Bandzior z piekła rodem

Dla Witolda R. życie ludzkie nigdy nie miało większej wartości i nawet ponad trzy de-kady więzienia nie skruszyły bandziora. Fot. Bogdan Myśliwiec

Ma na swoim koncie wyrok za zabójstwo, dwa za śmiertelne pobicia i kilka innych za mniejsze przestępstwa. Za kratami spędził ponad pół życia i szykuje mu się kolejny wysoki wyrok.

57-letni podwójny morderca ze Stalowej Woli 2 lata temu wyszedł z więzienia po ponad 30 latach odsiadki. Mógł zacząć nowe życie, ale już w maju bieżącego roku zaatakował nożem ekspedientkę i jej syna w osiedlowym sklepie. To potwierdza, że bandytów takich jak on nie ma sensu wypuszczać zza krat przed odbyciem całej kary.

Historię Witolda R. zna wielu mieszkańców Stalowej Woli, bo tak bezwzględnego bandyty nie da się zapomnieć. Mimo, że przesiedział w więzieniu ponad 30 lat wciąż jest niebezpieczny. Na wolność wyszedł dwa lata temu po 23 latach odbywania kary za zabójstwo i śmiertelne pobicie. Zanim popełnił te przestępstwa także odsiedział siedem z dziesięciu zasądzonych lat za kratami za inne pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Ma na swoim koncie także wyroki za pobicia, niszczenie mienia i rozboje. Witold R. nigdy nie liczył się z nikim i z ni-czym, żył ponad prawem i lata odsiadki niczego go nie nauczyły. Czytając opisy zbrodni, których dopuścił się mężczyzna trudno zresztą uwierzyć, że jest choćby cień resocjalizacji tego złego człowieka, bo inaczej nie da się mówić o Witoldzie R.

Bracia spod czarnej gwiazdy
W latach 80. i 90. ubiegłego wieku renomę bandziora w Stalowej Woli miał nie tylko Witold R., ale i jego brat. Obaj mężczyźni siali postrach w “hutniczym grodzie”, nie bali się nikogo i zachowywali się tak, jak wolno im było wszystko. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych ich milicyjne jeszcze wtedy kartoteki pełne były opisów przestępstw, których się dopuścili. Witold R. wyszedł właśnie z więzienia za śmiertelne pobicie. Miał spędzić za kratami 10 lat, ale po 7 został warunkowo wypuszczony. Był już wówczas także podejrzany o zabójstwo 17-letniej dziewczyny, ale prokuratura nie miała wystarczających dowodów, aby postawić mu konkretny zarzut.

Zakatowali “Dzika”
W 1989 roku Witold R. miał 36-lat, a na jego drodze stanęła 19-letnia dziewczyna. Ona wpadła w oko jemu, jej zaimponował postawny bandzior, którego bali się wszyscy wokół. Kochankowie zamieszkali razem z dwa lata młodszym bratem Witolda R.

21 sierpnia 1989 roku, gdy cała Polska cieszyła się z pierwszych tygodni odzyskanej wolności nastolatka i bandzior od rana raczyli się alkoholem. Najpierw tylko w swoim towarzystwie, a później w jednej z najbardziej znanych stalowowolskich restauracji. Z upływem dnia, para była coraz bardziej pijana. 36-latek wszczął awanturę. Porozbijał kieliszki, talerze, a na koniec zdemolował drzwi w lokalu. Uciekł jednak do mieszkania przed przybyciem milicji. Tu brat Witolda R. poskarżył mu się na mężczyznę o pseudonimie “Dziku”. Według 34-latka został on pobity. A ponieważ Witold miał z “Dzikiem” stare porachunki, wraz z bratem postanowili go raz na zawsze “załatwić”.
Jeszcze tego samego wieczoru, “Dzik” został znaleziony martwy. 47-latek miał pękniętą czaszkę, liczne obrażenia wewnętrzne. Oprawcy wdarli się do jego mieszkania i zakatowali mężczyznę. Najpierw okładali go pięściami, potem kopali, a na koniec, aby mieć pewność, że dobrze wykonali robotę, roztrzaskali o niego krzesło.

