ADAM GRABOWSKI: Nie jestem meduzą

Fot. Paweł Bialic

PLUSLIGA KOBIET. Trener Stali Mielec odpowiada kibicom.

- Pierwszy raz spotkałem się z tak nierealnymi zarzutami pod swoim adresem – wraca do sobotnich wydarzeń w mieleckiej hali trener Stali ADAM GRABOWSKI. Po przegranym meczu z Aluprofem Bielsko-Biała część kibiców domagała się ustąpienia szkoleniowca.

- Strasznie się pan zdenerwował…
- Nie jestem meduzą, lecz facetem, któremu zależy na dobrym wyniku. Staję na głowie, by zespół grał lepiej i zdobywał punkty, a jestem krytykowany przez osoby nie potrafiące ocenić sytuacji. Nic tak bardziej mnie nie wkurza, jak mało merytoryczne uwagi. Nie dość, że dokładam do tego interesu, bo klub zalega z płatnościami, to jeszcze muszę wysłuchiwać irracjonalnych uwag. Bielsko było dużo mocniejsze, choć robiliśmy co w naszej mocy, by je zatrzymać.

- Stali nie idzie, kibice mają prawo być rozczarowani. Zna pan w ogóle tych ludzi?
- Chodzą na nasze treningi, są blisko zespołu, znają dziewczyny. I krzyczą, że jeśli mam odrobinę honoru, to powinienem się podać do dymisji. A to już cios poniżej pasa! Stal ma dziesiąty budżet w lidze, zespół powstał za pięć dwunasta, a wymaga się nie wiadomo czego. Tymczasem to cud pański, że drużyna wygląda, jak wygląda.

- Trener powinien mieć grubą skórę. Nie może pan tych uwag puszczać mimo uszu?
- Nie obrażę się, jeśli to działacze podziękują mi za pracę. Ale sam się nie poddam. Za bardzo zależy mi na tej robocie, na drużynie. Być może powinienem zareagować spokojniej, zdaję sobie sprawę, że kibic jest najważniejszy. Ale też kibice muszą dostrzec, że zespół robi wszystko, by ich zadowolić. I ja, i dziewczęta pragniemy, by nasi sympatycy byli dumni ze Stali.

- Atmosfera w drużynie jest napięta?
- Na pewno byłaby lepsza, gdyby był wynik. Powtarzam dziewczętom, że w tak trudnych chwilach rachunek sumienia muszą zacząć od siebie. Że nie wolno im szukać winnych naokoło, bo taka postawa do niczego nie prowadzi. Przypominam im również, że w poprzednim sezonie zespół był na dnie, ale nagle wygrał dwa mecze i wszystko się odmieniło. Wierzę, że tak będzie i tym razem.

- Ale sytuacja łatwa nie jest. W drużynie brakuje armat.
- Kaśce Kociovej i Ricie Lilom nie wyszedł mecz, ale to nie powód, by stawiać na nich krzyżyk. Gorzej, że Sylwii Pyci odnowiła się kontuzja, a Magdalena Sadowska nie pomoże nam w sezonie zasadniczym. Pod koniec grudnia jedzie do Warszawy na konsultację lekarską, a potem przyjeżdża do Mielca. Będziemy rozmawiać o jej przyszłości.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.