Cały czas w lewo

Taką widowiskową jazdą popisywał się podczas XXVIII Memoriału im. Eugeniusza Nazimka Janusz Stachyra.

Byli zawodnicy rzeszowskiej Stali opowiadają o swoich karierach, wrażeniach z Memoriału Nazimka i o tym, co robią obecnie.

XXVIII Memoriał im. Eugeniusza Nazimka był okazją do spotkania wielu znakomitych żużlowców, którzy w przeszłości stanowili o sile rzeszowskiej Stali. Część z nich ponownie zaprezentowała się na torze. – Żużel bardzo się zmienił, jednak z drugiej strony jeździmy cały czas w lewo – podsumował niedzielną imprezę Romual Janusz, który obecnie jest pracownikiem jednego z serwisów samochodowych.

Największe owacje wśród zgromadzonej publiczności wywołało pojawienie się na torze Piotra Winiarza. – Chciałem podziękować pani prezes Marcie Półtorak, za umożliwienie mi ponownego wyjazdu na tor. W nocy poprzedzającej “Nazimka” nie mogłem spać. Przed turniejem nie miałem okazji trenować, ale z jadą na żużlu jest podobnie jak z jazdą na rowerze czy pływaniem: tego się nie zapomina – dzielił się wrażeniami “Siwy”.

Stachyra w formie

Znakomitą dyspozycję zaprezentował Janusz Stachyra, który obecnie pomaga w przygotowaniu sprzętu swojemu synowi, Dawidowi. – Kondycji mi nie brakuje. Mógłbym startować w oldbojach, albo np. zdać licencję na lód. Ponoć zawodnicy po 50-tce w tej dyscyplinie radzą sobie nieźle – żartował Stachyra senior. Innym zawodnikiem, który pojawił się na rzeszowskim torze był Ryszard Romaniak, startujący w reprezentacyjnym kevlarze Pawła Miesiąca. – Swojej “skóry”, która była zrobiona na wzór ubioru Ivana Maugera, już nie mam, bowiem zostawiłem ją szkółce. Jestem bardzo zadowolony z faktu, że jeszcze raz mieliśmy możliwość pojawienia się na torze – mówił Romaniak. Zadowolony z niedzielnej imprezy był również Andrzej Surowiec: – Fajnie było znowu sobie pojeździć, ale za krótko (śmiech). Trochę tremy było, bowiem przecież patrzyli na nas kibice. Przypomniały się stare, dobre czasy, kiedy co niedzielę zakładało się skórę – wspominał Surowiec, który obecnie szkoli młodych adeptów speedwaya w Krakowie.

Ślączkę boli serce

- Nie ten wiek, nie ten pesel, nie te emocje – przyznał z kolei Janusz Ślączka, który dodał: – Kiedyś było jedno. Trzeba było wygrać, nie było pozycji straconych. Teraz widzę mecze i naprawdę serce mnie boli, jeżeli zawodnik zamyka gaz, zjeżdża z toru i nie chce dalej kontynuować wyścigu. Dawniej tego nie było. Teraz liczy się tylko pieniądz. Za moich czasów jak ktoś mnie zapraszał na turniej, to jechał nawet za przysłowiowy proporczyk. Teraz pierwsze pytanie jaki się pojawia to za ile?

Co to jest w ogóle żużel?

Gościem “Nazimka” był również Bogdan Ciupak, który przez niemal całą swoją karierę związany był z Krosnem. – Krośnieński żużel zawsze kręcił się na takim średnim poziomie. Nie miałem ochoty wyjechać w niedzielę na tor. Zrobiłem się wygodny, a tak musiałbym się przebrać, wybrudziłbym się, musiałbym się umyć – żartował Ciupak, który dzielił się zabawnymi anegdotami ze swojego życia. – Kiedyś w Nowym Jorku podeszli do mnie jacyś ludzie i zapytali, czy nie miałem nic wspólnego z żużlem, bo jestem podobny do faceta, który startował w Krośnie. Ja im na to, że nie. Pytam ich co to jest w ogóle żużel (śmiech) – żartował Ciupak, który obecnie pracuje głównie za zagranicą i ze speedwayem nie ma nic wspólnego.

Marcin Jeżowski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.