwszy w agenta J-23, bohatera “Stawki większej niż życie” Stanisław Mikulski miał 39 lat. Jego wróg Brunner, grany przez Emila Karewicza – 45. W “Hansie Klossie. Stawce większej niż śmierć” obaj panowie są już po 80. Kto by pomyślał, że po 44 latach znów spotkają się na planie i zamienią w filmowych wrogów.
Grany właśnie w kinach w kinach “Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć” jest najlepszym dowodem, że aktorzy, mimo upływu lat i różnych kolei losu, wciąż są najlepsi w swoim fachu. Odtwórcy Klossa i Brunnera świetnie odnaleźli się w nowej odsłonie przygód agenta J-23, opowiedzianej językiem współczesnego kina – z efektami specjalnymi i dynamiczną akcją. Produkcja wyreżyserowana przez Patryka Vegę zbiera bardzo dobre recenzje, a fani opuszczają kina pełni pozytywnych refleksji.

Zdaliśmy ten egzamin
Jak się okazuje, sam reżyser jest wielbicielem przygód J-23. – Gdy pojawiła się możliwość zrobienia filmu, to przypomniałem sobie czasy dzieciństwa, gdy bawiłem się w “Stawkę” na podwórku i wcielałem się w Brunnera. Jestem fanem tego serialu – przyznaje Patryk Vega. – Miałem marzenie stworzenia takiej “Stawki”, jaką sam chciałbym zobaczyć. Starałem się nie myśleć o presji tylko o tym, żeby nie zagłuszyć w sobie dziecka zafascynowanego pierwowzorem. Chciałem, aby ta energia przeniosła się do pracy – dodaje.

W filmie Kloss i Brunner pojawiają się w dwóch rzeczywistościach czasowych. Mikulski i Karewicz grają tych bohaterów w latach 70. – wiele lat po wojnie, natomiast w Klossa i Brunnera w latach 40. wcielają się Tomasz Kot i Piotr Adamczyk.

- To była dla mnie duża i przyjemna niespodzianka. Zastanawiam się tylko, dlaczego dopiero teraz powstał ten film, kiedy z kolegą Karewiczem nie jesteśmy już w szczytowej formie – mamy ponad 80 lat – mówi Stanisław Mikulski. – Mimo wszystko wydaje mi się, że zdaliśmy ten egzamin. Mam ogromną frajdę, że udało się nam stworzyć coś, co tak oparło się czasowi – dodaje odtwórca J-23.

O to, że zdali egzamin nikt nie ma wątpliwości. Jak chwalił aktorów reżyser – obaj mimo wieku, mają wciąż świetną kondycję, emanują fantastyczną energią. – Brali udział m.in. w scenach z użyciem efektów specjalnych, na przykład w sekwencji zawalenia się latarni morskiej. Wykonali wiele ujęć bez dublerów kaskaderskich. Rzucali się na grube materace, gdy nad ich głowami przelatywały spreparowane odłamki po eksplozji – opowiadał Patryk Vega.

Polski Bond w “Kole Fortuny”
A jak potoczyły się losy serialowego Hansa Klossa sprzed lat? Aktor grający w kultowej produkcji przez kilkadziesiąt lat kojarzony był i wciąż jest przede wszystkim ze swoim bohaterem. W życiu prywatnym przez pewien okres związany był z naszymi wschodnimi sąsiadami. Końcem lat 80. pracował przy ambasadzie Polski w Moskwie na stanowisku dyrektora Polskiego Centrum Kultury.

Ponad 82–letni dziś aktor nie stronił od występów teatralnych, tym bardziej, że to właśnie dzięki roli w Teatrze Telewizji w “Stawce większej niż życie”, wziął udział w jej filmowej adaptacji. Aktor wielokrotnie był konferansjerem na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej, a przez trzy lata dał się poznać jako sympatyczny prowadzący “Koło Fortuny”.
Sukces “Stawki…” przyniósł mu ogromną popularność nie tylko Polsce, ale i za granicą. Został okrzyknięty najpopularniejszym aktorem krajów socjalistycznych, jednak łatka, jaką mu przypięto chyba trochę przeszkodziła mu w dalszej karierze aktorskiej. Co prawda Mikulski stworzył jeszcze wiele charyzmatycznych kreacji aktorskich, m.in. w “Panu samochodziku i Templariuszach”, “Polskich drogach”,  czy serialu “Dziewczyna i chłopak”, jednak nie były to już role na miarę Klossa. Mimo oficjalnego przejścia na emeryturę w 1990 r., nie dał o sobie zapomnieć. W ostatnich latach można było go zobaczyć przede wszystkim w serialach tj.: “Kryminalni” (2005 -2008), “Złotopolscy” (2007 – 2010), czy “Duch w dom” (2010). Mimo podeszłego wieku, na który absolutnie nie wygląda, aktor wciąż tryska energią, którą przenosi na ekran.

