Bratankowie się nie buntują

Rzeszowianka KAROLINA BOROWIEC ukończyła filologię węgierską na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Jest tłumaczem, pilotem wycieczek krajowych i zagranicznych, pracuje w biurze turystyczno-usługowym „Traper”. Mężatka, matka trzech córek, które uwielbiają węgierskie lángose, baseny termalne i zjeżdżalnie. Fot. Paweł Dubiel

Rzeszowianka KAROLINA BOROWIEC ukończyła filologię węgierską na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Jest tłumaczem, pilotem wycieczek krajowych i zagranicznych, pracuje w biurze turystyczno-usługowym „Traper”. Mężatka, matka trzech córek, które uwielbiają węgierskie lángose, baseny termalne i zjeżdżalnie. Fot. Paweł Dubiel

SuperWywiad z Karoliną Borowiec, przewodniczką i tłumaczką języka węgierskiego.

- Przeciętnemu Węgrowi żyje się gorzej, odkąd do władzy doszedł Viktor Orbán?
- Zależy, jaką opcję popiera. Ale nawet przeciwnicy Orbána – znam takich – przyznają, że zrobił on wiele dobrego. Obniżył choćby ceny prądu, co poważnie wzmocniło domowe budżety. Pamiętajmy, że rządzący od 8 lat Orbán przejmował władzę, gdy na Węgrzech szalał kryzys gospodarczy i polityczny. Młyny, elektrownie, fabryki należały do Włochów, Francuzów i Austriaków, teraz z powrotem znalazły się w węgierskich rękach. Oczywiście przejęcia odbywały się różnymi drogami, wielu Węgrów uważa ponadto, że Orbán się zapędził, majstrując przy konstytucji i ordynacji wyborczej. A jednak podczas kolejnych wyborów głosują na niego, tłumacząc, że lepiej postawić na zło, które się zna.

- Węgry mają swoje 500+?
- Nie, ale rodziny posiadające więcej, niż jedno dziecko, nie płacą podatków. Do niedawna Węgrzy żartowali, że za przyrost naturalny odpowiadali Cyganie, czyli największa w tym kraju mniejszość narodowa, jednak teraz sami wzięli się do roboty. Efekt jest taki, że na Węgrzech rodzi się coraz więcej dzieci. Uwolnienie rodzin od podatków okazało się strzałem w dziesiątkę.

- Węgrzy nie boją się, że Orbán pcha ich ku Rosji, że wojuje z Unią Europejską?
- Sama nie wiem…Oni nie wybiegają w przyszłość, śmieją się, że chodzi o to, żeby w ogóle przeżyć. Są małym narodem, dużo bardziej ostrożnym niż Polacy, nie takim bojowym. My chwytamy za szablę, a dopiero potem myślimy. U Węgrów ten instynkt samozachowawczy jest dużo bardziej rozwinięty. Protestów przeciwko władzy, wystąpień publicznych, jest znacznie mniej niż w Polsce.

- Niższy jest też chyba poziom życia?
- Węgrzy mniej zarabiają, a żywność mają droższą. Za Orbána pogłębiła się przepaść między bogatymi a biednymi, kurczy się klasa średnia. Węgry to zamożny, europejski Budapeszt i cała reszta, czyli zaniedbane peryferie. Nawet w drugim największym mieście, Debreczynie, widać biedę, która w Polsce nie jest aż tak wyraźna.

