- Chcieli mnie zatłuc jak zwierzę. To była rzeźnia!

Szymon Konieczny zdaje sobie sprawę z tego, że to nie koniec sprawy, bo w sądzie stanie twarzą w twarz ze swoimi oprawcami. Fot. Ilona Dziedzic

Szymon Konieczny zdaje sobie sprawę z tego, że to nie koniec sprawy, bo w sądzie stanie twarzą w twarz ze swoimi oprawcami. Fot. Ilona Dziedzic

JASŁO. Koszmar, który spotkał skatowanego Szymona, jeszcze się nie skończył. Wciąż ma przed oczami twarze swoich oprawców. Boi się, że będą się na nim mścić.

27-letni Szymon przeżył największy horror w swoim życiu. Myślał, że to już koniec, że zginie nie mając szansy pożegnać się z najbliższymi. Przez trzy godziny oprawcy znęcali się nad bezbronnym chłopakiem. – Chcieli mnie zatłuc jak zwierzę. Jedną nogą byłem już na tamtym świecie – mówi przerażony.

28 lutego 2017 r. – w tym dniu doszło do wstrząsających wydarzeń, które rozegrały się wieczorem w mieszkaniu Szymona Koniecznego przy ul. Krasińskiego w Jaśle. Dochodziła godzina 18, kiedy Szymon miał wyjść z domu na kolację do rodziców. W pewnym momencie zadzwonił domofon, a po drugiej stronie słuchawki usłyszał „poczta”. – Myślałem, że to listonosz i otworzyłem drzwi. Wyjrzałem za nim, a do mieszkania weszli Jakub wraz z Bartkiem. Zaczęli mnie dusić. Wołałem o pomoc, ale powiedzieli, że mam się zamknąć, inaczej mnie zabiją i dostałem cios w twarz. Dusili mnie i kopali na podłodze. Grozili, że jak pisnę słówko policji lub komuś o tym, co się stało, to zginę – opowiada zdenerwowany Szymon Konieczny.

Paulina R. była prowodyrką tego zajścia
Oprawcy Szymona chcieli mu dać nauczkę za wyzwiska, które miał kierować w kierunku dziewczyny. Położyli go na podłodze i znęcali się nad nim przez cały czas, grożąc mu, że nie ujdzie z życiem.

- Bartek K. mówił do Kuby, żeby mnie zostawił, ale ten wpadł w szał. Zaczął ryczeć jak szatan! Położył mnie na sofie i tłukł. Próbowałem wyrwać się, ale on cały czas powtarzał w kółko, że mnie zabije. Bił, a krew tryskała po ścianie pokoju. Ja byłem w szoku – mówi ze łzami w oczach. Szymon próbował się bronić, ale strach przed utratą życia był większy. Bolało, ale nie krzyknął, bo wiedział, że Bartek i Kuba mogą być nieobliczalni.

W tym czasie, kiedy był katowany, do Szymona zadzwonił jego ojciec. Kazali mu kłamać, że miał wypadek i jedzie do Rzeszowa. Rodziców miał uspokoić, że niedługo wróci. – Tata uwierzył, a Kuba dalej mnie bił. Po jakimś czasie zawołali Paulinę R. Krzyczała „ja się zabiję, nie mogę patrzeć na to”. Podburzała słowami „zabij go, wyzywał mnie od dziwek, on mnie nienawidzi!”. Jak Kuba powiedział, że zginę, to pomyślałem o bliskich, z którymi się nie pożegnałem. Byłem pewien, że nadchodzi mój koniec – dodaje zdenerwowany.

Dramat Szymona trwał trzy godziny
Twarz miał całą we krwi, ale nawet to nie robiło wrażenia na jego zwyrodnialcach. – Kazali mi przepraszać Paulę na kolanach. Mówiłem „przepraszam Paulina, że tak źle mówiłem o Tobie”. Chociaż tak się o niej nie wyrażałem, to musiałem robić to, co mi kazali. Oni stali i się śmiali. Później musiałem iść do łazienki, rozebrać się i obmyć twarz z krwi – wyjaśnia.

Przez cały ten czas Kuba nie odpuszczał – bił go po twarzy z pięści. Na koniec przyłożył mu nóż do gardła, dając tym samy wyraz, że jeśli ich wyda do kogokolwiek to pożałuje. Zabrali mu telefon, portfel z pieniędzmi, klucze do mieszkania i alkohol. Kiedy opuścili mieszkanie, Szymon ostatkiem sił poprosił o pomoc sąsiadkę. Kobieta, widząc w jakim stanie jest chłopak, wezwała policję i pogotowie. 27-latek trafił do jasielskiego szpitala, jednak ze względu na poważne obrażenia ciała został przewieziony do jednego z rzeszowskich szpitali. Szymon doznał obrażeń ciała w postaci złamania dna oczodołu lewego, wieloelementowego złamania kości nosowych oraz licznych zasinień, zadrapań i otarć twarzy, szyi oraz barku lewego, obu bioder, a także ściany brzucha.

