Bezdomna niepewność

- Kierując się albertyńską zasadą, przed nikim drzwi nie mogę zamknąć, ale gdyby wydarzyło się jakieś nieszczęście, odpowiedzialność spada na mnie - mówi Zenon Gielarek, kierownik schroniska w Stalowej Woli. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Gdy przyjdą mrozy, w przytulisku każdy znajdzie miejsce, ale słowa „każdy” nie ma w przepisach przeciwpożarowych i schronisko może być zamknięte.

Schronisko dla mężczyzn Św. Brata Alberta jest już pełne, a to jeszcze nie zima. Gdy przyjdą mrozy, materace do spania zostaną rozłożone na stołach i podłodze. Zasadą albertyńskiego przytuliska jest, że każdy musi tu znaleźć miejsce i strawę. Dom przy ul. Jaśminowej jednak nie jest z gumy i do tego z coraz większą trwogą patrzą na niego strażacy. Zgodnie z przepisami przeciwpożarowymi w schronisku powinno przebywać 12. lokatorów, a już jest ich dwa razy więcej. Schronisko, przynajmniej w części, może być zamknięte i jest to groźba jak najbardziej realna.

Bezdomni do murowanego domu na obrzeżach miasta przenieśli się sześć lat temu. Wcześniej mieszkali w drewnianym baraku, w którym nawet nie było wody. W centralnym pomieszczeniu była zwykła ręczna pompa, która od czasu do czasu zamarzała. Przenosiny pod nowy dach były zbawieniem, ale szybko okazało się, że chętnych do zamieszkania w lepszych warunkach jest znacznie więcej, niż łóżek.

Człowiek baz adresu też ma ręce do pracy
W Stalowej Woli nie ma wielu bezdomnych mężczyzn. Według szacunków MOPS, jest ich 65., ale tylko niecała połowa mieszka lub pomieszkuje w schronisku. Reszta, głównie z powodów alkoholowych, wybiera pustostany, ogrodowe altany i piwnice. Do schroniska, które jest jedynym na północy województwa, ciągną bezdomni spoza Stalowej Woli. Mogą liczyć tylko na krótki pobyt, bo po zaopatrzeniu są najczęściej odstawiani do rodzimej gminy. Wcześniej schronisko zapełniało się tylko w miesiącach jesienno-zimowych. Teraz prawie wszystkie łóżka zajęte są przez cały rok, a utrzymanie schroniska sporo kosztuje. W ub. roku miesięczne utrzymanie jednego bezdomnego kosztowało Towarzystwo Brata Alberta 1,3 tys. zł. Z prowadzeniem przytuliska Towarzystwo nie ma problemu, ale z rozbudową samo sobie nie poradzi. A na dobudowanie nowego skrzydła, przez co w schronisku byłoby 50 miejsc – i do tego bezpiecznych! – potrzeba od 1,5 do 2 mln. zł.

Projekt rozbudowy schroniska jest już gotowy i jest pozwolenie na budowę. Problem tylko w pieniądzach. Zarząd Główny Towarzystwa Pomocy Brata Alberta złożył jedynie deklarację pomocy. Jeden z banków obiecał dać nawet 40 proc. potrzebnych pieniedzy, ale zamiar rozbudowy rozbija się o brakujące 60 proc. Członkowie Towarzystwa poszli po nie do prezydenta miasta.

- Miasto nie ma obowiązku łożenia na rozbudowę schroniska i ma na prawdę pilniejsze potrzeby – mówi Andrzej Szlęzak, prezydent Stalowej Woli. – Towarzystwo Alberta musi szukać też innych sponsorów, a nie iść najprostszą drogą do magistratu. Muszę też przyznać, że nie mamy najlepszych doświadczeń z lokatorami domu przy ul. Jaśminowej. Czasami mogliby chociażby chcieć odpracować coś, a nie czekać na gotowe. Z tego co wiem, wszyscy mieszkający tam mężczyźni mają ręce.

Jerzy Mielniczuk

do “Bezdomna niepewność”

  1. dziecko PRL-u

    No ale musi ciagnac jak smok. Z takim nosem ? Toz to okaz !

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.