- Jeżdżę z rodziną na wakacje do Berekfürdő, gdzie czas jakby się zatrzymał. Słabo zaopatrzone sklepy, jedna restauracja z prawdziwego zdarzenia, pozostałe zamykają kuchnię o godzinie 16.
- Cóż, południowo-wschodnie Węgry są specyficzne. Choć i w takim Tokaju pójdzie pan na zakupy i pocałuje klamkę, bo obsługa sklepu poszła na obiad. Węgrom nigdzie się nie spieszy, mają naturę południowców i powiedzmy sobie szczerze: są bardziej leniwi od Polaków. Przy granicy ze Słowacją zrobili kolejkę górską i wybudowali wieżę widokową. Przyjeżdża pan jednak w szczycie sezonu, a sklepiki zamknięte na głucho. W Polsce to nie do pomyślenia. Sami Węgrzy przyznają zresztą, że znane uzdrowisko Hajdúszoboszló prosperuje dzięki Polakom. To my nauczyliśmy miejscowych, jak należy prowadzić turystyczny biznes.

- Za komuny było inaczej. Węgrzy mieli owoce, słodkie napoje w kartonach, czekoladę…
- …klocki Lego (śmiech). Jeździło się na Węgry na zakupy, lecz ten socjalizm z ludzką twarzą stanowił dla Węgrów pewnego rodzaju pułapkę. Na półkach mieli wszystko, ale w kieszeniach pusto. Odwrotnie niż w Polsce.

- Wróćmy do czasów współczesnych. Ma pani węgierskich znajomych, którzy stracili pracę, bo narazili się władzy?
- Nie znam osoby, która zostałaby pokrzywdzona. Co nie znaczy, że Węgrzy nie spoglądają krytycznie na to, co się u nich dzieje. Jechałam kiedyś taksówką przez most Małgorzaty, skąd rozpościera się fantastyczny widok na budynek węgierskiego parlamentu. Mówię, że fajnie byłoby pracować w takim miejscu, a taksówkarz: – Owszem. W najwspanialszym cyrku świata, gdzie siedzą najwspanialsze małpy. Nawiązując jeszcze do różnic w poziomie życia, bo mi się przypomniało, warto wspomnieć o służbie zdrowia. Będąc niegdyś w węgierskim szpitalu miałam okazję przekonać się, że polskie problemy z lekarzami i dyżurami to mały pikuś przy węgierskich perypetiach.

- Madziarzy w ogóle interesują się polityką, toczą zażarte spory?
- Temperament to oni mają, ale podczas imprez. Na co dzień są raczej flegmatyczni i mało wylewni. Koleżanka dopiero po dwóch miesiącach powiedziała mi o swojej chorobie. U nas jest inaczej, jeden pomaga drugiemu, uruchamia znajomości. Polityką Węgrzy też się nie ekscytują.

- Bálint Magyar, węgierski socjolog i były minister oświaty, współczesne Węgry opisuje jako państwo mafijne. Rodzina i znajomi Orbána zarabiają miliony na przejmowaniu państwowych przedsiębiorstw. Z kolei „Financial Times” przedstawił sylwetkę Lőrinca Mészárosa, przyjaciela Orbána z dzieciństwa, który jeszcze kilka lat temu był gazownikiem, a dziś jest piątym najbogatszym Węgrem. Mészáros bogaci się szybciej od Marka Zuckerberga, założyciela Facebooka.
- Cóż, sama jestem ciekawa, jak rozwinie się sytuacja w tym kraju. Sami Węgrzy unikają rozmów o polityce. Gdy o coś ich spytać, uśmiechają się gorzko, czasem machną ręką, jakby mówili: nie ma o czym gadać. Albo rzucą hasło: gorzej być nie może. Wydają się być pogodzeni z losem, choć gdy Orbán zamierzał kontrolować Internet, zbuntowali się i wyszli na ulice. To był jednak odosobniony przypadek.

- Cytowany przeze mnie Balint Magyar zwraca uwagę, iż Węgry w poprzednim stuleciu zaliczały same klęski. W obu wojnach światowych kraj znalazł się po stronie przegranych, rewolucja 1956 roku została krwawo stłumiona przez Sowietów. Słowem: Węgrzy nie wynieśli ze swoich zrywów postaw heroicznych i dziś są niezdolni do większego protestu.
- Mają inną naturę. Mimo że zamieszkują centrum Europy, są narodem wyobcowanym. Przywiało ich nie wiadomo skąd, gdzieś z azjatyckich stepów. Posługują się niezrozumiałym dla innych językiem. U nich nawet uniwersalne słowa brzmią egzotycznie. Ksero to fénymásolás, a komputer számitógép. Polacy wyjeżdżają za granicę do pracy, a Węgrzy się boją, choć do Niemiec czy Austrii mają rzut kamieniem.

