Bezkarnie zabijają zwierzęta dla paru groszy

Za kłusowanie grozi w Polsce do 5 lat więzienia. Niestety, kłusownicy mają się dobrze, bo wyroki takie zapadają bardzo rzadko. Fot. bogdan Myśliwiec

Za kłusowanie grozi w Polsce do 5 lat więzienia. Niestety, kłusownicy mają się dobrze, bo wyroki takie zapadają bardzo rzadko. Fot. bogdan Myśliwiec

TARNOBRZEG. Szczują, mordują i odcinają łby. Kłusownicy nie mają litości dla bezbronnych zwierząt.

W tarnobrzeskich lasach niemal każdej nocy rozgrywa się dramat dzikich zwierząt mordowanych przez kłusowników. Uzbrojeni zabójcy nie przebierają w środkach. Dowody zbrodni to m.in. porzucone łby zwierząt i dziesiątki metalowych wnyków montowanych między drzewami.

Myśliwi ujawniają przypadki kłusownictwa niemal za każdym razem, gdy wchodzą do lasu. – Znajdujemy wnyki, druty, klatki oraz inne „przyrządy”, które mają schwytać zwierzynę – mówi Robert Gajda, prezes Koła Łowieckiego Leśnik w Tarnobrzegu. – Nieraz natykamy się na martwe zwierzęta, znajdujemy łby byków w rowach, resztki dzików, jeleni. W niektórych z nich są rozkładające się już zwierzęta. To przerażające. Kłusownicy zakładają tak dużo pułapek, że nie są nawet w stanie sprawdzać na bieżąco, czy coś się w nie złapało.

Problem potwierdza także Andrzej Wartoń z Koła Łowieckiego „Nadwiślańskie” w Tarnobrzegu.

- Zdarza się, że ludzie kłusują po to, by zjeść zwierzę, które złapali. Nie stać ich na zakup innego mięsa i kłusują, by przeżyć. Można ich jeszcze jakoś zrozumieć, ale niestety, większość kłusowników to handlarze mięsa. Sprzedają porcjowane mięso dosłownie za wino. Tylko po to, by przez kilka dni mieć za co pić. W ich przypadku trudno nazwać ich postępowanie inaczej jak barbarzyństwo. Zastawiają mnóstwo wnyków i nawet nie sprawdzają na bieżąco, czy coś się w nie złapało. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że nawet 85 procent złapanej we wnyki zwierzyny ginie w lasach zupełnie na darmo. Męczą się przed śmiercią i nawet nie są wyciągane z wnyków.

Zabójcy zwierząt wiedzą, że zwierzęta chwytane w pętle ponoszą śmierć w ciężkich męczarniach. Bardzo długo trwa, zanim zaciskająca się pętla udusi zwierzę. Bywa, że ostatni dech zwierzęta wydają po kilkudziesięciu godzinach męczarni. Schwytane za łapę lisy, potrafią odgryźć ją sobie, byle się tylko uwolnić. Dziki wykopać dół, szamocząc się od drutów i sznurów. Kłusowników nie obchodzi to jednak zupełnie, bo zależy im wyłącznie na zarobku.

- Spotkaliśmy już takich, którzy mieli przy sobie własnej konstrukcji piki z przyspawanymi bagnetami od karabinów. Broń palna to podstawowe wyposażenie wielu kłusowników – nie kryje Gajda. – Stanowią zagrożenie nie tylko dla zwierząt, ale i ludzi, którzy znajdą się w ich zasięgu.

- Osobny temat do psy, które spuszczają w lasach ze smyczy ich właściciele. Wielokrotnie apelujemy za pośrednictwem mediów, by tego nie robić, ale nie przynosi to efektu. Są nawet tacy właściciele chartów, którzy śmieją nam się prosto w twarz i dalej robią swoje – dodaje Wartoń. – Jakie są tego efekty? – Każdemu psu instynkt dyktuje, żeby szukać i gonić. Jak dogoni to łapie, większe zwierzęta podgryza, a mniejsze zagryza. Te, którym uda się uciec, są przepłoszone z miejsca swojego żerowania.

