Aktor pracuje na emocjach

Beata Ścibakówna

Od piątku Beatę Ścibakówną będzie można oglądać w roli bezwzględnej szefowej w spektaklu Teatru Syrena “Trener życia” (Lifecoach). Po pomoc tytułowego trenera będzie musiała sięgnąć jedna z jej podwładnych. Tymczasem sama aktorka woli odreagować stres na korcie.

PAP Life: – Bohaterka grana przez panią w sztuce “Trener życia” to raczej wredny typ. Nie boi się pani bycia utożsamianą z takimi postaciami?
Beata Ścibakówna: – Wręcz przeciwnie. Jak się patrzy na mnie to się widzi słodką blondynkę, a grając wredną korporacyjną szefową chciałam pokazać, że też mam pazur, który w tym przedstawieniu widać.
PAP Life: – Trener życia, czyli coach to coraz modniejszy zawód. Nick Reed napisał swoją sztukę w 2008 roku. Od tego czasu coraz więcej osób sięga po taką pomoc, dlaczego?
B.Ś.: – Ponieważ bardzo dużo jest wśród nas pracoholików – ludzi, którzy nie myślą o sobie, a o tym, żeby jak najwięcej osiągnąć w życiu. To złe podejście czasami sprowadza ich na manowce. A taki trener życia faktycznie staje się modny, ale modny dlatego, że potrzebny. Ilekroć ludzie czegoś potrzebują, zwykle taka usługa czy zawód się pojawia.
PAP Life: – Czy zawód aktora też może prowadzić do takiego wypalenia?
B.Ś.: – My mamy dziwny zawód. Nigdy nie mogę go zakwalifikować. Kiedyś się mówiło “pracownik fizyczny”, “pracownik umysłowy”, a ja uważam, że aktor to zawód psychiczny. Pracuje się na swojej psychice i swoich emocjach. Może taki coach by się aktorom przydał, ale nie znam nikogo w naszym środowisku, kto by chodził do trenera psychoanalityka.
PAP Life: – A jak pani odreagowuje stres?
B.Ś.: – Na przykład na korcie. Stawiam na sport. Uważam, że zdecydowanie lepiej poprawia humor i nastrój niż psychoanaliza. Poza tym świetnie robi na kondycję, która w moim zawodzie też jest nie bez znaczenia. Gram w Teatrze Narodowym takie przedstawienie, że podczas jednego spektaklu chudnę kilogram.

PAP, bez

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.