Autobusowe ulgi pod lupą rzecznika

Czy w jednym autobusie mogą być różne ceny biletów dla pasażerów? Nie tylko mogą, ale i są. W autobusach stalowowolskiego ZMKS. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Koledzy z jednej klasy jadą do szkoły tym samym autobusem. Jeden płaci za cały bilet, a drugi tylko połowę ceny. Teraz główny opiekun polskich dzieci próbuje rozwiązać tę zagadkę.

Rzecznik Praw Dziecka bada cennik biletów obowiązujący w autobusach stalowowolskiego Zakładu Miejskiej Komunikacji Samochodowej. Nie podoba mu się to, że tylko uczniowie ze Stalowej Woli mają 50-procentowe zniżki. Młody stalowowolanin jadąc np. do sąsiedniego Niska, kasuje bilet „połówkowy”. Jego kolega z klasy, jadący tym samym autobusem, ale mieszkający w Nisku, płaci za cały bilet. RPD na razie prosi samorząd miejski o uzasadnienie tego zróżnicowania, ale jak nic będą dalsze wnioski.

W historii całego stalowowolskiego transportu nie było jeszcze takiego zamieszania, jakie jest w tym roku w autobusach miejskich. Wystarczy powiedzieć, że rozkład jazdy był już sześć (!) razy zmieniany. Za każdym razem podobno dla dobra pasażerów, ale ci już boją się wsiadać do autobusów, żeby nie być wywiezionym w najmniej pożądanym kierunku.

Biletowa paranoja
To samo jest z cennikiem biletów. Radni kilka razy podchodzili do jego zmian, ale za każdym razem albo się po kłótniach wycofywali, albo uchwalali jeszcze większy gniot i potem go prostowali. Było już tak, że uchwalili darmowe przejazdy dla honorowych dawców krwi, ale …tylko w granicach miasta. Gdy kilku dawców zostało złapanych przez rewizorów poza granicami i zostali zmuszeni do zapłacenia kary, cennik został poprawiony, jednakże tylko w tej kwestii. Na wakacjach do rodzin w Stalowej Woli przyjechali krewni z całej Polski. W tym dzieci i wtedy RPD dostał kilka sygnałów.

- Wnukowie, na co dzień mieszkający na Pomorzu, jechali autobusem miejskim ze Stalowej Woli do Niska – mówi jeden z mieszkańców Stalowej Woli. – W kiosku kupili bilety szkolne, bo tak wszędzie się je nazywa. Wkrótce po skasowaniu zostali złapani przez panie rewizorki, które wlepiły im mandaty, bo nie mieszkają w Stalowej Woli, a ulgi mają tylko uczniowie z hutniczego miasta. Przecież to paranoja!

Ulgi można fundować tylko swoim mieszkańcom
Stalowowolski ZMKS jest deficytowy jak większość przewoźników. Ratowany jest dotacjami z kasy miasta. Ościenne gminy, do których autobusy Zakładu dojeżdżają, nie chcą się do tego dokładać. Radni miejscy chcąc zmusić sąsiedzkie samorządy do partycypacji w kosztach utrzymania firmy, wprowadzili zróżnicowane ceny biletów. Tłumaczą to tak, że za pieniądze podatników ze Stalowej Woli nie można fundować ulg mieszkańcom innych gmin. Ciekawe jakie stanowisko zajmie RPD. Ostatecznie wszystkie dzieci są nasze i powinny być równo traktowane.

Jerzy Mielniczuk

do “Autobusowe ulgi pod lupą rzecznika”

  1. MAREK

    ten rzecznik to jakis matoł, ustawa wyraźnie mówi że samorząd może młodziezy szkolnej przynać ulgę w komunikcji miejskiej na bilety jednorazowe ale nie musi i sa juz takie miasta. Z mocy ustawy młodziezy szkolnej należa się znizkowe bilety okresowe na dojazd od domu do szkoły. cały czas mam na mysli komunikację miejska / komunalna czyli organizowana przez samorząd. Inne zasady odowiazuja w przewozach nie bedacych komunikacja miejska np PKS. Kim się otacza że nie wytłumaczyli mu prostych zasad wynikajacych z ustaw

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.