AntyPiS-owskie napisy priorytetem dla służb?

Anna Grad-Mizgała ma powody do zadowolenia z decyzji sądu. Fot. Monika Kamińska

PRZEMYŚL. Około roku przemyska policja badała sprawę… wykroczenia. Sąd uniewinnił podejrzane o jego dokonanie.

Niecały miesiąc temu przemyski sąd zakończył sprawę napisów, które niemal 1,5 roku temu pojawiły się na ulicach miasta. Głosiły one m.in. „PiS – STOP” i „TVP kłamie”. Policja otrzymała o tym zgłoszenie i żwawo wzięła się do pracy nad ustalaniem sprawców. Tak bardzo żwawo, że trwało to bardzo długo i zaangażowano w to sporo czasu i pieniędzy, podatników oczywiście. Napisy w tym czasie zdążyły zblaknąć i zniknąć nawet, a sąd nie docenił wysiłków funkcjonariuszy i uznał jednak, że nie zgromadzili wystarczająco mocnych dowodów, by obwinione, w tym Annę Grad-Mizgałę z Przemyśla, uznać za winne wykroczenia.

Cofnijmy się do jesieni 2017 roku, kiedy to na ulicach Przemyśla pojawiły się wspomniane napisy. Każdy je widział, Anna Grad-Mizgała także. – Trudno było ich nie zauważyć – wspomina przemyślanka. – Owszem, zgadzałam się z ich treścią, ale nie miałam nic wspólnego z ich wykonaniem – zaznacza. Wkrótce Grad-Mizgała wybrała się do przemyskiej Komendy Policji Miejskiej w sprawie zgoła zupełnie innej niż osławione napisy. Tu, jak wspomina, spotkała ją niecodzienna sytuacja. – Podczas gdy składałam wyjaśnienia do pokoju weszła policjantka, którą znałam już wcześniej, bo bywałam przesłuchiwana w najróżniejszych sprawach z uwagi na moją działalność – wyjaśnia A. Grad-Mizgała. – Powiedziała, że skoro już tam jestem, to dostarczy mi wezwanie na przesłuchanie w związku ze wspomnianymi napisami – dodaje.

Tu należy się Czytelnikom słowo wyjaśnienia. Otóż Anna Grad-Mizgała jest postacią w mieście znaną. Przewodzi przemyskim „Podkarpackim Rebeljantom”. Organizowała i współorganizowała protesty przed sądami przeciwko ich upolitycznianiu, a także m.in. inicjowała akcje w obronie Konstytucji RP. Za to też poniekąd trafiła przed sąd, który uznał, że przebranie pomników polskiego ułana oraz Szwejka w koszulki z napisem „Konstytucja” nie było złamaniem prawa. Przemyślanka w minionych wyborach samorządowych startowała do Rady Miejskiej z listy Koalicji Obywatelskiej, ale bez powodzenia. Ostatnio natomiast została wybrana przewodniczącą Zarządu Osiedla „Stare Miasto”.

Jak wspomina Grad-Mizgała nawet nie za bardzo się zdziwiła, że policja – znów – wiąże ją z dowolną działalnością wymierzoną przeciw partii rządzącej krajem. – Nie mam zwyczaju działać z ukrycia – podkreśla przemyślanka. – Wszystko co robię w temacie protestów przeciwko obecnej władzy w Polsce robię jawnie – dodaje. Tak czy siak kobietę przesłuchano najpierw w charakterze świadka, ale nic do sprawy nie wniosła. – Bo niczego w tej sprawie po prostu nie wiedziałam – zauważa A. Grad-Mizgala. Tymczasem policja, którą jak się dowiadujemy o napisach na ulicach zawiadomili m.in. poseł PiS z Przemyśla, Andrzej Matusiewicz, ale także ówczesny prezydent miasta, Robert Choma, nader poważnie wzięła się do ustalania sprawców wykroczenia, za które nota bene grozi „ogromna” kara w postaci ograniczenia wolności lub niewielkiej grzywny.