- Unikalny język może być powodem do dumy…
- Dla nich to raczej obciążenie. Polak pojedzie na Ukrainę, Słowację albo do Czech i zrozumie, co do niego mówią, Węgrzy takiej szansy nie mają. Gdy mówię swoim węgierskim przyjaciołom, że muszą być bardziej otwarci, kierować się w stronę zachodniej cywilizacji, to tylko wzruszają ramionami. Z wynoszeniem bohaterów narodowych na piedestał też mają problem, z monarchii Austro-Węgierskiej nie są specjalnie dumni. Woleliby nie dzielić się władzą z Habsburgami.

- Dla mnie Polak posługujący się językiem węgierskim jest bohaterem.
- Bez przesady, to wcale nie taki trudny język. Uczyłam się też fińskiego i estońskiego, czyli języków z tej samej grupy, a taki norweski to już masakra (śmiech). Dla Polaków najtrudniejsza w węgierskim jest wymowa. Słowa są bowiem budowane przez dokładanie kolejnych końcówek, skomplikowana jest także pisownia, ale gramatyka już nie. Trzeba jednak przyznać, że drugiego tak dziwnego języka jak węgierski, nie ma.

- Czy jest coś, czego Węgrzy zazdroszczą Polakom?
- Odwagi. Imponuje im też nasza zaradność, to, że jesteśmy tacy pyskaci. Polscy studenci w Budapeszcie wszystko sobie załatwią. Moi węgierscy znajomi wzdychają często. – O Jezu, przyjeżdżają Polacy. Znowu będą jakieś dyskusje (śmiech).

- Polak-Węgier, dwa bratanki… Często odnoszą się do tego hasła?
- Bywam na Węgrzech od dziecka, czasem kilka razy w roku, pomieszkiwałam tam i nigdy nie odmówiono mi pomocy. Węgrzy podkreślają, że jesteśmy bratankami. Pamiętają o wspólnej historii, wspólnych królach i wspólnych wrogach. Zanim Orbán doszedł do władzy, nad Dunajem istniało pojęcie „Ekspres Warszawa” – Węgrzy po prostu brali przykład z Polaków. Dziś wygląda to trochę inaczej, to polski rząd pragnie wzorować się na polityce Orbána.

- Polacy tłumnie wypoczywają nad Balatonem i węgierskimi kąpieliskami, a czy Węgrzy do nas przyjeżdżają?
- Praktycznie tylko do Zakopanego i Krakowa. Tak już mają, niestety.

- W Polsce mogą skosztować placków po węgiersku.
- Potrawy na Węgrzech nieznanej (śmiech). Oni umieją zrobić placka ziemniaczanego, ale nie z gulaszem. Nazywa się to lapcsánka. Nie rozumieją również, jak można ugotować zupę z buraka czerwonego. Kiedyś podałam u siebie w domu, to siedzieli nad tym barszczem godzinę. Przyniosłam więc coś innego, bo umarliby z głodu.

- W Polsce wielką rolę w życiu społecznym odgrywa kościół katolicki. A na Węgrzech?
- Wiele osób przyznaje się do wiary, ale z praktyką jest na bakier. Kościoły może nie świecą pustkami, lecz z Polską nie ma porównania. Pamiętajmy jednak, że na Węgrzech istniał silny ruch reformacki, niemalże cały Debreczyn jest protestancki. W naszych narodach znajdziemy więcej różnic niż podobieństw, dlatego zastanawiam się, skąd ta niesamowita więź między Polakami a Węgrami?

