Barejowskie sentymenty

Jak zawsze niezapowiedziana wizyta pierwszego sekretarza w Hucie Stalowa Wola. Czy obecne, już zapowiadane wizyty notabli czymś się różnią? Fot. arch. pryw. J. Klimasary
Jak zawsze niezapowiedziana wizyta pierwszego sekretarza w Hucie Stalowa Wola. Czy obecne, już zapowiadane wizyty notabli czymś się różnią? Fot. arch. pryw. J. Klimasary

– A za komuny to było lepiej niż teraz – zwykle mówią niektórzy z nas. Czy rzeczywiście?

Już nie tylko co niektórzy starsi ludzie z rozrzewnieniem wspominają czasy, gdy komuna rządziła naszym krajem. Także i wśród młodego pokolenia, nie mającego specjalnie pojęcia, jak to drzewiej bywało, silne jest przekonanie, że dawniej było lepiej. Dla niektórych towarzysz Edward Gierek jawi się jako wielki budowniczy naszego kraju, a taki generał Kiszczak, to jeden z narodowych bohaterów.

W kraju nie dzieje się najlepiej i kto żyje poniżej średniej, a nie wyjechał, nawiązuje do siódmej dekady poprzedniego wieku. – Wtedy za pracą nikt nie musiał wyjeżdżać, nikt nie głodował, natomiast mieszkanie się dostawało, a nie kupowało za lichwiarskie kredyty – wspomina to Stefan, dziś emeryt, ale człowiek po wyższych studiach, który na odpoczynek odchodził z wysokiego stołka. Stefan jak z rękawa sypie argumentami Pawła Bożyka, profesora ekonomisty, który przez lata doradzał Gierkowi. Dziś profesor po UW jest szefem Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. E. Gierka, więc dowiadujemy się, że we wspomnianych latach siedemdziesiątych zostało wybudowanych 500 zakładów pracy oraz 2,3 mln. mieszkań. Jeżeli wierzyć tamtym statystykom, to prawda. Tylko że kij zawsze ma dwa końce.

Inżynier mógł ślusarzowi buty czyścić
Prawda jest też taka, że za sekretarzowania Gierka nie byliśmy krajem mlekiem i miodem spływającym. Co tu dużo mówić, byliśmy krajem ubogim. Oczywiście w porównaniu z jakimkolwiek krajem zachodnim, a nie dajmy na to z Albanią. Faktem jest i to, że epoka konsumpcjonizmu, jak niektórzy nazywają czasy po głodowym Gomułce, otworzyła trochę naszą gospodarkę, ale kupowaliśmy technologie i licencje, które nie wytrzymały próby czasu. Przykładem słynne autobusy berliet, czy ciągniki massey ferguson. Ze sztandarowych zakładów tamtych czasów ostała się chyba tylko Huta Katowice i to bardziej jako symbol podległości sowieckiej, niż gospodarki.

Trzeba przyznać, że w schyłkowej komunie nie zarabiało się źle. W cenie była głównie praca fachowców. Ciekawą informację w swojej monografii Stalowej Woli przytacza Dionizy Garbacz. Huta Stalowa Wola za Gierka była największym zakładem na Rzeszowszczyźnie i jednym z największych w Polsce. Z kilkoma filiami zatrudniała ponad 25 tys. osób. Pomijjąc partyjną nomenklaturę, w tej armii ludzi wcale najlepiej nie zarabiali najwyżej wykształceni. Ostatecznie rządziła partia robotnicza, przynajmniej z nazwy, a nie inżynierska. Największe pensje do domów przynosili tokarze, hutnicy czy ślusarze. Średnio o 30 proc. więcej od inżyniera po wyższych studiach. A w Hucie płace były jedne z najwyższych w Polsce. Cóż z tego, skoro hutnicy nie mieli swoich sklepów, jak chociażby górnicy. Odkładali zarobki na złodziejskie książeczki oszczędnościowe, albo zamieniali je na dolary.

