Bezkarny przekręt na powodzi!

MIELEC. Po tysiąc złotych nagrody dla ludzi, którzy na wałach nie spędzili ani minuty!

- Należy w końcu powiedzieć prawdę i nazwać ją po imieniu. To było zwykłe wyłudzenie pieniędzy. Wielu druhów, walczących wiele dni z powodzią, nie otrzymało ani grosza. Za to nagrody, tysiąc złotych na głowę, dostali ludzie, którzy na wałach nie spędzili ani minuty. Ktoś ukradnie w markecie towar za parę złotych i idzie siedzieć. A tu nikt nic nie wie – żali się Henryk Smykla, naczelnik OSP w Babulach, w powiecie mieleckim.

W maju i czerwcu ub. r. region dotknęły powodzie wszechczasów. Pod wodą znalazło się ok. 120 km kw. Zalanych bądź podtopionych było tysiące gospodarstw. W walce z żywiołem brały udział rzesze mieszkańców, setki strażaków, policjantów, żołnierzy i tysiące druhów z OSP. Heroizm i poświecenie tych ostatnich doceniło MSWIA, które postanowiło przekazać im nagrody. W tym celu minister nakazał sporządzić ich listę.

To był środek powodzi, nikt nie miał głowy do spisów

Polecenie to dotarło do gmin, kiedy akcje ratownicze jeszcze trwały. – To był sam środek powodzi, największych działań, mobilizacji wszystkich jednostek – zaznacza Franciszek Augustyn, prezes Zarządu Powiatowego OSP w Mielcu. – Część urzędników, którzy byli odpowiedzialni za listy, walczyła z żywiołem. Ważniejszą sprawą dla nich były worki z piaskiem na wałach i pomoc podtapianym ludziom, niż spisywanie danych.

- Nikt nie wiedział do czego listy będą potrzebne – dodaje Augustyn. – Dlatego jedni przyłożyli się do ich sporządzenia bardzo sumiennie, inni już mniej. W akcji brały udział takie masy, że nie wszystkich dało się zapisać. Tłumy walczyły z żywiołem 24 godz. na dobę, śpiąc na workach z piaskiem. Były tam również kobiety, kilkuletnie dzieci i staruszkowie. Część osób była członkami OSP, część nie. Tam był jeden wielki chaos.

Zamiast premii prosiliśmy o sprzęt strażacki

- Ale mimo tego, można byłoby spisać wszystkich uczestników akcji powodziowej, gdyby było na to więcej czasu Tak naprawdę, urzędnicy gminni mieli na to półtora dnia. Później słaliśmy pisma do MSWIA, apelując o wstrzymanie wypłat tych premii. Proponowaliśmy, żeby te pieniądze przeznaczyć na sprzęt strażacki – podkreśla Augustyn.

Henryka Smykla, od ponad ćwierć wieku naczelnik OSP w Babulach w gminie Padew Narodowa, który na wałach spędził ponad 250 godzin uważa, iż mówienie, że nic się nie stało jest zamiataniem sprawy pod dywan. – A pieniądze dostali ludzie, którzy z akcją powodziową nie mieli nic wspólnego. Choćby ci z sołectwa Piechoty – mówi rozgoryczony Smykla.

Ludzie, gdzie macie sumienia?

Kto jest winny? – Ktoś nawalił między jednostkami, a zarządem powiatowym OSP – Strażacy są rozgoryczeni. Twierdzą, że to niesprawiedliwe, bo gdy oni jeździli na wały, to inni siedzieli w domu, a i tak dostali nagrodę. – uważa Smykla. Boli? – I to jeszcze jak. Bo na dobre imię OSP pracowałem nie tylko, ale całe pokolenia, a dziś niektórzy z nas za te parę groszy robią świństwo. Gdzie oni mają sumienia? – dodaje pan Henryk.

- To nie strażacy są temu winni – przekonuje Franciszek Augustyn. – Przejęliśmy na siebie wypłatę pieniędzy. Ale to nie my decydowaliśmy, kto je dostanie. Gotowe listy otrzymaliśmy z MSWiA – tłumaczy. Kto jest zatem winny? – pytamy. – Nie mnie to wyrokować – kończy prezes Augustyn.

Paweł Galek

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.