- A skąd u pani fascynacja tym krajem?
- Chciałam studiować filologię polską, ale mama polonistka postawiła stanowcze weto. Tato podpowiedział, że może egzotyczny węgierski nie byłby złą opcją i tak się zaczęło. Największą frajdę mam wtedy, gdy Węgrzy odkryją, iż rozumiem, co mówią. Ich wyraz twarzy jest wtedy bezcenny (śmiech). Węgrzy są wyalienowani, ale możemy się od nich nauczyć luzu. Nie zrobimy czegoś dziś tylko jutro i świat się nie zawali. No, chyba że umrzemy, ale to wie tylko Pan Bóg – oto ich postawa.

- Węgierski film, literatura. Coś pani poleca?
- Niekoniecznie, bo to wszystko strasznie przytłaczające. Miałam kiedyś przybliżyć Węgry polskim dzieciom. Poprosiłam koleżankę o węgierskie bajki, ale jak przysłała, to, Jezu!

- Bracia Grimm?
- Gorzej! Jeśli na tym się wychowujecie, to nie dziwota, że jesteście tacy depresyjni – mówię do niej. Może i Sándor Petőfi pisał górnolotne, zagrzewające do boju dzieła, lecz na pewno był w mniejszości. Powszechnie wiadomo, że na Węgrzech odsetek osób odbierających sobie życie należy do najwyższych w świecie. Most Franciszka Józefa w Budapeszcie nieoficjalnie nosi nazwę Mostu Samobójców. Jednak bez względu na wszystko, lubię Węgrów i dobrze się bawię w ich towarzystwie.

- W zabawie pomoże palinka.
- Zwłaszcza, gdy Węgrzy pieką swoją słynną słoninę tzw. szalonna sütés, koniecznie mangalica szalonna. Mangalica to rodzaj świni, która od wieków hodowana była właśnie przez Węgrów. Jej najbardziej charakterystyczną cechą jest długie włosie.

- Skoro przeszliśmy płynnie do napojów wyskokowych, to proszę polecić dobre, węgierskie wino.
- Każdy region na Węgrzech to inny… kolor wina. W Tokaju kupujmy tylko białe – Tokaji Aszú, Tokaji Hárslevelű czy Tokaji Sárgamuszkotályi, w Egerze czerwone, choć niekoniecznie tak popularną wśród Polaków Egri Bikavér „Byczą krew”, bardziej Egri Merlot bądź Egri Medina, a nad Balatonem białe i różowe wino Szürkebarát, Olaszrizling czy Királyleányka. Moim faworytem pozostaje niezmiennie wino kupowane w Tokaju u pewnej babci – półsłodki tokaj w plastikowej butelce. Niebo w gębie, co potwierdzają wszyscy znajomi.

Rozmawiał TOMASZ SZELIGA

do “Bratankowie się nie buntują”

  1. szeptucha

    … Francuzów nauczyliśmy jeść widelcem, a Węgrów pić wino, najchętniej Węgrzyna z Tokaju…..
    A zamknięte sklepy?
    Pora obiadowa i nikt nie przyjdzie więc personel też na obiedzie. W krajach południowych sjesta jest 2-u godzinna.

    • ROMAN

      No nie tylko jeść tymi widelcami ale i poznali przebywając na Wawelu ( nie pamiętam który to był wiek – ale dawno no bardzo dawno temu)- co to jest za wynalazek
      ” Sracz” bo Oni załatwiali się gdzie popadnie a najczęściej sikali i srali w tych otwartych kominkach
      Podobne sytuacje widziałem i nie tak dawno bo w 2011 że zjawiska : załatwianie potrzeb fizjologicznych jak im się zechce to zalatwiali tam gdzie stali : pod krzakiem / za drzewem / przy samochodzie / za załomem muru – czyli wieki minęły a przyzwyczajenia zostały i kto od kogo ma sie uczyć ? CO.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.