Algi zjedzą brudy i dadzą zarobić

"Algi elektrownia" - Z tych kominów Elektrowni Stalowa Wola wylatuje w przestrzeń życiodajny dla alg dwutlenek węgla. Aż szkoda go marnować...

STALOWA WOLA. Glony będą „pracować” w oczyszczalni, a miasto będzie zarabiać na sprzedaży biopaliw.

Prezydent Stalowej Woli przepytywany przez radnych o plany inwestycyjne, wspomniał o …hodowli alg. Szybko z tematu się wycofał, dodając tylko, że jest to droga inwestycja, na którą trzeba znaleźć 60 mln. zł. I to na początek. Reszty zaczęli szukać dziennikarze.
Biznes na mikrożyjątkach miasto miałoby robić wespół z Tauronem i Elektrownią Stalowa Wola. Wkładem miasta byłby grunt. Aby algi zaczęły zarabiać na swoich hodowców, potrzebują ok. 10 hektarów. I prawie dokładnie tyle czeka na nie obok miejskiej oczyszczalni ścieków.

Algi nad Sanem czułyby się jak w raju

Główny biznes miałby polegać na produkcji biopaliwa. Nikt u nas jeszcze czegoś takiego nie robi i dlatego technologia jest droga. Właścicielowi technologii zależy jednak na tym, by algi rozrastały się w Stalowej Woli. – Reszta jest tajemnicą – ucina prezydent Andrzej Szlęzak. – To są na razie wstępne rozmowy. Nikt w takiej fazie szczegółów nie podaje. To temat, który mógłby rozwiązać szereg naszych problemów.

Algi są nazywane biopaliwem przyszłości. Mają minimalne wymagania życiowe i gigantyczne zdolności rozrostowe. Przekształcają dwutlenek węgla i światło tak skutecznie, że w ciągu dnia zwiększają swoją masę kilkakrotnie. Najlepiej rośnie im się w brudnej wodzie, przy dużym dostępie do dwutlenku węgla. Stalowa Wola brudną wodę ma w oczyszczalni, a potężne ilości dwutlenku węgla, produkuje pobliska elektrownia. To wyjaśnia dobór wspólników do biznesu mającego się zawiązać na zasadach partnerstwa publiczno-prawnego.

Same plusy

Na jak najszybszym znalezieniu gotówki potrzebnej do otwarcia algowego biznesu, powinno zależeć właścicielom elektrowni, która musi się tłumaczyć z emisji dwutlenku węgla. Prawdopodobnie to oni stoją za hodowlą w oczyszczalni. Plusem dla mieszkańców byłoby czystsze powietrze i kilkadziesiąt miejsc pracy. Studenci inżynierii środowiska stalowowolskiej filii KUL mieliby gdzie praktykować. A do kasy miasta spływałyby miliony ze sprzedaży biopaliwa. Na początek trzeba jednak znaleźć kogoś, kto pożyczy na obiecujący biznes czwartą część rocznego budżetu Stalowej Woli.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.