Benzynowym „mrówkom” mówią stop

MEDYKA, KORCZOWA. Celnicy sprawdzają liczniki samochodów i pobierają cło od benzyny

Przybywa utrudnień w przygranicznym handlu akcyzowymi towarami, znacznie tańszymi na Ukrainie. Po drastycznych ograniczeniach w ilości przywożonych papierosów przyszła kolej na clenie benzyny.

Wolno do Polski wieźć pełny zbiornik paliwa i do 10 l. w kanistrze. W przygranicznym ruchu uczestniczą więc licznie volkswageny passaty kombi wyposażone w 100-litrowe zbiorniki. Litr benzyny bezołowiowej 95 kosztuje po tamtej stronie około 3 zł, a olej napędowy można kupić za 2,60 zł. Na jednym kursie, z pełnym zbiornikiem do Polski i niemal pustym z powrotem, zarabia się ponad 100 zł.

Celnicy wymyślili, jak ukrócić ten handel. Przy wjeździe do Polski zapisywany jest stan licznika kilometrów i sprawdzany on jest przy wyjeździe na Ukrainę. Jeżeli samochód przejechał w Polsce tylko 20 km i wraca, to powinien zużyć około 1 – 1,5 l. paliwa. Za pozostałe paliwo, które „wyparowało”, kierowca musi zapłacić cło.

- Zwolnione z opłat celnych jest tylko paliwo zużywane do napędu samochodu, w którego zbiorniku jest przewożone – wyjaśniają celnicy. – Jeśli zostało wykorzystane w innym celu, podlega ocleniu.

Wkrótce okaże się, że wjeżdżające do Polski passaty kombi mają niesprawne wskaźniki paliwa, a i wskazania liczników będą się cudownie zmieniać. Czy celnicy z Medyki uwierzą, że sterany passat przejechał 1200 km w ciągu trzech godzin?

Krzysztof Rokosz

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.