Awans był na wyciągnięcie ręki

Rzeszowscy siatkarze największe problemy mieli z powstrzymaniem atakującego PGE Skry, Aleksandara Atanasijevicia (nr 14), który zdobył dla wicemistrzów Polski 26 punktów.

PLUSLIGA. Resoviacy nie wykorzystali szansy na dobicie rywala, który wyszedł z dużych tarapatów. Walka o półfinał trwa dalej.

- Czujemy żal i rozgoryczenie, bo to wszystko mogło się zupełnie inaczej potoczyć. Mieliśmy wszystkie argumenty po swoje stronie, tylko nie przekuliśmy ich w korzystny wynik – mówił Maciej Dobrowolski, rozgrywający Asseco Resovii. Mistrzowie Polski w rywalizacji do trzech zwycięstw prowadzą jeszcze 2-1, a kolejny mecz rozegrają w poniedziałek w Bełchatowie.

Resoviacy niedzielny pojedynek zaczęli znakomicie. W I secie grali jak natchnieni, raz za razem punktowali rywala. Koncertowo spisywali się Olieg Achrem i Jochen Schops. Rywale nie byli w stanie się skutecznie przeciwstawić, mimo że mieli za sobą wsparcie praktycznie całych trybun. Kibice w Bełchatowie mieli w czym wybierać, bowiem o tej samej porze na oddalonym o 300 metrów od hali Energia stadionie wiosenną rundę zainaugurowali piłkarze GKS-u z krakowską Wisłą (bilet na ten pojedynek był w promocyjnej cenie 1 zł). Hala była niemal pełna po brzegi i fani żółto-czarnych wychodzili usatysfakcjonowani, choć ich ulubieńcy wystawili ich na dużą próbę nerwów.

Tylko trzy i aż trzy punkty
W zgoła innych nastrojach z meczu wychodzili kibice z Rzeszowa, których zespół od awansu do półfinału dzieliły trzy punkty. – Mecz pokazał, że niby trzy i aż trzy – mówi o sytuacji w tie-breaku Dobrowolski. Jego zespół zaczął tę decydującą cześć meczu prowadząc 5:1, a w samej końcówce 12:11, a mimo to zszedł z boiska pokonany.

– Zadecydowały indywidualności, w tym zagrywka w bardzo ważnym momencie Atanasijevica – opisuje Dobrowolski. – Sytuacja bowiem mogła być zupełnie inna i ta przewaga byłaby po naszej stronie. Na pewno nie myśleliśmy prowadząc w setach 2-0 czy w tie-breaku, że mecz jest już wygrany. Wiemy, kto jest po drugiej stronie siatki i na co go stać. Nie zamierzaliśmy wcale rozgrywać w Bełchatowie czwartego spotkania, ale cóż, stało się inaczej i musimy się teraz tylko koncertować na poniedziałkowym pojedynku, żeby zakończyć go zwycięsko – stwierdza rozgrywający Asseco Resovii.

Wyszli z opresji
Rzeszowianie po wygranym I secie w kolejnym wyszli z nie lada opresji. Bełchatowianie w nim cały czas byli stroną dominującą i utrzymywali prowadzenie (16:12, 19:16, 22:21). Rzeszowianie nie dawali jednak za wygraną. – Każda akcja w tych meczach to jest wyszarpywanie punktów, setów, itd. Ostatnie dwa pojedynki były niezwykle zacięte i nie wiem czy ten kolejny mecz może być jeszcze bardziej, bo te mecze są naprawdę zacięte i takie bardzo energetyczne. Stojąc z boku, bo mało grałem, i obserwując, mogę powiedzieć, że jestem zmęczony. Na pewno łatwo nie będzie w kolejnym meczu, ale mam nadzieje, że wywieziemy zwycięstwo, które da nam awans – mówi Dobrowolski, którego zespół przy prowadzeniu 2-0 w kolejnych setach nie poszedł za ciosem i nie postawił kropki nad i.

- Byliśmy w tym meczu na krawędzi, ale wyszliśmy z opresji i mam nadzieje, że to nas podbuduje i powolutku będziemy się od tej przepaści oddalać i pojedziemy do Rzeszowa na piąty mecz – mówi Karol Kłos, środkowy PGE Skry i dodaje. – Gdy przegrywaliśmy 0-2 powiedzieliśmy sobie, że jak przegramy to z uśmiechem na twarzy i tego się trzymaliśmy, i pomogło. Trochę się rozluźniliśmy i wyszarpaliśmy zwycięstwo. W poniedziałek mamy kolejną szanse i mam nadzieję, że jej nie zaprzepaścimy, skoro w niedzielę wyszliśmy z takich tarapatów. Po takim zwycięstwie, stojąc na krawędzi, czujemy ogromną radość i dawno się tak nie cieszyliśmy – mówi Kłos, a Aleksandar Atanasijevic dodaje. – Jestem przekonany, że będzie piaty mecz w Rzeszowie – mówi Serb.

Poraża ich nie załamie
Resoviacy w kiepskich nastrojach opuszczali halę, ale zapowiadali, że ta porażka ich nie załamie. – Nie dopuszczamy myśli, że może być piąty mecz. Musimy wyjść w poniedziałek na boisko tak skoncentrowani, jakby to był decydujący pojedynek – mówi Dobrowolski, którego zespół ma jeszcze przewagę w postacie jednego zwycięstw. – Mając taki handicap na pewno gra się łatwiej, ale nie można o tym cały czas myśleć, bo to do niczego nie prowadzi. Musimy wyjść, choć gdzieś na pewno w podświadomości jest to prowadzenie 2-1, z wiarą i walką na całego. Nie możemy zwiesić głów, tylko się pozytywnie mobilizować – zapowiada rozgrywający ekipy z Rzeszowa, która po końcowym gwizdku miała nieco pretensji do sędziów. – Chodziło o błędy w ustawieniu, ponieważ po gwizdku nakazującym zagrywkę Woickiego nie było na boisku – wyjaśnia Dobrowolski.

– Nie ma co jednak tutaj zwalać winy na arbitrów i zawracać sobie tym głowy. Na pewno sędziowie nie decydowali o obliczu tego meczu – kończy rozgrywający mistrzów Polski.

PGE SKRA Bełchatów    3
ASSECO RESOVIA        2
(21:25, 23:25, 25:16, 25:20, 15:13)

PGE SKRA: Woicki 1, Winiarski 12, Kłos 10, Atanasijevic 26, Wlazły 5, Pliński 10 oraz Zatorski (libero), Bąkiewicz, Boninfante 6
ASSECO RESOVIA: Tichacek 1, Lotman 6, Kosok 6, Schops 23, Achrem 11, Nowakowski 6 oraz Ignaczak (libero), Perłowski, Bartman 7, Dobrowolski, Kovacević 4, Grzyb 1.

Sędziowali: Krzysztof Szmydyński i Jacek Hojka. Widzów 2,5 tys. MVP meczu: Aleksandar Atanasijević. Stan rywalizacji (do 3 zwycięstw): 1-2. Kolejny mecz w poniedziałek w Bełchatowie godz. 18 (transmisja Polsat Sport)

Rafał Myśliwiec

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.