Chciał być jak Hitler i Breivik

31-latek zaatakował brata, gdy ten odpoczywał> najpierw skatował mu pięściami twarz, a potem kuchennym nożem zadał mu cztery ciosy. Chciał, żeby cierpiał, tak jak on miał cierpieć w więzieniu. Fot. Bogdan Myśliwiec

Bez skrupułów zabił własnego ojca i chciał zabić brata. Do czego jeszcze zdolny jest 31-latek z Podkarpacia, który podziwia największych światowych zbrodniarzy?

Bartłomiej Z. trafił do więzienia w wieku 21 lat za zabójstwo ojca. Gdy po 10 latach opuścił zakład karny, miał przerażające poglądy na świat. Imponowali mu Hitler, Stalin i Breivik. Matce i bratu, którzy czekali na jego powrót oświadczył, że są gorszą częścią ludzkości, on natomiast jako jeden z oświeconych, należy do tej lepszej.

Przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu ruszył we wtorek proces 31-letniego Bartłomieja Z. z Padwi Narodowej. Prokuratura zarzuca mężczyźnie usiłowanie zabójstwa młodszego brata. Do zdarzenia doszło zaledwie 21 dni po tym, jak mężczyzna opuścił zakład karny, gdzie odsiadywał wyrok 10 lat więzienia za zabójstwo ojca.

Czekaliśmy na niego
Rodzina Bartłomieja Z. wiedziała, że 18 grudnia 2012 roku mężczyzna po 10 latach nieobecności w domu wychodzi na wolność. Podczas wtorkowej rozprawy brat Bartłomieja, 27-letni Adam, wspominał szczegółowo tamtej dzień.

- Mama poprosiła mnie, abym pojechał do Tarnobrzega i sprawdził, czy brat nie czeka gdzieś na dworcu, albo nie błąka się po mieście. Pojechałem więc, pokręciłem się po mieście, ale nigdzie go nie widziałem. Zawróciłem i pojechałem jeszcze do Mielca. Tam jednak też go nie było – mówił Adam Z. – Brat pojawił się w domu dzień później. Przywitaliśmy się, ale nie rozmawialiśmy. Usiadł w kuchni z mamą. Kilka dni później przyjechałem z nim do sądu w Tarnobrzegu, gdzie odebrał talon żywnościowy dla opuszczających zakład karny. To było 500 zł, pojechałem z nim do marketu i go zrealizowaliśmy. W ciągu kolejnych dni także podrzucałem go w różne miejsca, gdzie chciał coś załatwić.

Zmienił poglądy religijne
Adam Z., który w procesie przeciwko swojemu bratu występuje w charakterze pokrzywdzonego i oskarżyciela posiłkowego przyznaje, że brat po powrocie rozmawiał głównie z mamą. Rozmowy dotyczyły głównie religii i spraw światopoglądowych.

- Niewiele z nim rozmawiałem, bo brat miał wiele dziwnych przemyśleń religijnych i dotyczących otaczającego go świata. Mówił mi raz, że my tu na wolności żyjemy w jakimś układzie i jesteśmy urabiani. Twierdził, że w zakładzie karnym spotkał kogoś, kto go oświecił. Mówił, że ludzie dzielą się na lepszych i gorszych. Był pod wrażeniem Hitlera, Stalina i Breivika. Podziwiał to, czego oni dokonali – mówi 27-latek. Mama jest zagorzałą katoliczką, ale rozmawiała z nim o tych sprawach. Ja czułem, że nie mam z nim o czym rozmawiać. Szykowałem się do wyjazdu za granicę i nie wdawałem się w te dysputy.

Chciał części spadku po ojcu
Bartłomiej Z. także pamięta pierwsze dni po powrocie do domu. Przyznał podczas składania wyjaśnień przed sądem, że przez 10 lat pobytu w więzieniu dręczyło go to, dlaczego rodzina zeznawała przeciwko niemu.

- Cały czas w więzieniu zastanawiałem się, dlaczego moja rodzina zeznawała przeciwko mnie, miałem do nich żal, miałem poczucie krzywdy, mimo że odwiedzali mnie w więzieniu i otrzymywałem od matki paczki – mówił 31-latek. – Gdy wróciłem z więzienia chciałem, aby matka spłaciła mi spadek po ojcu, jaki mi się należy i chciałem wyjechać z Padwi i ułożyć sobie życie.

