Aptekarze w Przemyślu spanikowali?

- Chory przemyślanin obszedł pół Przemyśla, żeby wykupić receptę. „Zawinił” aptekarzom tym, że pracuje i jest ubezpieczony w Holandii. Fot. Autor

PRZEMYŚL. Polak pracujący w Holandii nie mógł wykupić recepty w 5 aptekach.

- To po prostu skandal – nasz Czytelnik, pan Zygmunt z Przemyśla od dobrych kilku lat pracujący za granicą nie kryje swego oburzenia. – Cały Przemyśl musiałem obejść, żeby receptę wykupić – opowiada. – Aptekarze mnie odsyłali z kwitkiem, bo jestem ubezpieczony i płacę podatki poza krajem – wyjaśnia. – U nas jest normalnie Trzeci Świat – dodaje smutno.

Zygmunt R. jest przemyślaninem, ale od kilku lat pracuje w Holandii, legalnie, więc ma wszystkie możliwe europejskie ubezpieczenia. Teraz przyjechał na chwilkę do Polski. – Tuż po świętach dopadła mnie jakaś wredna infekcja – opowiada. – Kilka dni leczyłem się sam specyfikami dostępnymi bez recepty, ale potem „skapitulowałem” i poszedłem do lekarza – wyznaje mężczyzna. Z przyjęciem do medyka pierwszego kontaktu pan Zygmunt żadnych kłopotów nie miał. Lekarz stwierdził infekcję dróg oddechowych pacjenta, trochę go zbeształ za to, że usiłował sam się kurować i wypisał receptę na antybiotyk i parę innych specyfików. Przemyślanin pierwsze kroki z przychodni skierował więc do najbliższej apteki.

Od Annasza do Kajfasza

– Pani magister bardzo starannie obejrzała receptę, była mocno skonsternowana tym, że pracuję w Holandii i tam jestem ubezpieczony – opowiada przemyślanin. – Chciała zobaczyć dokumenty, pokazałem. Stwierdziła, że musi je skserować, ale po naradzie z koleżanką powiedziała, że ksero mają zepsute i żebym szukał innej apteki – relacjonuje Zygmunt R. Podobnie było w paru innych aptekach. W jednej powiedziano przemyślaninowi, ze nie ma możliwości w ogóle wykupu leków przez pacjenta zatrudnionego i ubezpieczonego za granicą, w innej, że jest, ale dopiero, jeśli lekarz ordynujący lek napisze jakieś oświadczenie, bo tego wymaga NFZ. – Ledwo żywy, z wysoką gorączką „obleciałem” chyba z pięć aptek – mówi pan Zygmunt. – W ostatniej się zlitowali, nie bez trudności, ale sprzedali mi leki, tyle, że także ten rzekomo refundowany, jak zapewniał lekarz, za pełną opłatą – wyjaśnia. – Ale mnie już wszystko jedno było, byle tylko dostać te leki – wyznaje.

Z nikim z Podkarpackiej Okręgowej Izby Aptekarskiej w Rzeszowie nie udało nam się wczoraj porozmawiać. Za to wypowiedział się rzecznik POW NFZ w Rzeszowie, Marek Jakubowicz. – Zasady wydania leku i odpłatności zań w przypadku osób ubezpieczonych w krajach UE i legitymujących się kartą EEKUZ są identyczne, jak dla ubezpieczonych w Polsce – poinformował. – To, co spotkało pacjenta nie powinno się wydarzyć – podkreślił. – Ale się wydarzyło – mówi pan Zygmunt. – Może to ma związek z tym zamieszaniem z lekami i odpłatnością? – zastanawia się. – Tak czy owak, Polska znów „daje plamę” na tle UE – dodaje przemyślanin.

Monika Kamińska

do “Aptekarze w Przemyślu spanikowali?”

  1. obywatel

    Do besztania lekarze to są pierwsi ale do pomocy ostatni.

  2. ROMAN

    no to w końcu jak to jest – jesteśmy w uni czy nie – czy tylko jesteśmy tak dla picu – a reszta to dalej po staremu – na to wygląda że dalej po staremu – a wszystko to tylko mydlana bańka która za chwilę zrobi DUP

  3. Piotrz

    No… jeśli Polską będzie dalej rządzić Bredzisław i jego kochaś- cwel Tusek to będziemy już za niedługo przy murzynkach z afryki :D

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.