Agonia, czyli prosta konsekwencja niegospodarności

Do chorych płacowy ferment w szpitalu jeszcze nie dociera. W najgorszej sytuacji będą dojeżdżać do lecznic w Nisku, Tarnobrzegu czy Rzeszowie. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Inspekcja pracy przyszła w sukurs związkowcom. Nakaz wypłaty milionowych zaległości, to pierwszy krok do prywatyzacji szpitala, ale to nie PIP jest temu winna.

Prawie przez tydzień starosta i dyrektor Powiatowego Szpitala Specjalistycznego namawiali załogę do płacowych ustępstw. Alternatywą było utrzymanie szpitala przy życiu i przeszło 800. miejsc pracy. Okazało się, że były to spotkania jałowe. Związki zawodowe nie godzą się na wyrzeczenia, a do tego poskarżyły się Państwowej Inspekcji Pracy, która nakazała wypłatę wszystkich zaległości. To 9,5 mln. zł, których szpital nie ma i w najbliższej przyszłości nigdzie nie pożyczy.

Po negocjacjach z pracownikami, dyrektor szpitala przedstawił program ratunkowy. Mógł się powieść, gdyby związki zawodowe zgodziły się na rezygnację z trzynastej pensji i zmniejszenie o 80 proc. zakładowego funduszu socjalnego.

W ten sposób oraz przy 5-procentowych zwolnieniach, szpital mógłby odrobić ubiegłoroczną stratę i prawie wyjść na finansową prostą. Niektóre związki zawodowe zaczęły się „łamać” i byłyby gotowe zgodzić się na wyrzeczenia, ale negocjacje z dyrekcją przerwał list z PIP.

Protokół pokontrolny jak wyrok

Inspekcja swego czasu zajęła się szpitalnymi „trzynastkami”. Lecznica wypłaciła pracownikom dodatkowe pensje dopiero za 2009 rok, zaciągając zresztą przy tym 3,5-milionowy kredyt. Pracownicy dobrowolnie zrzekli się „trzynastek” za 2010 r., a kolejne miały być dopiero wypłacane.

W tej sytuacji PIP niejako dała czas dyrekcji na załatwienie finansowych spraw. Jednak dwa największe związki: lekarzy oraz pielęgniarek i położnych, zaskarżyły wyniki tamtej kontroli i poprosiły o kolejną. Wyniki tej są druzgocące dla programu naprawczego szpitala. Zaległe „trzynastki” za dwa lata, odsetki od wypłaconych „trzynastek” i tzw. nadwykonań, pochłoną 9,5 mln. zł.

- Od decyzji PIP będziemy się odwoływać, ale sprawa jest bardzo trudna – przyznaje Roman Ryznar, p.o. dyrektora szpitala w Stalowej Woli. Dyrekcja, zarząd powiatu i społeczna rada szpitala, jeszcze się nie poddają. Do czasu odpowiedzi na odwołanie, realizują to, co jest zawarte w programie naprawczym.

W pierwszym tygodniu maja ma być znana lista 45. osób, które zostaną zwolnione. Ma być też znane stanowisko związków zawodowych, co do rezygnacji z „trzynastek” i obcięcia funduszu socjalnego. Jeżeli związki zawodowe na to nie przystaną, a pracownicy nie wycofają pozwów płacowych z sądu, szpital zostanie sprywatyzowany. Wtedy, w najlepszej sytuacji będzie funkcjonować połowa z obecnych oddziałów, a to znaczy, że z pracy wyleci też połowa obecnej kadry.

Gdy lekarz tupnął, powiat od razu płacił

Sytuacja w szpitalu była omawiana na piątkowej sesji Rady Powiatu. Radni wcale nie są jednomyślni w ocenie, kto jest winien temu, co dzieje się w murach lecznicy przy ul. Staszica. Wskazują m.in. na to, że sztywne stanowisko związków zawodowych jest m.in. wynikiem liberalnych decyzji płacowych z lat poprzednich.

Lekarze byli sowicie nagradzani przez dyrekcję i powiat przy każdej próbie strajku. Roczne nagrody dla zarządzających też nie są tajemnicą. „Trzynastki” wypłacane są w większości instytucji zarządzanych przez powiat. – Dlaczego tylko my mamy je oddawać? – pytają pielęgniarki.

Jerzy Mielniczuk

do “Agonia, czyli prosta konsekwencja niegospodarności”

  1. wiesiek

    Ludzie mają się zrzec wypłat za pracę! Może by Min.Zdrowia inni rządzący przestali dawać sobie nagrody np.były premier Marcinkiewicz dostał za jakieś doradztwo przy budowie autostrad.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.