Brodaty snajper z Tarnobrzega

Jakub Dłoniak dość niespodziewanie wyrósł na lidera Jeziora i jednego z najbardziej wartościowych koszykarzy ligi. Fot. Bogdan Myśliwiec

TBL. Skrzydłowy Jeziora Jakub Dłoniak to najlepszy polski strzelec w lidze zdominowanej przez Amerykanów.

Jakub Dłoniak wyrósł na absolutnego lidera Jeziora Tarnobrzeg. Z brzydkiego kaczątka przeistoczył się w łabędzia, który zdobywa średnio 18 punktów w meczu. – To tytan pracy. Do tej pory był zawodnikiem drugiego planu, ale jego niezwykły talent rzutowy może go zaprowadzić na sam szczyt – nie ma wątpliwości Dariusz Szczubiał, trener tarnobrzeskiego zespołu, który w swojej karierze widział już wielu wybitnych zawodników.

Walter Hodge ze Stelmetu Zielona Góra, Ben McCauley z Polpharmy Starogard Gdański i Jakub Dłoniak – oto czołówka najlepiej punktujących zawodników ekstraklasy. Drugi z Polaków na tej liście, Łukasz Wiśniewski z AZS Koszalin, jest dopiero siódmy. Dłoniaka, który poprzedni sezon w Zielonej Górze mógł spisać na straty (na wskutek nieporozumień z trenerem) doceniają także kibice i fachowcy. W sondzie na stronie plk.pl „Kto najbardziej wyróżniał się w pierwszej rundzie I etapu TBL?” ustąpił miejsca jedynie Krzysztofowi Szubardze (Anwil Włocławek) i Yemi Gadri-Nicholsonowi (Czarni Słupsk).

Gała telepała
Dłoniaka szum wokół własnej osoby nie drażni ani nie peszy. „Przegląd Sportowy” poświęcił mu ostatnio pół kolumny, zwracając uwagę na specyficzny język, jakim posługuje się zawodnik. Używany przez Jakuba podwórkowy slang ponoć przysparza mu dodatkowej sympatii. W sobotę Dłoniak poprowadził Jezioro do zwycięstwa nad mocnym AZS-em Koszalin, zdobywając 23 punkty. Po meczu, w którym zaczął trafiać dopiero po przerwie, przyznawał w swoim stylu. – Trochę mnie telepało, ale próbowałem do skutku. Jedna gała nie chciała wpaść, druga też nie, potem już poszło. Byłem konsekwentny, bo wiedziałem, że w końcu odpali – tłumaczył.

Brody nie zetnę!
Triumf Jeziora oglądał z trybun brat Jakuba, na co dzień bramkarz IV-ligowego piłkarskiego Stilonu Gorzów. – Jechał 700 kilometrów, jak mogłem się nie pokazać – uśmiecha się koszykarz, który imponuje również…brodą. Długą i wymodelowaną, trochę na wzór zawodników NBA. – Nie zgolę jej! – zapewnia. – Narzeczonej Natalii się podoba, więc w czym problem? Brat trochę mnie ciśnie, naśmiewa się, że jestem rudzielcem, ale mi to pasuje.

Na pytanie, skąd tak nagły skok formy, odpowiada: – Koszykówka to moja pasja, cel w życiu. Gram dla wszystkich, których kocham i szanuję. To mnie niesamowicie nakręca. Jezioro może namieszać w lidze. Zaczęliśmy dobrze bronić, a to już bardzo dużo – zapewnia.

Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.