A miało być tak pięknie…

Rzeszowskie drużyny nawet nie otarły się o I ligę, ale derby dostarczyły sporo emocji. Stal okazała się dwukrotnie lepsza od Resovii.

II LIGA. Z zakończonego właśnie sezonu zapamiętamy młodzież Stali Rzeszów i udany finisz Resovii Artura Łuczyka.

Żadna z podkarpackich drużyn nie wzniosła się w zakończonym sezonie ponad przeciętność. Stal ze Stalowej Woli zmagała się z długiem pozostawionym przez poprzedni zarząd, Stal Rzeszów znów nie mogła ustabilizować formy, a Resovia miała kłopot z trenerami.

Na najwyższym, 7 miejscu, zmagania skończyła “Stalówka”. Wiosnę miała jednak słabszą, niż jesień i choć długo deptała faworytom po piętach, o awansie trzeba było zapomnieć. W Stalowej Woli piłkarze mieli ostatnio pod górkę, ale sytuacja powoli zmienia się na lepsze.

Mało strzelali, mało tracili
O nowym, pięknym stadionie na 10 tysięcy miejsc póki co trzeba zapomnieć, lecz pojawiła się nadzieja na spłatę zobowiązań w stosunku do PZPN. Jeśli Stal nie odda 100 tysięcy zł, nie otrzyma licencji na grę w II lidze. Nowi szefowie piłkarskiej spółki, obarczeni długiem Zakładowego Klubu Sportowego, przekonują jednak, że kibice mogą spać spokojnie.
Drużyny trenera Sławomira Adamusa zawsze cechują dobra organizacja gry, dbałość o taktyczne schematy i dyscyplina w defensywie. Nie inaczej było teraz, a mecze z udziałem Stali rzadko zapadały w pamięć. Zielono-czarni mało goli strzelali i mało tracili. Pokazali się natomiast młodzi – Rafał Turczyn, Bartosz Horajecki, Tomasz Demusiak i Krystian Getinger. Tym ostatnim zainteresował się Widzew Łódź.

Brawa dla młodzieży
Stal Rzeszów miniony sezon miała bardzo nierówny. Drużynie zdarzało się w porywającym stylu gromić rywali, także tych z samej czołówki, ale i w beznadziejny sposób tracić punkty z niżej notowanymi zespołami. W dużej mierze było to pokłosie zmian jakie wdrożył trener Andrzej Szymański. Opiekun biało-niebieskich w ostatnim roku rozpoczął proces odmładzania drużyny. Z drugiej strony, tacy piłkarze jak Wojciech Reiman, Konrad Maca, Konrad Hus czy Andreja Prokic sprawdzili się w rywalizacji, udowadniając przy okazji, że coraz śmielej mogą aspirować do miana liderów drużyny. Jak dużo może dać takie “testowanie” zawodnika w warunkach bojowych, najlepiej widać na przykładzie Macy. Rok temu napastnik grał “ogony”. W tym sezonie był już drugim strzelcem zespołu, zdobył 10 goli. W ogóle młodzież to największy atut biało-niebieskich. W zakończonych rozgrywkach trener Szymański posłał do boju aż 15 zawodników, którzy wyszli z drużyn juniorskich klubu z ul. Hetmańskiej.

Transfery i atak na plus
Również strategia transferowa jaką obrał szkoleniowiec biało-niebieskich, w większości wypadków okazała się udana. Pozyskanie Andrei Prokica okazało się strzałem w dziesiątkę. Serb stał się prawdziwym objawieniem ligi. Dużo dobrego do gry Stali wniósł też Michał Czarny. Z kolei Łukasz Krzysztoń pokazał, że w niedalekiej przyszłości może być z niego spory pożytek. Stalowcy imponowali przede wszystkim w ofensywie. Prokic, Reiman, Maca, Wojciech Krauze i Wojciech Fabianowski, król strzelców II ligi wschodniej – takim potencjałem dysponowało niewiele zespołów.
Skoro jednak było tak dobrze, to dlaczego skończyło się tak sobie? Głównie dlatego, że stalowcy improwizowali w obronie. Niefrasobliwość z jaką tracili kolejne bramki nie pozwoliła poważniej włączyć się do walki o awans, o czym po cichu mówiło się przy Hetmańskiej.

Łuczyk ugasił pożar
Tradycyjnie najwięcej działo się w Resovii (10 lokata), która zimą dokończyła sprzątanie po trenerze Miroslavie Copjaku. Rozwiązano umowy o pracę z dziewięcioma zawodnikami, przyjęto ośmiu nowych. W większości młodych, na dorobku, za których nie trzeba było płacić. Mimo 7 punktów straty do czołówki, w klubie nie przestano puszczać starej płyty o awansie, a zawodników mobilizowano w najlepszy z możliwych sposobów. Gdyby wygrali pierwsze cztery mecze, zgarnęliby ekstra premie. Po premierowym zwycięstwie w dalekiej Sokółce w udany pościg zaczęli wierzyć nawet sceptycy. Ale entuzjazm zgasł tak szybko, jak się pojawił i miesiąc później drużynie w oczy zajrzało widmo spadku. W szatni źle się działo, część piłkarzy ani myślała umierać za trenera Wojciecha Boreckiego. Pożar miał ugasić jego asystent Artur Łuczyk, mnóstwo osób wątpiło w jego umiejętności i dziś powinni posypać głowy popiołem. Łuczyk scalił zespół, przywrócił do składu tych, którzy u Boreckiego grali mało albo wcale i w 10 spotkaniach (z drużynami walczącymi o awans bądź zagrożonymi spadkiem) zdobył 12 punktów. Ten wynik sprawił, że w następnym sezonie otrzyma szansę i znów poprowadzi “pasiaków”.

W środę pierwsze wzmocnienia?
A sezon ma obfitować w sukcesy, bo Resovia trzeci rok z rzędu zawalczy o I ligę. Już bez Marcina Pontusa i Piotra Smolca, z którymi nie przedłużono umów. Nie wiadomo, czy w klubie zostaną Kamil Walaszczyk, Michał Ogrodnik i Mateusz Kantor. Dwóm ostatnim skończyło się wypożyczenie i ich kluby – Błękitni Ropczyce i Górnik Zabrze za transfer definitywny słono każą sobie płacić. – Aż tyle pieniędzy nie wyłożymy – przyznaje prezes Resovii Aleksander Bentkowski. W środę do Rzeszowa przyjedzie kilku kandydatów do gry w Resovii. – Mam nadzieję, że wtedy podpiszemy pierwsze kontrakty – puentuje szef klubu.

Tomasz Szeliga, Piotr Pezdan

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.