Brunner – przekonująca szuja
Aktorskim fenomenem filmu o J – 23, jest jego największy wróg – Brunner. Odtwórca niemieckiego żołnierza – Emil Karewicz zagrał go w tak charyzmatyczny sposób, że postać ta zagościła w produkcji dłużej niż planowano. A i tak w efekcie było to tylko pięć odcinków na osiemnaście!
Bo trzeba pamiętać, że jedną z cech wyróżniających serial o Klossie jest to, że nie ma innych, prócz niego, głównych bohaterów. Postaci pojawiają się zazwyczaj w zaledwie jednym odcinku. Zupełnie inaczej było z Brunnerem.

- Tak przekonująco byłem tym szują, że powierzyli mi kilka następnych odcinków. Po prostu podstawiono moją postać za tych Niemców, którzy początkowo mieli się inaczej nazywać. Widocznie mam w sobie tyle wrodzonego wdzięku, że przebija się on przez czarny charakter roli – żartował w wywiadach, 87 – letni obecnie odtwórca niemieckiego oficera.

Prywatnie przyjaciel Stanisława Mikulskiego także nie spoczywa na laurach, włączając się w różne produkcje. Podobnie jak odtwórca Klossa są to obecnie przede wszystkim gościnne role w serialach tj.: “Kryminalni”, “Samo życie”, “M jak miłość”, “Plebania” czy “Złotopolscy”. Do dziś gra w “Barwach szczęścia”. Jednak w najlepszych latach swojej młodości, szczególnie po sukcesie “Stawki…” tych ról było sporo. Dziś ma ich na koncie około 90.
Do znanych kreacji można zaliczyć rolę hrabiego Paca w “Czarnych Chmurach”, Leberki w “Alternatywach 4”, Władysława II Jagiełło w “Przyłbicach i kapturach” (rolę tego króla grał także w ”Krzyżakach”). Zasłynął także z wielu ról teatralnych.
W 2003 roku powstał o nim film dokumentalny pt. “Emil Karewicz. Portret aktora”, z którego wyłania się obraz niezwykle łagodnego, rodzinnego człowieka, o gołębim sercu. Dziś aktor ma swoja gwiazdę w Alei Gwiazd w Międzyzdrojach i prowadzi spokojne życie na Mazurach u boku drugiej już żony (poprzednia zmarła), jest tez szczęśliwym dziadkiem. W wolnych chwilach pisze satyryczne piosenki a także maluje. Musi jednak uważać na zdrowie. Końcem 2009 roku trafił do szpitala z powodu niewydolności serca.

Niezwykły entuzjazm, z jakim przyjęto serial 44 lata temu, dziś wydaje się towarzyszyć przyjęciu jego filmowej kontynuacji.. – Gdy zaczęliśmy emitować ten serial w latach 60., czyli kilkanaście lat po wojnie, kinematografia karmiła nas produktami, w których bohaterowie nie wygrywali. Nagle zrobiliśmy serial, w którym okazało się, że główny bohater wygrywa. To jest niesłychanie bliski dla nas temat. To jest jeden z powodów, dla których ten serial fascynował i fascynuje widzów – podkreśla Mikulski.
Zapewne też grono sympatyków Klossa i Brunnera, powiększy się o przedstawicieli… młodszego pokolenia.

Aneta Jamroży

do “82-letni Kloss i 87–letni Brunner znów grają o najwyższą stawkę”

  1. Robert

    Sympatyczny obraz wielkich aktorów i starszych panów. Tylko konia z rzędem temu kto wskaże gdzie pan Emil pojawił się w „Kryminalnych”, „Złotopolskich” i „Samym życiu” :P

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.