Tu jednak śledztwo uznano za najwyraźniej priorytetowe i zabezpieczono doń zapis monitoringu z jednej z przemyskich firm mieszczących się w centrum. – Pojawił się jednak problem, bo dysk z zapisem okazał się być uszkodzony – wyjaśnia Grad-Mizgała. – To była jednak tak ważna sprawa wagi państwowej, że …powołano biegłego, który  ponad 170 godzin pracował nad odzyskaniem danych! – uśmiecha się ironicznie przemyślanka. – O ile mi wiadomo kosztowało to około 10 tys. złotych – zdradza. Niestety, policja szczęścia nawet za taką kasę, nie miała. – Biegły stwierdził, że na zapisie z monitoringu widać dwie osoby płci żeńskiej wykonujące napis, ale z racji jakości zapisu nie sposób ustalić ich tożsamości – tłumaczy Anna Grad-Mizgała, która tymczasem ze świadka w sprawie napisów „awansowała” na …obwinioną. – Dlaczego? No jak tłumaczyła pani policjantka, która z prowadzącej sprawę tajemniczo przeistoczyła się w świadka w niej, ja mam grzywkę, a koleżanka okulary, a to widać na monitoringu, poza tym rozpoznała nas po posturach – śmieje się przemyślanka. – Do tego jestem znana ze swej niechęci do ekipy rządzącej – dodaje. Jak się dowiedziała obwiniona policja dwa razy wnioskowała do prokuratury o  nakaz przeszukania w domach Grad-Mizgały i jej koleżanki. – W prokuraturze jednak najwyraźniej nie uznali tego za mądry pomysł, bo odmówili – wspomina kobieta. W końcu wobec obu pań skierowano do sądu wniosek o ukaranie. I w tzw. trybie nakazowym, czyli bez uczestnictwa w rozprawie sąd na posiedzeniu niejawnym uznał obie za winne wykroczenia z art. 63a Kodeksu wykroczeń i nakazał im zapłacić po 600 złotych grzywny każdej. – Nie wykonałyśmy tych napisów, a zapłacenie grzywny byłoby jednoznaczne z przyznaniem się  do tego – zauważa Grad-Mizgała. Dlatego obie panie zaskarżyły decyzję sądu, co skutkowało przeprowadzeniem postępowania sądowego w normalnym trybie. I w tymże trybie działając sąd uniewinnił obie przemyślanki od zarzucanego im wykroczenia. – W ustnym uzasadnieniu sąd stwierdził, że  nie przedstawiono dostatecznych dowodów wskazujących na to, że to my jesteśmy sprawczyniami wykonania tych napisów – opowiada Grad-Mizgała. – To było 26 kwietnia, policja nie odwołała się od tego wyroku, zatem jest już prawomocny – uśmiecha się przemyślanka.

Dlaczego policja tak przekonana o winie obu przemyślanek nie odwołała się od decyzji sądu, nie wiadomo. – Jest to  przedmiotem prowadzonych obecnie w przemyskiej KMP wyjaśnień – informuje mł. asp. Marta Fac, oficer prasowy przemyskiej komendy. Co do długości postępowania w tej sprawie policja wyjaśnia, że: – Do każdego postępowania funkcjonariusze podchodzą indywidualnie z uwagi na fakt, iż każdy przypadek, nie tylko w prowadzonych postępowaniach w sprawach o wykroczenia, jest inny.  Odnosząc się do długości trwania postępowania, które toczyło się przez niespełna rok to wniknęło to z konieczności przeprowadzenia wielu czynności miedzy innymi przesłuchania świadków, wykonania oględzin oraz potrzebę uzyskania opinii biegłych – czytamy w oświadczeniu, z którego dowiadujemy się także, iż: – (…) Biegłego lub biegłych powołuje się wówczas, gdy stwierdzenie okoliczności mających istotne znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy wymaga wiadomości specjalnych. W przedmiotowej sprawie wiedza ta była niezbędna i miała kluczowe znaczenie dla podjęcia prawidłowej decyzji, gdyż właściwe zgromadzenie dowodów daje podstawę do skierowania wniosku o ukaranie do sądu. Koszty wykonania opinii przez biegłych reguluje Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości (…). Przedmiotowe ekspertyzy zostały zlecone do wykonania Laboratorium Kryminalistycznemu w Rzeszowie i CLK w Warszawie, w których to uprawnieni funkcjonariusze posiadający specjalistyczna wiedzę wydali załączone do postępowania opinie – wyjaśnia policja.  Mł. asp. Marta Fac zwraca też uwagę na to, że niezależnie od działania policji, decyzję o winie, albo niewinności obwinionego wydaje niezawisły sąd.

