Blamaż mistrzów Polski

Fot. Paweł Bialic

PLUSLIGA. Coś niedobrego dzieje się z zespołem Asseco Resovii, który w żenującym stylu przegrał z częstochowską młodzieżą.

- Gdyby ktoś przed meczem powiedział nam, że wygramy z mistrzem Polski, to pewnie byśmy się uśmiechnęli, choć z drugiej strony wierzyliśmy, że wreszcie zła karta się odwróci – mówi Marcin Janusz, rozgrywający Wkręt-met AZS Częstochowa i dodaje. – Po ostatniej piłce nie wiedzieliśmy co się dzieje. Nie potrafiliśmy zdobywać punktów ze słabszymi zespołami, a tu z mistrzem Polski i to na wyjeździe udało się nam wygrać. Radość jest przeogromna.

Zgoła odmienne nastroje panują w zespole Asseco Resovii, który przegrał po raz drugi z rzędu. Dawno już w hali na Podpromiu zawodnicy gospodarzy nie wysłuchali pod swoim adresem tylu gwizdów, co w sobotę. – Takie jest prawo kibica – mówi kapitan resoviaków, Olieg Achrem. – Musimy szanować kibiców, bo oni chcieli zobaczyć dobre widowisko i zwycięstwo, a my ich srogo zawiedliśmy. Mamy ciężki okres, ale przestoje takie przed rokiem czy dwoma laty już bywały i wychodziliśmy z czasem z tego.

Początkowo w sobotnim pojedynku nic nie wskazywało na porażkę mistrzów Polski, którzy w inauguracyjnej partii łatwo rozprawili się z zespołem z Częstochowy, który miał na koncie zaledwie jednego wygranego seta. Problemy pojawiły się z czasem. Gospodarze nie kończyli ataków (m.in. Jochen Schops nawet na pojedynczym bloku), a rywale sukcesywnie budowali przewagę. – Być może udałoby się już wygrać II seta. Grzesiek Bociek miał przechodząca piłkę przy stanie 18:20 ale został zablokowany, a później nasza gra się posypała. W kolejnych setach jednak pokazaliśmy charakter i to, że potrafimy się spiąć w trudnych meczach – opisuje rozgrywający z Częstochowy, Michał Janusz. Przy stanie 19:20 w polu zagrywki stanął Łukasz Perłowski i…rywale nie zdobyli już punktu do końca. Resoviacy, zamiast pójść za ciosem, niemal od samego początku musieli stopować rozkręcającego się z akcji na akcję przeciwnika, w szeregach którego świetnie spisywał się atakujący Grzegorz Bociek (55 proc. skuteczność). – Jeśli utrzyma taki poziom gry, to będziemy w stanie pourywać punkty pozostałym zespołom z czołówki – kompletował kolegę Marcin Janusz.

W ekipie gospodarzy, mimo wielu zmian, jakich dokonywał trener Kowal, obraz gry nie uległ zmianie. – Nie mamy stabilności, pewności, po prostu gramy źle – mówi Maciej Dobrowolski. – Po I secie znów się powtarza, że gdzieś tracimy wszystkie walory i atuty. Rywale zaczynają wierzyć, że można z nami wygrać, a oczywiście, można bo z każdym można zwyciężyć. Są powody do zmartwienia. Zachowując wszelkie proporcje i szanując przeciwnika z Częstochowy, to jak nie z tym zespołem, który do tej pory przegrywał wszystko i przyjechał z jednym wygranym setem, to z którym mamy zdobywać punkty na własnym boisku. Jest powód, żeby się martwić. Szczerze mówiąc, to nie wiem, co powiedzieć po takim meczu. Czego bym nie powiedział, to będzie źle, więc może lepiej zastosować zasadę, że milczenie jest złotem – kończy rozgrywający Asseco Resovii.

Asseco Resovia – Wkręt-met AZS Częstochowa 2-3 (25:14, 25:20, 23:25, 19:25, 13:15)

Resovia: Tichacek 3, Kovacević 8, Grzyb 6, Schops 10, Achrem 23, Kosok 5 oraz Ignaczak (libero), Perłowski 5, Lotman 3, Bartman 10
AZS: Janusz 1, Kaczyński 6, Lisinac 14, Bociek 35, Hebda 12, Hunek 8 oraz Piechocki (libero), Szlubowski, Stelmach, Bik, Marcyniak.
Sędziowali: Marcin Herbik i Tomasz Janik (obaj z Warszawy). Widzów 4 tys. MVP meczu: Grzegorz Bociek.

Rafał Myśliwiec

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.