Błędów nie popełniliśmy

Fot. Paweł Bialic

LEKKA ATLETYKA Janusz Mazur, prezes lekkoatletów Resovii i szef POZLA, o historii z Katarzyną Kwoką i radzeniu sobie w trudnych czasach.

Kilkanaście dni temu chodziarka Resovii Katarzyna Kwoka wypełniła olimpijskie minimum i w nagrodę pojedzie do Londynu. Po nieoczekiwanym triumfie zawodniczka wytoczyła ciężkie działa przeciwko swojemu byłemu trenerowi klubowemu Lesławowi Lassocie i prezesowi lekkoatletów Januszowi Mazurowi, zarzucając im brak kompetencji i dobrej woli. – Należy się nam więcej szacunku – odbija piłeczkę JANUSZ MAZUR.

- Katarzyna Kwoka twierdzi, że brakuje Panu kompetencji, by być prezesem Podkarpackiego Okręgowego Związku Lekkiej Atletyki.
- Od kilku dni słucham wypowiedzi młodego sportowca, który w arogancki sposób odnosi się do trenerów i działaczy Resovii oraz związku, twierdząc, że wszystko co robimy jest złe i nieprofesjonalne. Katarzyna nie uczestniczy w zawodach organizowanych na terenie województwa, nie ma pojęcia o tym, co dzieje się w Rzeszowie. Nasze środowisko jest oburzone – bezwzględna krytyka dotyka ludzi, którzy wychowują już trzecie pokolenie lekkoatletów. Wśród nich znajdują się olimpijczycy, medaliści mistrzostw świata, Europy i Polski. Trochę szacunku nam się należy. Tym bardziej, że działamy w skrajnie trudnych warunkach.

- Skoro środowisko jest oburzone, to dlaczego nie podejmie dyskusji? Nie chcecie czy nie umiecie się bronić?
- Czasem z kimś agresywnym nie warto polemizować. Ludzie, którzy stykają się z nami na co dzień, rodzice, którzy posyłają dzieci na nasze zajęcia, ufają nam i wiedzą, że Katarzyna opowiada historie wyssane z palca. Choć przyznaję, że ci, którzy tematu nie znają, mogą sobie teraz wyrobić błędny pogląd. W mediach bowiem aż huczy od oskarżeń skierowanych w stronę działaczy i trenerów. Ja tak naprawdę nie wiem, czy Katarzyna zdaje sobie sprawę z wagi swoich oskarżeń.

- Dlaczego nie zgłosiliście zawodniczki do programu Urzędu Marszałkowskiego “Kadra olimpijska”? Kwoce przepadły pieniądze, a przecież wsparcie otrzymało kilkoro mniej utytułowanych sportowców.
- Urząd Marszałkowski poprosił, żeby zarząd POZLA wytypował zawodników rokujących największe nadzieje na wyjazd na igrzyska do Londynu. Gdy tworzyliśmy listę, Katarzyna nie była w formie, poza tym zerwała kontakt ze swoim długoletnim trenerem Lesławem Lassotą, co uniemożliwiało kontrolę nad jej przygotowaniami. Nie wiedzieliśmy, jak ćwiczy, co robi. Nie znaleźliśmy podstaw, by umieścić ją w programie.

- A ona pokazała Wam jak bardzo się pomyliliście.
- Jej wynik w zawodach w Lugano, gdzie osiągnęła olimpijskie minimum dla wszystkich był totalnym zaskoczeniem. W sporcie, na szczęście, zdarzają się niespodzianki i występ Katarzyny trzeba rozpatrywać w takich kategoriach. Nie przyznam się do błędu, bo gdy kilka miesięcy wcześniej analizowaliśmy szanse poszczególnych zawodników, nic nie wskazywało, iż Kwoka tak bardzo się poprawi. Przecież jej brakowało 6 minut do osiągnięcia minimum. Na dystansie 20 km to bardzo dużo.

- Jak zatem rozumieć ten wybuch formy? Nie wszystko da się sprowadzić do uśmiechu fortuny.
- Katarzyna była ogromnie zdeterminowana. Pragnęła nam pokazać, jak bardzo się myliliśmy. Udało się jej. Dziewczyna udowodniła, że drzemią w niej wielkie możliwości. Paradoksalnie, pomogliśmy jej, wywołując sportową złość. Ale warto zwrócić uwagę na ważną rzecz – otóż w konkurencjach wytrzymałościowych takich jak chód, nie zrobi się mistrza w pięć miesięcy. Katarzyna miała solidny fundament, na którym mogła budować. Podstaw nauczyła się od trenerów Resovii.

- Ile pieniędzy zawodniczka mogła otrzymać z Urzędu Marszałkowskiego?
- Urząd przeznaczył dla 7-osobowej grupy lekkoatletów 50 tysięcy zł. Pieniądze zostały rozdzielone w zależności od klasy zawodników. To nie jest tak, że mściliśmy się na Katarzynie, że kierowały nami jakieś niskie pobudki. Złożyliśmy np. wniosek do miasta o przyznanie jej stypendium. Zostało odrzucone, bo zawodniczka mieszka w Bratkowicach. W przypadku innego reprezentanta Resovii, biegacza Marcina Matycza urzędnicy uznali, że przeszkodą jest młody wiek sportowca. Przyzna pan, że to absurdalne tłumaczenia.