Małgorzata Rokoszewska


do “Bezkarnie zabijają zwierzęta dla paru groszy”

  1. Radoslaw: Tropiciel

    Jestem bylym oficerem wojskowym. Bylem czterokrotnie na misjach wojennych, dlatego znam zycie, wiem co jest czarne a co jest biale. Wojsko bylo dla mnie wszystkim. Nie moglem jednak kontynuowac swojej kariery ze wzgledu na rany odniesione podczas cwiczen taktycznych przed wyjazdem na kolejna misje. Sila rzeczy przeszedlem na wczesniejsza, nieplanowana, emeryture. Znalazlem jednak drugi sens zycia. Stalem sie tropicielem klusownikow i mysliwych, ktorzy dopuszczaja sie nielegalnych odstrzalow. Z tego wzgledu zapisalem sie do PZL. I tam dowiedzialem sie sporo „ciekawych rzeczy”. W srod mysliwych udaje jednego z nich. Podam 2-3 przyklady. Wypilem z jednym zazartym mysliwym kilka piw a on opowiadal mi,ze czasami organizuja tzw. wyprawy na wilka, ze w roku ubieglym udalo im sie ustrzelic te 2 drapiezniki. Opowiadal,ze takie wypady urzadzaja zawsze w gronie zaufanych i,ze czesto „niestety”, po prostu nie moga spotkac wilka wiec strzelaja czy to do jelenia czy to do dzika aby nie wracac z pustymi rekoma. Pozniej baknal cos,ze chca tez postrzelac do misia ( niedzwiedzia ) i,ze juz rozmawiali i zorganizuja taki wypad. Po tych slowach nie wytrzymalem. Palnalem goscia dwa razy. Stracil 7 zebow. Wczesniej cala rozmowe nagralem na mojej komorce. Nie zlozyl doniesienia w sprawie pobicia ale ja tak, zlozylem na niego…Mimo wszystko wsrod tych mysliwych spotkalem tez jednego, uczciwego. Tez bylego wojskowego. To byly sierzant. Chlop jak dab, jak to sie mowi. 198 wzrostu i 115 wagi. Razem z nim „puknelismy” kilku takich mysliwych, inaczej mowiac: przesialismy im zeby. Teraz zajelismy sie tez klusownikami. Jezdzimy juz od 2 lat po lasach w calej Polsce, a glownie tam gdzie klusownictwo jest najwieksze ( lubelszczyzna, bieszczady, okolice olsztyna, bory tucholskie ). Jest juz nas trzech, trzech muszkieterow. I w nasze rece juz wpadlo wiecej jak 70 takich frajerow, 3 nawet z bronia. Inni zastawiali tzw. wnyki, glownie druciane. Nie chce opisywac co robimy z nimi ale zapewniam,ze zebow maja mniej. Najpierw ich fotografujemy na goracym uczynku a pozniej solidnie dostaja w pysk. Bardzo solidnie. Nie ma sensu wzywac policji bo co mi z tego,ze taki pajac zaplaci jakis maly mandat ? Szybko o nim zapomni a spotkanie ze mna i z moim druhem zapamieta na dlugie lata…! Bylismy juz w kilku miejsach w Wielkopolskich lasach, tam spotkalismy takiego jednego. Jakis rolnik, odcinal wlasnie zaduszona sarne. Myslal,ze jestesmy ze Strazy Lesnej. Cos probowal tlumaczyc,ze on tylko ja odcina i dostal petarde w zeby, pozniej kopa, kolejna petarde i tak kilka kolejnych. Po splaszczeniu nosa i po spuszczniu z niego czerwonej farby rozebralismy go zostawiajac w krotkiej koszulce i spodniach, bez butow. Temperatura byla +2 a do najblizszej wsi jakies 3 km. Rope z ciagnika spuscilismy i tak frajera zostawislsmy…To tylko przyklad ale roznie kazemy takich bandytow. Dla mnie to misja. Bede ich tropil tak dlugo jak dlugo bedzie wymagala tego sytuacja. Codziennie znajdujemy setki metalowych linek, dziesiatki uduszonych zwierzat. Czesto po prostu czekamy na takiego klusownika. Dzien, dwa…w koncu pojawia sie i dostaje to na co bezwzglednie zasluzyl ! Dobrze,ze przeczytalem ten artykul, tam tez zajrzymy.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.