Biało-niebiescy w strefie spadkowej

Sytuacja, w której goście zdobyli gola po samobójczym trafieniu Radosława Sylwestrzaka okazała się złą wróżbą dla biało-niebieskich. Fot. Wit Hadło

STAL RZESZÓW – ZNICZ PRUSZÓW. Kosztowna wpadka gospodarzy, których żegnały gwizdy wracających na trybuny kibiców.

Chyba nawet najbardziej sceptyczni kibice Stali Rzeszów nie spodziewali się, że ich pupile będą w stanie dotknąć widma spadku do III ligi. A jednak. Piłkarze spod znaku żurawia po raz kolejny nie sprostali wyzwaniu i w boju o „6 punktów” przegrali przed własną publicznością ze Zniczem Pruszków, który wyprzedził rzeszowski zespół w tabeli, a biało-niebiescy, po zwycięstwie Skry Częstochowa z Gryfem Wejherowo, po raz pierwszy znaleźli się pod kreską.

Podopieczni Krzysztofa Łętochy i Marcina Wołowca tym spotkaniem mieli przełamać swoją złą passę i zacząć piąć się ku upragnionej szóstce. Niestety, plan na Znicza nie wypalił i to, co wydawało się niemożliwe, stało się faktem. Stalowcy zajęli pierwszą pozycję spadkową i od następnej kolejki będą grać z nożem na gardle. A jak do tego doszło? Zaczęło się zgodnie z przyjętym przez rzeszowian scenariuszem. Stal bardzo szybko narzuciła rywalom styl gry, na co pruszkowianie byli przygotowani, bardzo solidnie organizując się w szykach obronnych. Biało-niebiescy w pierwszej odsłonie gry kilka razy przebili się przez szczelny mur Znicza. Blisko było po główce Krystiana Pieczary, kiedy napastnik Stali uprzedził bramkarza, ale piłka minimalnie minęła słupek. Przed szansą na zmianę wyniku stanął również Wojciech Reiman. W prawym sektorze boiska obrońcy urwał się Damian Michalik, dośrodkowując wprost na głowę kapitana miejscowych, który przeniósł futbolówkę nad poprzeczką. Znicz dał się gospodarzom wyszumieć, a sam dał znać o swojej jakości w drugiej części spotkania.

Indolencja strzelecka

Nim pruszkowianie zaczęli dawać się we znaki faworyzowanym rzeszowianom, ci nadal próbowali kreować grę w ofensywie, ale z marnym skutkiem. Do roboty wzięli się więc przyjezdni. Gracze Artura Węski, który prowadził Znicza w swoim drugim spotkaniu, zaczęli dotrzymywać kroku stalowcom i zawody się wyrównały. Już pierwsza groźna akcja gości zakończyła się bramką po samobójczym trafieniu Sylwestrzaka. Stali udało się odpowiedzieć. Zgraną w pole karne piłkę przez Sławomira Szeligę wykończył uderzeniem z powietrza Michalik. Radość „żurawi” nie trwała długo. 60 sekund później „bomba” pod poprzeczkę wprowadzonego chwilę wcześniej na murawę Marcina Rackiewicza sprawiła, że Znicz wywiózł z Rzeszowa komplet punktów. – Ciężko powiedzieć cokolwiek mądrego po tym, jak przegrywamy mecz, którego nie mogliśmy przegrać – utyskiwał Marcin Wołowiec, pławiąc się szczególnie nad fatalną skutecznością swojego zespołu. – Indolencja strzelecka przechodzi ludzkie pojęcie i już naprawdę brakuje nam słów, żeby jakoś się obronić – mówił załamany. – Jeśli w sześciu meczach żaden z naszych napastników nie strzela gola, to naprawdę nie jest dobrze i będzie nam bardzo ciężko realizować cele, które mamy i trzeba będzie je pewnie weryfikować – dodawał przybity szkoleniowiec Stali Rzeszów.

STAL RZ. 1
ZNICZ 2
(0-0)
0-1 Sylwestrzak (59. – samobójcza), 1-1 Michalik (72.), 1-2 Rackiewicz (73.)

lukas

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Ewenement Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ewenement
Gość
Ewenement

…tam gdzie ich miejsce