Chciał się zabić nad Wisłoką

MIELEC. Dotarliśmy do dyżurnego, który uratował życie 16-letniego samobójcy.

Po tym, jak ukochana powiedziała mu „spadaj”, 16-latek nie wyobrażał sobie już życia. To był zbyt bolesny cios. I to w samo serce. W sobotę (12 bm.), dwa dni przed walentynkami postanowił się zabić. Chciał to zrobić nad Wisłoką. Po prostu wejść na kładkę, przechylić się przez barierkę i skoczyć do rzeki. Nie żartował. Bo o samobójstwie mówił już wcześniej. Pisał o tym również na jednym z portali społecznościowych.

Całe szczęście, że przedtem zadzwonił na Komendę Powiatową Policji w Mielcu. Telefon ok. godz. 21 odebrał dyżurny asp. Bogdan Gawron. W słuchawce młody, męski głos poinformował, że chce zgłosić samobójstwo, nie mówiąc o kogo chodzi.

„Tłumaczyłem mu, że nie jest jeszcze za późno”

- Dopiero w czasie rozmowy wynikło, że chodzi właśnie o niego – relacjonuje Super Nowościom aspirant Gawron. – Mówił, że od dłuższego czasu miał kłopoty z dziewczyną, a teraz go zostawiła. Oznajmił, że jest się na kładce nad Wisłoką i zamierza skoczyć do rzeki. Natychmiast wysłałem tam policjantów i cały czas podtrzymywałem kontakt. Tłumaczyłem mu, że nie jest jeszcze za późno. Tym bardziej, że zbliżają się przecież walentynki.

Mundurowi „po cichutku” przybyli we wskazane miejsce. Jeden z nich przewrócił kurtkę na drugą stronę, żeby nie było widać, że jest policjantem. A chłopak tak się zagłębił w rozmowę telefoniczną z dyżurnym, że nie zwracał uwagi na to, co się dzieje po jego bokach. To pozwoliło na skuteczną interwencję. Funkcjonariusz z odwróconą kurtką szybko podszedł do desperata, który już przechylał się przez barierkę, i obezwładnił go przez tzw. zaskoczenie.

„Ja tylko wykonywałem swoją pracę”

Zaraz potem wezwano karetkę pogotowia, która przewiozła nastolatka do Szpitala Powiatowego w Mielcu. Tam zapewniono mu stosowną opiekę psychologiczną. – My dorośli często bagatelizujemy takie problemy, a dla ludzi młodych często są to sprawy życia i śmierci – komentuje podkom. Wiesław Kluk z KPP Mielec. – Inna sprawa, że młodzi ludzie często nadużywają emocjonalnych stanów i szantażują otoczenie. Naprawdę różnie to bywa.

Są dwa scenariusze: albo był to rozpaczliwy krzyk bólu zranionego nastolatka, albo realna próba samobójstwa. W obu tych przypadkach niebagatelną rolę odegrał dyżurny, który siłą spokoju być może ocalił 16-latkowi życie. – Nie wykluczamy tego – zaznacza podkom. Kluk. – Bez przesady! Ja po prostu wykonywałem swoją pracę – protestuje Bogdan Gawron.

Paweł Galek

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.