Były dyrektor muzeum kontra następca

Wojciech Władyczyn mówi, że Olbromski plecie bzdury. Fot. Autor

PRZEMYŚL. “Dezinformacja w peerelowskim stylu” czyli potyczki słowne między Olbromskim a Władyczynem.

Kilka dni temu ukazał się na naszych łamach artykuł “Odwołanie Olbromskiego wciąż żywe”, w którym aktualnie kierujący Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej, Wojciech Władyczyn krytykował apel środowisk niepodległościowych z okresu PRL-u. Wystąpiły one w obronie odwołanego Mariusza Olbromskiego, a przeciw Wojciechowi Władyczynowi, nazywając go “dygnitarzem komunistycznym”. Z tym, co w tej sprawie powiedział nam Władyczyn polemizuje Olbromski.

- Władyczyn to były wicewojewoda z okresu PRL-u –, mianowany w 1984 roku przez generała Jaruzelskiego, a twierdzi, że nie był komunistycznym dygnitarzem. Przemilcza też fakt, że w jego gestii, poza  kulturą, pozostawała też w tym ponurym okresie oświata i religia. Ocenę jego funkcji w komunistycznym aparacie pozostawiam Czytelnikom.- pisze do nas Mariusz Olbromski. I dalej dodaje, że Wojciech Władyczyn posługuje się dezinformacją w peerelowskim stylu.- Twierdzi, że zastał muzeum w stanie opłakanym – przypomina jego wypowiedź z artykułu Olbromski. -  Trudno o większą obłudę w sytuacji, gdy muzeum miało swe największe osiągnięcia w stuletniej historii – przypomina. – To trzy od podstaw zorganizowane muzea i wspaniała działalność. Kłamstwem jest również twierdzenie, że muzeum było na skraju bankructwa – podkreśla eksdyrektor MNZP. – Gdybym dalej pracował, to potrafiłbym rozwiązać problemy finansowe, jak w latach poprzednich. Nie bez wpływu na kondycję finansową muzeum był fakt, że Władyczyn pobrał półroczną dyrektorską odprawę emerytalną i zaraz po jej zainkasowaniu szybko wrócił jako dyrektor do muzeum. I starczyło mu jeszcze pieniędzy na podwyżki dla kilkunastu “wybranych” osób – stwierdza Olbromski.  Dalej podkreśla , że nagłaśniane przez Władyczyna spektakularne sukcesy wystawiennicze są efektem realizacji jedynie części planu działalności, który został opracowany przez Olbromskiego i zwolnioną dr Martę Trojanowską. – Zamiast zajmować się niszczeniem cudzego dorobku i podważaniem autorytetów, lepiej by było, gdyby Władyczyn zadbał o takie elementarne, a ważne dla muzeum sprawy, jak chociażby zrzucenie śniegu z dachu, by woda nie zalewała wnętrza i nie spadały płytki. Trzeba dodać, że termin napraw gwarancyjnych upłynął właśnie już w okresie  urzędowania Władyczyna – zauważa Olbromski. A na temat przyjęcia jednego z pracowników pod rzekomym naciskiem, radzi by Władyczyn przypomniał sobie, jak to przed laty było z jego zatrudnieniem na stanowisku wicedyrektora. Wojciech Wladyczyn z tym, co pisze o nim Mariusz Olbromski, dyskutować nie chce. – Pan Olbromski plecie głupoty – mówi W. Władyczyn. – Powody, dla których to robi i styl postępowania  pozostawiam ocenie Czytelników – dodaje.

Monika Kamińska

do “Były dyrektor muzeum kontra następca”

  1. marco

    Tak to już jest w tym kraju.Każdy ciągnie do koryta.

  2. edi

    czego jeszcze trzymają tego emeryta

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.