- Może jednak warto uderzyć się w pierś i wyciągnąć rękę na zgodę?
- Panie redaktorze, ja także mam prawo czuć się pokrzywdzonym. Cała gorycz Katarzyny skierowana została na mnie, choć nasze kontakty były sporadyczne. Niebawem obchodzić będę 45-lecie pracy szkoleniowej, prezesem sekcji Resovii jestem od kilkunastu lat, prezesem POZLA od dziewięciu. I nagle jestem nazywany nieudacznikiem. Przekreśla się wszystkie moje osiągnięcia, szkaluje dobre imię. Ale cóż, rozliczą mnie działacze podczas kwietniowego zjazdu sprawozdawczo-wyborczego. Może znajdzie się inny kandydat na prezesa? Oczywiście piastowanie tej funkcji to praca społeczna.

- A ja myślę, że nie ma tego złego, bo cała ta afera spowodowała, iż w mediach nagle zaczęła się pojawiać lekka atletyka. Że zaczęto mówić o problemach “królowej sportu” wykraczających daleko poza chód.
- Lekka atletyka od wielu lat nie jest królową sportu, co najwyżej kopciuszkiem. Trenerzy żebrzą o każdą złotówkę. To społecznicy, którzy szukają również sprzętu, przygotowują obiekty do zawodów, piszą wnioski o dotacje. Zakres ich obowiązków jest większy, niż powinien być. Ale dają radę. Tylko w Resovii ćwiczy 80 lekkoatletów posiadających klasę sportową, we współzawodnictwie dzieci i młodzieży to właśnie lekka atletyka jest dyscypliną zapewniającą województwu najwięcej punktów. Mało kto wie, że aż siedmiu zawodników ubiega się o wyjazd na olimpiadę.

- Od lat jednak śmietankę spijają większe ośrodki.
- Utalentowani młodzi ludzie po ukończeniu szkoły średniej kontynuują kariery w Lublinie albo Krakowie. Tamtejsze uczelnie sportowe oferują im dużo lepsze warunki. Ci, którzy ukończyli studia muszą się z czegoś utrzymać. Jeśli nie mają sponsora, to albo rzucają sport albo wyjeżdżają. W Rzeszowie czy na Podkarpaciu zostają jednostki, a działacze stają na głowie, by zdobyć dla nich jakieś pieniądze. Próbujemy ściągać młodzież do nowo tworzonej resoviackiej szkoły mistrzostwa sportowego, ale na przyjezdnych nie mamy co liczyć, bo nie dysponujemy internatem. Problemów jest bez liku. W szkoleniu nie zrobimy kroku do przodu, jeśli nie będziemy mogli trenować przez cały rok. Żeby tak się stało, trzeba wybudować 100-metrową bieżnię pod dachem. Najczęściej umiejscawia się ją pod trybuną. Resovia zrobiła taki projekt, Urząd Marszałkowski zgodził się na dofinansowanie, można by zacząć budować, ale Uniwersytet Rzeszowski, właściciel stadionu, nie wyraża zgody.

- Dlaczego?
- Pojęcia nie mam. Przecież to tylko podniosłoby rangę uczelni. A tak, Rzeszów zostaje na szarym końcu w Polsce, jeśli chodzi o bazę lekkoatletyczną. Mało tego – sekcja z własnych środków musi opłacać konserwatora bieżni. Gdyby wzięła to na barki uczelnia albo klub, moglibyśmy zatrudnić kolejnego trenera.

- Znajdziemy jakieś pozytywy, rozmawiając o sytuacji lekkiej atletyki na Podkarpaciu?
- Na szczęście tak. Świetnie układa się współpraca ze szkolnymi związkami sportowymi. Z kolei Urząd Marszałkowski poprawił ostatnio finansowanie całego młodzieżowego sportu. Stworzył w tym roku, po raz pierwszy, fundusz olimpijski. To ewenement na skalę kraju. Oby tak dalej.
Rozmawiał Tomasz Szeliga

do “Błędów nie popełniliśmy”

  1. sprinter

    sytuacja jest skomplikowana i trudna, jest wiele problemów, ale zamiast dostrzec dobre chęci i wolę wyjścia na prostą, obcy i osoby zewnatrz środowiska naszego klubu wolą hołdować Kwoce, nie mając pojęcia o tym jak sprawy mają się wewnątrz. pogratulować tylko. tak samo ‚aprobaty’ dla SMS Resovia, ludzie starają się, chća dobrze, a inni zamiast widzieć wiele plusów, skupiają się na jednym minusie, to przykre. wojewódzki związek czy nasz klub starają się wybić trochę, aby nie być czarnymi owcami w kraju, starają się jak mogą choć warunki są bardzo niesprzyjające, to jest ważne, Kwoka obróciła się na pięcie i strzeliła po prostu fochem, fakt, wina jest po obu stronach, ale nie podkłada się takiej świni klubowi i osobom, dzięki którym nauczyło się podstaw. krytykowanie Mazura też jest zbędne, w końcu nie bez powodu przez tyle lat pełni swoje funkcję. mam nadzieję, że z kolejnym rokiem będzie lepiej

  2. Piotrecki

    To biadolenie o SMS Resovii.. Plakaty w autobusach „markieting” a internatów nie ma, bazy nie ma?, a co jest? Wy jesteście?

  3. anonim

    Zgadzam się z Katarzyną Kwoką 100 % !

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.