Blisko pełni szczęścia na PGE Narodowym

Zawody na PGE Narodowym obejrzał na żywo komplet 55 tys. kibiców. Fot. Marcin Jeżowski
Zawody na PGE Narodowym obejrzał na żywo komplet 55 tys. kibiców. Fot. Marcin Jeżowski

ŻUŻEL. BOLL GRAND PRIX POLSKI. Greg Hancock nie zdołał awansować do fazy finałowej. Jego postawa fair-play została jednak nagrodzona przez ponad 50-tysięczną publiczność gromkimi brawami.

Maciej Janowski były bliski zwycięstwa w sobotniej Grand Prix Polski, inaugurującej tegoroczną rywalizację o tytuł indywidualnego mistrza świata. Ostatecznie „Magic, podobnie jak przed rokiem, stanął na 2. stopniu podium, a całe zawody w Warszawie wygrał Brytyjczyk Tai Woffiden. – Może do trzech razy sztuka – zastanawiał się po zawodach Janowski, który w finale stoczył kapitalną walkę z późniejszym triumfatorem zawodów. Polak długo prowadził, ale nie był w stanie upilnować szalejącego za jego plecami Brytyjczyka. Ten śmiałym atakiem tuż przy bandzie wysforował się na czoło stawki, mijając chwilę później linię mety jako pierwszy – Być może w finale powinienem pojechać trochę szerzej, ale Tai był bardzo szybki, podobnie jak „Freddie”. To był bardzo ciężki wieczór. Włożyliśmy mnóstwo pracy w motocykl. Mieliśmy trochę problemów ze sprzęgłem. Mimo to nie traciliśmy skupienia i na koniec motocykl jechał już naprawdę dobrze – dodał najlepszy z Polaków.

Woffinden żyje chwilą

Spośród 5 biało-czerwonych, którzy przystąpili do sobotniego turnieju, najlepiej otworzył go Krzysztof Kasprzak. Startujący z dziką kartą „KK” rozpoczął od dwóch „3”. jednak po upadku w wykluczeniu ze swojego trzeciego wyścigu, nie był w stanie zaprezentować się już tak dobrze i ostatecznie zakończył zmagania po rundzie zasadniczej. Podobnie było przypadku Przemysława Pawlickiego, który w ogóle nie potrafił się odnaleźć na torze PGE Narodowego. Oprócz Janowskiego, do półfinału awansowało jeszcze dwóch innych naszych reprezentantów: Patryk Dudek i Bartosz Zmarzlik. Obaj jednak przepadli w półfinałach, gdzie honoru biało-czerwonych bronił już tylko wspomniany wcześniej Janowski. Najważniejsza gonitwa wieczoru była popisem dwóch zawodników, reprezentujących na co dzień barwy Betardu Sparty Wrocław. – Wszystko wyszło dobrze, ale mówiąc szczerze, to jeszcze nie czuję się najbardziej komfortowo na motocyklu, bo to dopiero początek sezonu. Potrzebowałem tego zwycięstwa. Dziękuję Maciejowi za dobry wyścig i polskim kibicom. Daliśmy fanom dobry show, więc czego można chcieć więcej. Zawsze jest dobrze zdobywać punkty, a wygrana w samej Grand Prix to miły mały dodatek. Główna koncentracja skierowana jest jednak na wywleczenie mistrzostwa. Chcę zdobywać punkty i do każdej z rund podchodzić pojedynczo. Żyję chwilą i nie wybiegam za daleko w przyszłość – przekonywał Woffinden. Stawkę na podium uzupełnił w sobotę Fredrik Lindgren, który u progu sezonu prezentuje w PGE Ekstralidze iście kosmiczną formę. Tym razem jednak nie wystarczyła ona do tego, by wskoczyć na „pudło”. – Oczywiście, gdy jest się w finale, to zawsze chce się w nim wygrać, ale jestem z siebie bardzo dumny i z tego, jak przejechałem całe zawody. Zdobywałem punkty w każdym biegu i taki start sezonu bardzo mnie cieszy – mówił Szwed.

