Autokar stoczył się na zakręcie śmierci

Ukraiński autokar w sierpniu zeszłego roku wypadł z zakrętu śmierci i stoczył się ze skarpy. Tragiczne zdarzenie, w wyniku którego zgięła troje ludzi, a kilkoro innych odniosło ciężkie obrażenia zakwalifikowano jako katastrofę w ruchu lądowym. Fot. KMP Przemyśl (2)

PRZEMYŚL. Pokłosiem tragicznego wypadku w Leszczawie Dolnej jest akt oskarżenia. Prokuratura zarzuca 42-letniemu kierowcy umyślne spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym.

W miniony czwartek (7 lutego) przemyska Prokuratura Okręgowa skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko kierowcy ukraińskiego autokaru, który 17 sierpnia zeszłego roku na tzw. zakręcie śmierci w Leszczawie Dolnej (pow. przemyski) wypadł z drogi i stoczył się ze skarpy. W wyniku tego tragicznego zdarzenia zginęły dwie kobiety (30 i 50 lat) oraz 31-letni mężczyzna, a kilka innych z ponad 50 osób podróżujących autokarem ze Lwowa (Ukraina) do Wiednia (Austria) odniosło ciężkie obrażenia. Prokurator uznał, że 42-letni Mykoła Ł. katastrofę tę spowodował umyślnie, bo nie stosował się do znaków drogowych znacznie przekraczając prędkość. Za taki czyn ukraińskiemu kierowcy, który nie przyznaje się do winy, grozi nawet 12 lat więzienia.

Przypomnijmy: 17 sierpnia zeszłego roku  w godzinach wieczornych autokar z Ukrainy wiózł  wycieczkę ze Lwowa do Wiednia. Granicę z Polską przekroczył w Krościenku, a potem jechał drogą nr 28 w kierunku Przemyśla. W Leszczawie Dolnej znalazł się na tzw. zakręcie śmierci, gdzie jest bardzo niebezpiecznie i gdzie już w przeszłości dochodziło do tragicznych wypadków z udziałem wielu ofiar. Tu ukraiński kierowca z 10-letnim doświadczeniem, 42 letni Mykoła Ł. Nie zapanował nad autokarem. Ten uderzył w barierę energochłonną, a następnie stoczył się z wysokiej skarpy, by koziołkując znaleźć się w głębokim parowie. Tego tragicznego zdarzenia nie przeżyły 3 osoby, a wiele zostało rannych, w tym kilka ciężko.

Zatrzymano wówczas kierowcę autokaru, 42-letniego Mykołę Ł. Teraz prokurator sformułował wobec niego akt oskarżenia. Za umyślne spowodowanie katastrofy, w wyniku której doszło do śmierci jednych i ciężkich obrażeń innych pasażerów grozi mu nawet 12 lat za kratkami.

Od początku mowa była nie o wypadku, a o katastrofie w ruchu lądowym. Wszystko wskazywało na to, że ukraiński kierowca nie dostosował techniki jazdy do panujących warunków. Pomimo, iż było lato, wieczorem była dość gęsta mgła, a droga była śliska. Już ze wstępnych ustaleń śledczych wynikało, że autora jechał zwyczajnie za szybko. Powołany biegły z zakresu ruchu drogowego ustalił dokładnie jak szybko: na odcinku drogi poprzedzającym zdarzenie jechał z prędkością ponad 80 km/h, choć obowiązuje tam „pięćdziesiątka”, potem ponad 100 km/h, a w zakręt, na którym należy jechać do 30 km/h autokar miał wejść z prędkością ponad 70 km/h. To dobitnie wskazuje, że Mykoła Ł. świadomie przekraczał znacznie prędkość i ignorował znaki drogowe mówiące o jej ograniczeniach, co zdaniem prokuratury oznacza, że liczył się z katastrofą i godził na jej skutki. Tymczasem 42-letni kierowca, który od 6 lat kierował autokarami turystycznymi, a od początku 2018 roku woził wycieczki za granicę, nie przyznaje się do winy. – Podczas przesłuchań utrzymywał, że od kiedy zobaczył znak informujący o serpentynach na drodze jechał z prędkością 50-60 km/h., natomiast znaku o ograniczeniu prędkości do 30 km/h nie zauważył – informuje prok. Beata Starzecka z Prokuratury Okręgowej w Przemyślu. Mykoła Ł. przyznał, że w chwili gdy stracił panowanie nad autokarem  usiłował hamować. Miał próbować  użyć hamulca górskiego, ale ten nie zadziałał, ręcznego nie zdążył zaciągnąć. Jednocześnie 42- latek przyznał, że warunki na drodze były trudne: mgłą i śliska nawierzchnia. Dodał też, że nie on wybrał na przekroczenie granicy przejście w Krościenku, a biuro podróży. Ta kwestia była dość zastanawiająca, bo jadąc ze Lwowa bliżej ma się przejścia w Medyce i Korczowej, z których dalsza trasa wiedzie po bezpieczniejszych drogach niż ta z zakrętem śmierci między Sanokiem a Przemyślem.  Ukraiński kierowca  zeznał, ze nie znał tej właśnie trasy i jechał kierując się wskazówkami nawigacji.

Śledczy ustalili także, że Mykoła Ł. nie był jedynym kierowcą podczas tej wycieczki, miał zmiennika, ale temu nie dane  było usiąść za „kółkiem” od początku wyjazdu ze Lwowa, czyli od około godz. 15.30 czasu polskiego.

W świetle ustaleń śledczych 42-letni ukraiński kierowca, choć był trzeźwy, spowodował umyślnie katastrofę w ruchu lądowym. Za samo to według naszego prawa grozi do 10 lat więzienia. Tu jednak następstwem katastrofy była śmierć trójki pasażerów i ciężkie obrażenia kilkorga innych i Kodeks karny przewiduje za taki czyn karę od 2 do 12 lat pozbawienia wolności.

Monika Kamińska

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o