Dzisiaj mamy chleb i serek, niech nam żyje Edward Gierek
Kto miał dostęp do dewiz, był panem. Pozostali musieli poddawać się cenowemu dyktatowi. Wolny rynek był tylko na warzywnych bazarach, w sklepach były ceny narzucone. Warto przypomnieć kilka sztandarowych. Zacznijmy od cukru, który jako pierwszy towar spożywczy był kartkowo reglamentowany. Kilogram kosztował 10,5 zł. Jajko kurze 2,8 zł, chleb 4 zł, litr mleka 4,4 zł, mąka 6,7 zł, tabliczka czekolady 19 zł, kilogram schabu 56 zł, taka sama ilość szynki aż 90 zł, a półlitrowa butelka wódki 82 zł. Człowiek nie samym chlebem wtedy żył, więc musiał kupić coś jeszcze. Z tym kupowaniem było różnie, bo w sklepie oficjalnie prawie nigdy nic nie było. Kupowało się „od zaplecza”, po wręczeniu pralinek czekoladowych kierownikowi sklepu. I znów najkrótsza wyliczanka. Najtańsza była gazeta codzienna, która przez długie lata kosztowała złotówkę, czyli tyle samo ile wynosiła kaucja za butelkę, a pod koniec dekady Gierka, nawet trzy razy mniej. To dlatego Waryński na stuzłotowym banknocie był smutny, bo do butelki wódki brakowało mu 3 zł na kaucję. Wracając do cen, to dwuczęściowy garnitur kosztował ok. 2,2 tys. zł, lodówka 6,1 tys. zł, telewizor (czarno-biały) 7,4 tys. zł, a mały fiat równo 69 tys. zł. Fiat duży, czyli 125p, zwany „Borewiczem”, kosztował już 160 tys. zł. Młodszym czytelnikom warto tylko przypomnieć, że dobra z ostatniej wyliczanki były prawie wyłącznie na talony i najpierw trzeba było na talon wysłużyć się partii, albo kupić to coś po paskarskiej cenie, co najmniej podwójnej.

I żeby wszystko było jasne, w połowie lat siedemdziesiątych średnia płaca przekraczała nieco 3,9 tys. zł. Dziś na rękę dostajemy średnio ok. 2,5 tys. zł, ale za jedną pensję kupujemy dwa razy więcej cukru, niż nasz rodak przed 40 laty. Na dobry telewizor kolorowy LCD pracujemy 0,6 miesiąca, a nie 2 miesiące na telewizor czarno-biały w zamierzchłej epoce. Komu się marzy Gierek, niech kupuje maść na żylaki i ćwiczy stanie w kolejkach.

Czerwony Radom pamiętam siny, jak zbite pałką ludzkie plecy
Gierek jarzy się niektórym jako polityczny liberał. Z lubością powtarzają, że jego ekipa była jedyną w historii polskiego komunizmu, która nie strzelała do robotników. Znów prawda. Sekretarz z Sosnowca przejął władzę po rozstrzelanym Wybrzeżu i została mu ona odebrana, zanim Jaruzelski zaczął strzelać do górników z „Wujka”. Towarzysz Edward wcale jednak nie był wyznawcą wolnego słowa, a gdy ktoś podnosił głos, działał bezwzględnie. Radom i Ursus w 1976 r. świadczą o tym najlepiej. Milicyjne „ścieżki zdrowia”, więzienia i skryte mordy zdarzały się. Może nie tak często jak za Gomułki, ale jednak. A walka z kościołem? Wcale nie ustała. Świątynie budowało się potajemnie jak za poprzednika.

– Powiedz tym swoim radomianom, że ja mam ich wszystkich w dupie i te wszystkie działania też mam w dupie. Zrobiliście taką rozróbę i chcecie by to łagodnie potraktować? To warchoły, ja im tego nie zapomnę – Gierek sprowadzał do parteru swego pierwszego sekretarza z Radomia, który z dumą relacjonował, jak milicja i ubecja zgasiły strajki i rewoltę na ulicach Radomia.

Był ciągle 6-dniowy tydzień pracy, czyny partyjne albo społeczne w wolne niedziele i ściganie tych, co zamiast na czyn, chodzili do kościoła. Nie było przypadku w tym, że gdy w jakiejś parafii przypadała pierwsza Komunia Święta, tej samej niedzieli był też czyn społeczny, czyli obowiązkowe przerzucanie ziemi z jednej strony na drugą. Dziś to wszystko wydaje się śmieszne, ale zaszczutemu przez ORMO i SB robotnikowi wcale nie było do śmiechu. W czerwcu 1976 r. w Hucie Stalowa Wola zastrajkował jeden wydział, solidaryzując się z bitymi robotnikami Radomia. Wszystkich prowodyrów strajku od razu wyrzucono z pracy, a do Radomia pojechała potężna delegacja HSW, żeby „przepraszać towarzysza Gierka” za warcholstwo.

Dwadzieścia cztery miliardy, po tysiąc dolców na głowę
Kończąc wątek ekonomiczny, na początku dekady Gierka na obsługę zadłużenia zagranicznego szło 17 proc. wpływów z eksportu. Pod koniec jego rządów, a właściwie rządów Jaroszewicza, na ten sam cel wydawaliśmy aż 83 proc, dochodów eksportowych. W sumie po Gierku zostało niecałe 25 mld dolarów długu i piosenka Rosiewicza o „trudnościach paszportowych”. Dziś każdy czytający nie tylko „Niezbędnik historyczny lewicy” wie, że Gierek wpuścił nas w ślepą uliczkę, w którą brnąc, oddalaliśmy się od Zachodu bardziej niż za Gomułki.