Dżentelmen Hancock i pechowcy

Bliski miejsca w czołowej „8” zawodów był również powracający do Grand Prix po ubiegłorocznej kontuzji barku, obcokrajowiec Stali Rzeszów, Greg Hancock. Ostatecznie Amerykanin zajął 10. pozycję, a miejsce w półfinale przegrał z Bartoszem Zmarzlikiem mniejszą ilością zwycięstw w fazie zasadniczej. Oprócz piorunujących startów i nieco asekuracyjnej jazdy na dystansie, fanom z pewnością zapadnie w pamięci to, co Hancock zrobił w 3. biegu, gdy po upadku pozbierał się szybko z toru, dzięki czemu sędzia nie musiał przerywać wyścigu. „Grin” kontynuował ten wyścig, ale na metę przyjechał ze stratą ponad pół okrążenia do rywali. Mimo tego faktu, zjeżdżającego do parku maszyn Amerykanina żegnała burza braw. – Zawsze staram się postępować w stosunku do rywali fair i tak tez było w tym przypadku. Co do mojego końcowego występu to nie było źle, aczkolwiek zawsze mogło być lepiej. Szkoda, że nie udało mi się awansować do półfinałów, bo było to naprawdę blisko. To były jednak dopiero pierwsze zawody i jeszcze dużo ścigania przed nami. Ja się chcę po prostu cieszyć jazdą – mówił z rozbrajającym uśmiechem na twarzy niespełna 48-letni żużlowiec. Największy pechowcem sobotniej rywalizacji bez wątpienia można z kolei uznać Duńczyka, Nickiego Pedersen, który do turnieju przystąpił ze złamaną kością prawej ręki. Gołym okiem było widać, że kontuzja mocno dawała się we znaki „Powerowi”, a na domiar złego zaliczył on groźny upadek w swoim 4. wyścigu. Po nim wycofał się z zawodów i jak sam zapowiada, nie wykluczone, że zrobi sobie przerwę w startach do kolejnego turnieju Grand Prix. Ten już 26 maja w Pradze. Mocno poobijany stolicę Polski opuszczał także Emil Sajfutdinow, którego bezpardonowo w bandę „wprasował” Krzysztof Kasprzak, a także Patryk Dudek. Ten ostatnim miał największe zastrzeżenia do stanu ułożonego przez Ole Olsena toru, który w zgodnej opinii nie był tym razem tak dobry, jak przed rokiem i sprawiał zawodnikom sporo kłopotów.

(Nie) powrócą już…

Z racji tego, że Grand Prix w Warszawie po raz pierwszy w historii rozgrywane było przy otwartym dachu stadionu, mógł je zakończyć efektowny pokaz fajerwerków, a 55 tys. kibiców opuszczających trybuny, żegnał „Wehikuł czasu” grupy Dżem. Wbrew jego słowom: „To już minęło, te czasy, ten luz. Wspaniali ludzie nie powrócą, nie powrócą już!”- tysiące fanów z pewnością wróci do Warszawy za rok, by ponownie z trybun PGE Narodowego obejrzeć zmagania najlepszych żużlowców globu. Tam po prostu trzeba być!

WYNIKI

1. Tai Woffinden (Wielka Brytania) 15 (2,0,2,3,3,2,3), 2. Maciej Janowski (Polska) 13 (1,2,2,3,1,2,2), 3. Fredrik Lindgren (Szwecja) 16 (2,3,3,1,3,3,1), 4. Artiom Laguta (Rosja) 13 (3,3,3,0,1,3,0), 5. Chris Holder (Australia) 10 (2,2,2,3,0,1), 6. Patryk Dudek (Polska) 10 (2,2,1,2,3,0), 7. Matej Zagar (Słowenia) 9 (3,0,0,3,3,0), 8. Bartosz Zmarzlik (Polska) 9 (3,1,3,0,1,1), 9. Emil Sajfutdinow (Rosja) 8 (0,1,3,2,2), 10. Greg Hancock (USA) 8 (0,3,2,1,2), 11. Krzysztof Kasprzak (Polska) 7 (3,3,w,1,0), 12. Jason Doyle (Australia) 5 (w,2,t,1,2), 13. Niels Kristian Iversen (Dania) 4 (1,0,1,2,0), 14. Przemysław Pawlicki (Polska) 3 (1,0,1,w,1), 15. Maksym Drabik (Polska) 2 (0,2), 16. Bartosz Smektała (Polska) 2 (2), 17. Craig Cook (Wielka Brytania) 2 (0,1,1,0,0), 18. Nicki Pedersen (Dania) 2 (1,1,d,w,-)

Półfinał I: Lindgren, Janowski, Holder, Dudek.

Półfinał II: Łaguta, Woffinden, Zmarzlik, Zagar.

Finał: Woffinden, Janowski, Lindgren, Laguta.

mj

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o