Bezinteresowny kolędnik

TARNOBRZEG. Przynosi radość i nadzieję i nie bierze za to ani grosza

Mógłby siedzieć w domu i popijać gorącą herbatę. Woli jednak, w mroźne zimowe dni, nieść wieść o narodzeniu Chrystusa wszędzie tam, gdzie jest ona najbardziej potrzebna. Janusz Błachowicz z Tarnobrzega kolęduje przy łóżkach chorych i umierających, a ci ze łzami w oczach dziękują mu za pamięć i poświęcony im czas.

Strojnie ubrany kolędnik rozpoczyna swoją misję już w drugi dzień. W pierwszej kolejności odwiedza rodzinę, sąsiadów i przyjaciół. W ciągu kolejnych dni odwiedza tych, których nie zna osobiście, ale czuje, że chcieliby usłyszeć wesołą nowinę w iście dzikowskim stylu.

- Mam strój dzikowski i góralski. W zależności od tego, gdzie się wybieram, zakładam jeden z nich – przyznaje Janusz Błachowicz. – Najważniejsze nie jest jednak to jak wyglądam, ale co śpiewam. A że początki mojego kolędowania sięgają 1958 roku, to mam w swoim repertuarze wiele przyśpiewek, które mało kto już pamięta.

Pan Janusz nie kryje, że wizyty w domach pomocy, zakładach pielęgnacyjnych i hospicjach nie należą do łatwych, bo można w nich spotkać wiele cierpiących i samotnych osób. To dla nich warto jednak wyjść z domu i choćby kilka minut pośpiewać przy każdym łóżku.

- Kolędowałem już w takich miejscach wiele razy – mówi pan Błachowicz. – Niejeden raz widziałem w oczach tych ludzi łzy. Zdarzało się, że całowali mnie po rękach tylko za to, że przez chwilę przy nich postałem. Nigdy za takie występy nie biorę ani grosza. Nie po tam chodzę.

Pan Janusz wspomina, że gdy kolędował w młodości, zdarzało się, że gdy część kolędników raczyła domowników przyśpiewkami o Jezusie i Maryi, jeden repecił czasami spiżarnię gospodyni i ładował do kieszeni wszystko, co udało się w nich zmieścić.

Teraz, zawsze gdy wchodzi na sale chorych prosi, by był z nim ktoś z personelu placówki. – Takie czasy są. Wolę, żeby nikt nie miał wątpliwości, że przychodzę tylko z dobrą nowiną.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.