– Według mnie działanie policji w tej sprawie wobec nas, czyli mnie i koleżanki nosiło znamiona szykan za poglądy polityczne niezgodne z linią obecnie rządzącej krajem ekipy – stwierdza Anna Grad-Mizgała. – Nie przekonuje mnie zupełnie, że policja działała tu standardowo, bo zwyczajnie widzę, że nie zadaje sobie tyle trudu by ustalać sprawców obraźliwych napisów dotyczących na przykład klubów sportowych w mieście– zauważa. -Do tego postępowanie prowadzono nieprofesjonalnie, pani policjantka była najpierw prowadzącą sprawę, potem świadkiem, a tak w ogóle to „rozpoznała” nas na podstawie chyba  po prostu przekonania, że  jak takie napisy są, to pewnie ja za tym stoję – uśmiecha się ironicznie przemyślanka. – A ta cała „szopka” związana z wykroczeniem odbywała się za grube pieniądze podatników! – konkluduje Grad-Mizgała.

Monika Kamińska

24
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
10 Comment authors
manieko.tadeuszLolekGośćJonasz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
maniek
Gość
maniek

Tylko spojrzałem, ten uśmiech i wygląd typowy do palenia zniczy pod sądem, bezbłędnie można rozpoznać to towarzystwo.

o.tadeusz
Gość
o.tadeusz

Przepraszam, ale czy to nie ten Matusiewicz doniósł za napisy i coś kombinował z „nieletnią laską marszałkowską”?

Lolek
Gość
Lolek

Tylko KONFEDERACJA reszta to zdrajcy,zboki,i żydowskie wycieraczki .

Gość
Gość
Gość

Niech sie cieszy, że mieszka w Polsce pełnej patologii prawych i „widzi mi sie” urzędników czy sędziów. Gdyby mieszkała na umiłowanym przez takich jak ona Zachodzie np w Niemczech czy Wielkiej Brytanii najbliższe 2 do 5 lat spędziłaby za kratkami za mowę nienawiści.

tom
Gość
tom

Czyli wg. gazety nie należy ścigać szkodników, którzy niszczą elewacje na budynkach. Niezależnie od tego co piszą Może autorowi artykułu pomalują dom lub redakcje, co wtedy napiszą?

Jonasz
Gość
Jonasz

Tylko Zjednoczona P.
Głosujemy na Listę Nr4.

tom
Gość
tom

Czyli wg. gazety nie należy ścigać osób niszczących elewacje, pomijam to co piszą tylko to są zwykli wandale.

jan
Gość
jan

Pisanie głupot po murach to chuligaństwo i wandalizm i powinno być surowo karane. A baba reprezentantka targowicy jeszcze surowiej, ale nasze sądy są dsla takich niezwykle łagodne.

wolność
Gość
wolność

janie, dziękujemy ci za celną uwagę, ale musisz zwrócić uwagę, że głupotą jest wierzyć garstce bufonów dla których najważniejsza jest władza nad właśnie dość mało rozgarniętymi, obłożonymi regulaminami ludźmi.

janusz
Gość
janusz

Słabiutka ta władza, która boi się napisów na murach i z nimi walczy.

hijena
Gość
hijena

tym bardziej kiedy napisane są celne slogany w rodzaju; ” wprowadzić stan kościelny i godzinę elektryczna”

Jonasz
Gość
Jonasz

Tylko Zjednoczona P.!

Głosujemy na Listę Nr4.