Brat, siostra i matka 31-latka przyjęli ojcobójcę po 10 latach odsiadki tak, jak umieli najlepiej. Nikt nie wyrażał żalu, co do wydarzeń sprzed 10 lat, a przypomnijmy, że mężczyzna  dopuścił się ojcobójstwa w czerwcu 2003 roku. Motywem zbrodni było ponoć to, że ofiara znęcała się nad rodziną. 21-letni wówczas mieszkaniec Padwi Narodowej pobił się z ojcem, w trakcie bójki odgryzł mu kawałek nosa i ucha, po czym udusił go i porzucił w przydrożnym rowie. Zwłoki mężczyzny kilka godzin później znalazł przechodzień.

Bartłomiej Z. przez dekadę spędzoną za kratami wydaje się jednak, że nie tyle myślał o ułożeniu sobie życia na nowo, co przede wszystkim podniecał w sobie żal do rodziny, o to, że zeznawali przeciwko niemu. I z takim nastawieniem wrócił do domu.

Ja umrę, ale ty zdechniesz
Siostra mężczyzny, którą sąd także przesłuchał na wtorkowej rozprawie przyznała, że po około dwóch tygodniach po powrocie brata przyjechała do domu i zwróciła mu uwagę, że nie powinien wydawać pieniędzy, które dostał od mamy na alkohol, ale poszukać sobie pracy.

- Powiedziałam bratu, co myślę na temat picia alkoholu, a on wtedy strasznie mnie zwyzywał. Opluł mnie i powiedział, że zdechnę. Ja mu odpowiedziałam, że wszyscy kiedyś umrą, a on na to, że on umrze, ale ja zdechnę – zeznała przed sądem siostra oskarżonego. – Jeszcze nigdy nie słyszałam takich słów. To było około tygodnia przed tym jak próbował zabić brata.

Chciał, żeby cierpiał
Do ataku na brata, za który Bartłomiej Z. stoi obecnie przed sądem, doszło 9 stycznia br. Bracia byli w swoim pokoju. Adam leżał na łóżku przy laptopie. 31-latek w pewnej chwili powiedział: Co zamierzasz zrobić z tym, że wróciłem i będę tu mieszkał? Ja odpowiedziałem, że nic, bo wyjeżdżam za granicę. On wtedy wyszedł do kuchni i wrócił z nożem. Najpierw zadał mi kilka ciosów pięścią w głowę, a potem cztery ciosy nożem, w brzuch i klatkę piersiową. Próbowałem się bronić, zaczęliśmy się szamotać, zaalarmowałem mamę. Wszystko działo się bardzo szybko, jakoś udało mi się wybiec przed dom, on mnie dalej szarpał, ale wyrwałem się z pomocą mamy. Uciekłem do sąsiada proszą o pomoc.

Nie chcę go widzieć na wolności
Oskarżony o usiłowanie zabójstwa brata 31-latek przyznał przed sądem, że powodem ataku był ironiczny uśmiech Adama oraz słowa „niewinni chyba nie idą siedzieć”. Miał on je wypowiedzieć krytycznego wieczoru w trakcie rozmowy o wydarzeniach sprzed 10 lat.

- Na pewno nie uśmiechałem się ironicznie, bo wiedziałem, że brata łatwo sprowokować. Co do zabójstwa ojca, nie wiem, czy powinienem był wtedy zeznawać, czy nie. Miałem tylko 16 lat. Pamiętam, że brat był wtedy nie do zniesienia w domu. 10 stycznia miałem wyjechać do pracy za granicę. Przez ten atak mam pocięte ścięgna dłoni, czeka mnie operacja. Musiałem zmienić wszystkie plany. Po tym, co teraz mi zrobił nie chcę go widzieć na wolności. Boję się go – przyznaje Adam.

Matka mężczyzny skorzystała z prawa odmowy zeznań. 31-latkowi za przestępstwo usiłowania zabójstwo popełnione w okresie recydywy grozi kara od 8 do 25 pozbawienia wolności, a nawet dożywocie.

Małgorzata Rokoszewska

do “Chciał być jak Hitler i Breivik”

  1. gall anonim

    Do PSYCHIATRYKA powinni go wsadzić,zanim znowu kogoś zabije

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.