Asystent wychodzi z cienia

- Musimy stawiać na zawodników z regionu. Takich jak Wiesiek Kozubek (w środku), którzy po paru latach stają się resoviakami z krwi i kości – tłumaczy trener Artur Łuczyk.

II LIGA. Minął rok, odkąd trener Artur Łuczyk podjął pracę w Resovii.

Długa, kręta i najeżona pułapkami – tak wyglądała droga Artura Łuczyka na trenerski piedestał w Resovii. Po dwunastu miesiącach starań, 36-letni były piłkarz “pasiaków” otrzymał od szefów klubu większy kredyt zaufania.
Asystenturę zaczął 16 czerwca 2010 roku u boku Miroslava Copjaka. Czeskiego oryginała, który piłkarzy więził w skomplikowanych taktycznych schematach, a drugiego napastnika traktował jak zło konieczne.

Gdy Copjaka się pozbyto, Łuczyk po raz pierwszy został zawiadowcą stacji. Szefowie Resovii zaklinali, że nie jest to wybór tymczasowy, ale trzy tygodnie później z klubem witał się już Wojciech Borecki. Łuczyk miał jednak to szczęście, że poprowadził biało-czerwonych w urodzinowym spotkaniu przeciwko Wiśle Kraków i w derbach ze Stalą.

Trener się nie boi
Po dymisji Boreckiego czasu na eksperymenty z nowym trenerem nie było. Drużyna znalazła się na równi pochyłej, zatrudnianie kogoś, kto nie znał jej problemów mijało się z celem. Ratownikiem mógł zostać tylko Artur Łuczyk. Wątpliwości było sporo, ale człowiek z cienia egzamin zdał celująco. I nie zostawił działaczom wyboru – chcąc nie chcąc, musieli powierzyć mu misję budowania zespołu, który już za miesiąc rozpocznie kolejną walkę o I ligę. – Trenera zawsze bronią wyniki. Nie bez znaczenia było i to, że drużyna stoi za nim murem – argumentował prezes Resovii Aleksander Bentkowski.

Sam Łuczyk do resoviackiego zamieszania zdążył już zapewne przywyknąć. O ile jednak wcześniej nie miał nic do stracenia, o tyle teraz spadnie na niego dużo większa odpowiedzialność. – Niby tak, ale praca w Resovii to zawsze wielkie wyzwanie. Nie boję się. Znam zespół, wiem, że ci chłopcy są w stanie grać jeszcze lepiej. Moim zadaniem jest uwolnienie tego potencjału – podkreśla opiekun “pasiaków”, który zdołał przekonać swoich przełożonych do zmiany polityki transferowej.

Czas na swoich
– Potrzebujemy 3-4 piłkarzy wyróżniających się przynajmniej w drugiej lidze. Reszta chłopaków powinna pochodzić z Podkarpacia. Bo dla kogoś takiego gra w Resovii to nobilitacja. Spójrzmy na Michała Bogacza, Mirka Barana albo Wieśka Kozubka – są spoza Rzeszowa, ale dziś to resoviacy z krwi i kości. Jeśli będę miał wybierać między zawodnikiem z regionu a kimś z drugiego końca Polski, zawsze wybiorę swojego. Poza tym mamy drugą drużynę, w której jest kilku utalentowanych graczy – tłumaczy Artur Łuczyk.

W procesie budowania “resoviackiej tożsamości” były trener MKS Kańczuga, Crasnovii, Wisłoka Wiśniowa i Orła Przeworsk stara się zwracać uwagę na każdy szczegół. – Nie będzie kupowania kota w worku – obiecuje Łuczyk – Zbieram informacje o każdym kandydacie na piłkarza Resovii. Z jakiej rodziny pochodzi, jak się uczy, czym się interesuje, co porabiał wcześniej. To pozwoli nam zminimalizować ryzyko. Zdarzało się bowiem, że piłkarz X przez całą noc grał na automatach, a Y przesiadywał w lokalach. Tacy ludzie nie mają u nas czego szukać – stawia sprawę jasno.
Sebastian nic nie mówi
Piłkarze Resovii do 27 czerwca mają wakacje, ale część z nich jeszcze nie zdecydowała o swojej przyszłości. Piotr Szkolnik prawdopodobnie zostanie w rzeszowskim klubie, Sebastian Hajduk wciąż się waha. Szefowie Resovii zaproponowali mu obniżenie wynagrodzenia, nie będąc do końca zadowolonym z gry i dorobku napastnika (tylko 5 goli). Hajduk raczej nie trafi do Stali Stalowa Wola. – Nikt z nim nie rozmawiał. To jakaś dziennikarska kaczka – uśmiecha się trener “Stalówki” Sławomir Adamus. Samego piłkarza o zdanie spytać nie można, bo od lat bojkotuje media.
Nadal nie wiadomo, czy trenerowi Łuczykowi pomagać będzie Przemysław Matuła, choć jeszcze kilka dni temu sprawa wydawała się przesądzona.

Tomasz Szeliga

do “Asystent wychodzi z cienia”

  1. stal rzeszów

    żyd i tak jest żydem!

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.