Czym jednak tłumaczyć sentymenty do dekady „belgijskiego górnika”? Dla starszych był to czas młodości i pierwszych, chociażby zawodowych sukcesów. Młodość jest zawsze piękna i potrafi przysłonić nawet najbardziej szarą rzeczywistość. Obecna młodzież o Gierku dowiaduje się z drugiej ręki, jakże często z telewizji. – W spojrzeniu ludzi młodych na tamten czas można odnaleźć coś, co nazwałbym bareizacją. Może było biednie i nie najlepiej, ale przynajmniej wesoło – mówił w jednym z wywiadów dr Andrzej Zawistowski, dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN.

Może za 40 kolejnych lat, ktoś wróci sentymentem do obecnych czasów. Cenzury nie ma, ale wszyscy wkoło wiedzą, że nie jest tak różowo, jak rządowe źródła podają. Już za Gierka wszędzie wkoło był kryzys, tylko Polska pięła się do przodu. Też byliśmy wyspą, tylko partyjnemu dygnitarzowi nie wypadało porównywać jej do Irlandii.

Jerzy Mielniczuk

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
11 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
rogol
rogol
7 lat temu

To byly dobre czasy I nie bylo huliganow na stadionach.
Inni ludzie wtedt zyli w Polsce.

jacek
jacek
7 lat temu

Panie janko co za glupie porownanie cen zakomuny jak tam byly inne pieniadze. Przeciez w tamtych czasach
60 tysia za malucha to na dziiejsze pieniadze bylo by to 6 tysiecy. Wartosc tamtego pieniadza stracila na wartosci w porownaniu do obecnych czasow.

Tomek
Tomek
7 lat temu
Reply to  jacek

nie 6.000 Jacek tylko 6 zł. Wymiana była w stosunku 1
:10.000, pozdrawiam

rogol
rogol
7 lat temu
Reply to  jacek

Za jakiej komuny?ja sie pytam.Byl realny socjalizm bez prezesow zarabiajacych miliony.

nemo
nemo
7 lat temu

Panie Redaktorze,jeśli chodzi o wymiar sprawiedliwości to za komuny sędziowie trzymali się litery prawa a dzisiaj analfabeci jak Paweł Mazur czy Mieczysław Osucha trzymają się……układów towarzyskich,preferują prezesa byłego koniokrada olewając sprawiedliwość.Po rozmowie z seniorem sędzią rzeszowskim,który przyznał mi rację,jednocześnie wyjaśnił,że było trzech sędziów politycznych,którzy po wydaniu wyroku wykonywali zasądzone kary śmierci.Tak,że dzisiaj sądy to latryna a sędziowie to ekstremęty w niej

janko
janko
7 lat temu

lepiej było? hahaha. owszem: 1. była stabilizacja zatrudnienia, której brakuje dziś ponad połowie pracujących 2. niby wszyscy mieli pracę – tak, ale niektóre prace to było siedzenie nad przysłowiową herbatą, bo w socjaliźmie bezrobocia miało nie być. można więc powiedzieć że to była bardzo dobra kuroniówka bezterminowa 3. tanie koszty utrzymania tj. opłaty za mieszkanie, media, komunikację publiczną 4. mieszkanie się „dostawało”… to skąd książeczki mieszkaniowe? i ile zwykły obywatel oczekiwał na to mieszkanie (bo towarzysze i zasłużeni dla partii to baaardzo szybko)? okres spłaty dzisiejszego kredytu? 5. rok w USA – i chałupa stała, bo kurs dolara był jaki… Czytaj więcej »

zgrzyt
zgrzyt
7 lat temu
Reply to  janko

janko, zauważ jeszcze, że wychodziliśmy z pod strzechy,i podstawowym sprzętem w wiejskich domach, była brzozowa pręciana miotła.

Bonifacy Krufka
Bonifacy Krufka
7 lat temu

Prawda nieudaczników w oczy kole……..

blokers
blokers
7 lat temu

nie ma jak świetlana przyszłość pod rządami tuskowej watahy z kreatywną księgowością V icka Rostowskiego.

iza
iza
7 lat temu

Propoganda gierkowska tak wykpiwana za „ideologiczny schematyzm” do pięt nie dorastała dzisiejszym funkcjonariuszom medialnym, którzy uzurpują sobie prawo do nazywy „dziennikarz”. Jest ich pełno w każdych mediach, pracują według sztancy ideologicznej – są po linii i na bazie. Ta nowomowa aż razi.

Tak naprawdę to obecnie wolnych dziennikarzy jest tyle, że na placach obu rąk policzysz.

zgrzyt
zgrzyt
7 lat temu

Jureczku, byłem i jestem antykomunistą, ale zauważ, że zdrowe organizmy się rozmnażają, a nie kurczą . Z tonącego statku ucieka się jak najdalej.