Najpierw rozkochał, potem zakopał
19-latka była jedną z pierwszych osób, które wiedziały, że to jej konkubent i jego brat mają na rękach krew “Dzika”. W mieszkaniu, które zajmowali nie mogli pozostać, więc spa-kowali to, co najpotrzebniejsze i uciekli pod namiot na obrzeża miasta.

Milicja szybko wytypowała Witolda R. i jego brata jako sprawców zabójstwa. Szukano ich w całym mieście, ale ukryci na jednej z działek nie rzucali się w oczy. Po dwóch dniach w ukryciu, mężczyźni i kobieta spokojnie spożywali alkohol, gdy jak wynika z akt, w pewnym momencie 19-latka palnęła, że ma braci bandziorów w garści, bo zna przebieg zdarzeń sprzed dwóch dni. Bracia nie lubili takich żartów i niewiele myśląc, bez większych oporów zakatowali dziewczynę.

Zwłoki młodej kobiety w stanie daleko posuniętego rozkładu znalazły tydzień później dzieci bawiące się w okolicach Sanu. Zwabił je potworny fetor wydobywający się spod nie-dawno usypanego kopczyka.

Jak wynika z przechowywanych w archiwum akt, bandyci zatłukli 19-latkę na śmierć. Gdy przestała dawać oznaki życia, sznurkiem od namiotu związali jej ciało, a na szyi zacisnęli pętlę. Chcieli je wrzucić do Sanu, ale zabrakło im na to sił. Od miejsca zbrodni uszli zaledwie 25 metrów i tam porzucili ciało. Przysypali je jedynie niewielką warstwą ziemi.

Na ćwierć wieku za kraty
Witold R. został zatrzymany przez milicję 31 sierpnia. Jego brat dwa dni później. Obaj stanęli przed Sądem Wojewódzkim w Tarnobrzegu z siedzibą w Sandomierzu. Za śmiertelne pobicie 47-latka oraz za zabójstwo 19-latki, w marcu 1992 roku bracia usłyszeli wyrok po 25 lat więzienia. Sąd Apelacyjny podtrzymał to orzeczenie, mimo, że obrońcy zabójców odwoływali się od wyroku.

Witold R. wyszedł na wolność w grudniu 2010 r., jego brat w październiku 2011. Wcześniej, ze względu na poprawne zachowanie i efekty resocjalizacji…

Po piwo z nożem
Zabójca – recydywista nie potrafił jednak docenić wolności. 2 maja, jak kilkanaście dni temu zeznali świadkowie najpierw gonił po mieście kobietę, a gdy udało jej się przed nim uciec, z nożem zaatakował właścicielkę osiedlowego sklepu i jej syna.

Przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu ruszył właśnie proces w sprawie próby rozboju z użyciem noża. Witold R. wszedł do sklepu i próbował wymusić na jego właścicielce wydanie pieniędzy.

- Wymachiwał przede mną nożem, podziurawił nim blat i próbował opróżnić kasę, ale że była zamknięta na klucz nie udało mu się tego zrobić – zeznała kobieta. – Groził mi także, że mnie zabije i zażądał ode mnie piwa. Odszedł dopiero wtedy, gdy inny mężczyzna odciągnął go mówiąc, że ma już dla niego alkohol. Kobieta była przerażona zajściem, szczególnie, że mężczyzna był mocno pijany, a przed sklepem znajdował się jej syn i bandzior także wy-skoczył do niego z nożem, gdy ten próbował stanąć w obronie matki.

Witoldowi R. grozi obecnie nawet 15 lat pozbawienia wolności za dopuszczenie się przestępstwa w warunkach recydywy.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.