Biało-czerwone rozczarowania

Fot. PAP

Agnieszka Radwańska, Sylwia Gruchała, polska czwórka bez sternika wagi lekkiej (srebrni medaliści z Pekinu 2008) to największe rozczarowania pierwszych dni IO w Londynie polskiej ekipy.

Szczególnie odpadnięcie już w I rundzie indywidualnego turnieju tenisowego na kortach Wimbledonu, rakiety numer 2 z Niemką Julią Goerges (5:7 7:6(5) 4:6) na świecie jest ogromną niespodzianką.

Agnieszka Radwańska obok reprezentacji Polski siatkarzy (pierwszy mecz biało-czerwoni wygrali z Włochami 3-1) była główną kandydatką do medalu. Radwańska, po porażce z Niemką Julią Goerges w pierwszym secie 5:7, w drugim “uratowała się” w tie-breaku. W decydującej partii Polka – wiceliderka światowego rankingu – nieoczekiwanie straciła swoje podanie na 4:5. W ostatnim gemie Goerges odskoczyła na 40-15 i wykorzystała pierwszego meczbola. Niemka zajmuje 24. miejsce w rankingu WTA Tour. Był to ich trzeci pojedynek, a dwa poprzednie wygrała 23-letnia krakowianka bez straty seta. Polka po meczu była załamana i nie chciała rozmawiać z dziennikarzami. Bardzo szybko z kortów “ulotnił”  się też jej trener Tomasz Wiktorowski.

Znacznie lepiej spisała się siostra Agnieszki Radwańskiej – Urszula, która na wimbledońskiej trawie pokonała Niemkę Monę Barthel 6:4, 6:3. W II rundzie zmierzy się z Sereną Williams (USA), która pokonała Jelenę Jankovic (Serbia). Na pierwszej rundzie udział w turnieju tenisowym zakończył Łukasz Kubot oraz deblistki Klaudia Jans-Ignacik i Alicja Rosolska , a także debliści Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski.

Zawód na pływalni
Nie wiedzie się też polskim pływakom. Otylia Jędrzejczak nie zakwalifikowała się do półfinału na dystansie 100 m stylem motylkowym, na którym w 2004 roku w Atenach zdobyła srebrny medal. Uzyskała 25. czas eliminacji. Jej los podzielili Mateusz Sawrymowicz na 400 m st. dowolnym, Karolina Szczepaniak na 400 m st. zmiennym oraz Dawid Szulich na 100 m st. klasycznym.

Bezbarwna Gruchała
Żadnej walki nie wygrały polskie florecistki i wszystkie odpadły w 1/16 finału. Największy zawód sprawiła Sylwia Gruchała, która uległa Japonce Kanae Ikehacie 8:9. Prowadziła nawet 5:3, ale pięć kolejnych trafień zadała rywalka. W nerwowej i szarpanej końcówce Polka zbliżyła się na punkt, ale Azjatka nie dała sobie odebrać zwycięstwa. – Na pewno była to rywalka, z którą mogłam wygrać – mówi Gruchała. – Szkoda, że nie utrzymałam dobrej dyspozycji z początku walki. Z drugiej strony ciężko walczy się z przeciwnikami leworęcznymi. Szkoda, bo spodziewałam się więcej po turnieju indywidualnym – mówi Gruchała, która po raz czwarty uczestniczy w IO.

- Te są chyba już ostatnimi dla mnie. Mam już prawie 31 lat. I nie jestem już chyba tą samą Sylwią- wojowniczką, którą byłam kiedyś. Nie ma we mnie takiej dużej sportowej złości jak wcześniej. Kiedyś po porażce byłabym bardziej wkurzona – stwierdza Gruchała.

Florecistki 2 sierpnia walczyć będą w turnieju drużynowym. W pierwszym spotkaniu zmierzą się z Francuzkami.

Nadwaga przyczyną porażki
Zawód sprawiła też polska czwórka bez sternika wagi lekkiej, która nie wystąpi w półfinale olimpijskiej rywalizacji w wioślarstwie. Na torze w Eton biało-czerwoni, wicemistrzowie olimpijscy z Pekinu, z czasem 6.04,46 zajęli ostatnie miejsce w repasażu. Polacy płynęli w składzie: Łukasz Pawłowski, Łukasz Siemion, Miłosz Bernatajtys i Paweł Rańda. – Trudno się dziwić takiemu wynikowi, skoro podczas zawodów Pucharu Świata też z nikim nie wygrali. Wioślarstwo to bardzo wymierny sport, tu nie ma przypadku. Czas na zmiany – powiedział dyrektor sportowy PZTW Bogdan Gryczuk.

Jak dodał, głównym problemem srebrnej załogi z Pekinu była ogromna nadwaga, z którą zawodnicy zmagali się podczas okresu przygotowawczego. Na zgrupowanie do Portugalii osada miała 35 kilogramów nadwagi – średnio wychodzi prawie osiem na zawodnika. To jest nie do pomyślenia. Gwałtowne zbijanie wagi musi przynieść taki efekt jak dzisiaj. Następnym razem nie pozwolę, by doszło do takiej sytuacji. Może i związek powinien w pewnym momencie mocniej tupnąć nogą, ale wiem, że jakiekolwiek próby zmian z naszej strony skończyłyby się pretensjami. Potem oskarżono by nas, że nie pozwoliliśmy im dokończyć dzieła i zdobyć medalu, bo tak zapowiadali – wyjaśnił prezes.

rm

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.