W tym samym dniu około północy policjanci zatrzymali sprawców brutalnego pobicia. Jakub B., Bartosz K. i Paulina R. usłyszeli zarzuty. Obaj mężczyźni odpowiedzą za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia, za pobicie przeciwko życiu lub zdrowiu oraz za usiłowanie włamania do barku w meblościance. Grozi im za to od 2 do 12 lat pozbawienia wolności. Paulina R. usłyszała zarzut podżegania do zabicia Szymona.

Dziewczyna chciała się odegrać
Jakub B. i Bartosz K. o pseudonimie Kosa byli znajomymi Pauliny R., którą Szymon znał od czasu nauki w gimnazjum. Dlaczego został w tak bestialski sposób potraktowany? Czym 27-latek mógł się narazić? Okazało się, że wcześniej Szymon wraz z kolegą spotykał się z Pauliną. Chodzili na pizzę, rozmawiali i spędzali ze sobą dużo czasu. Po pewnym czasie doszli jednak do wniosku, że Paulina to nie jest dobre towarzystwo dla nich i chcieli zerwać tę znajomość. Dziewczyna chciała się odegrać, więc nasłała Kubę i Bartka na Szymona.

Obaj mężczyźni poznali się w Schronisku Brata Alberta w Jaśle. Zarówno jednemu, jak i drugiemu nie poszczęściło się w życiu. Jakub był jego mieszkańcem od kilku lat, Bartek trafił do niego całkiem niedawno. Jeden z opiekunów schroniska w rozmowie z nami potwierdził, że Kubie B. zdarzały się konflikty z innymi mieszkańcami i wybuchy agresji. Jednak nie miały miejsca takie sytuacje, aby ktoś ucierpiał z jego powodu. Był upominany lub przenoszony do innych pokoi. Konflikty rozwiązywano na miejscu i nie wymagały, zdaniem pracownika schroniska, interwencji policji. Bartosz K. zaś był odbierany bardzo pozytywnie.

Po tym, jak pobili Szymona, obaj mężczyźni chcieli wrócić do schroniska, jednak nie zostali do niego wpuszczeni, gdyż obaj byli pod wpływem alkoholu. Bartosz K. zostawił jedynie plecak w schronisku, w którym, jak się później okazało, był m.in. nóż, którym grozili 27-latkowi. – O tym co się stało dowiedzieliśmy się z policji – dodaje pracownik z Brata Alberta w Jaśle.

W końcu chwycił za nóż…
Jeden z mieszkańców schroniska postanowił opowiedzieć o tym, jak wyglądały kontakty oraz zachowania oprawców Szymona. – Już na początku kiedy tam się dostałem, zauważyłem dziwne zachowanie Jakuba wobec i innych osób. Nie miał szacunku do starszych. Niektórzy nie wytrzymywali i w delikatny sposób próbowali go postawić do pionu. Po jakimś czasie doszło do sprzeczki między nim a jednym z mężczyzn w naszej sali. Któregoś dnia, kiedy znajomy leżał na łóżku, Kuba zaczął mu się odgrażać wulgarnymi słowami. W końcu chwycił za nóż, podszedł do jego łóżka, przystawił go mu do klatki piersiowej i powiedział „wpier…. ci zaraz ten nóż i cię zaje…, wiesz że jestem do tego zdolny” – relacjonuje mieszkaniec schroniska. Był zaskoczony, że ani opiekun, ani kierownik nie wezwali policji, a jedynie skarcili go za to bulwersujące zachowanie. Uważa, że przeniesienie go do innej sali, czy zwrócenie uwagi niewiele dało. Jak podkreśla, sam był zaatakowany przez Kubę, który próbował go uderzyć marmurową statuetką w tył głowy. – Bartosz K. na początku był spokojny aż do momentu, kiedy zaczął się kumplować z Jakubem B. Zmienił się o 180 stopni, zaczął cwaniakować, robić na złość, aż w końcu doszło do tego, że zaczął się odgrażać. Parę dni przed pobiciem Szymona inni mieszkańcy schroniska usłyszeli ich rozmowę o jakiejś akcji, że będą mieć kasę na palenie, picie itp. używki. Jednak nikt nie brał ich słów na poważnie. Gdyby kierownik i opiekun zareagowali już wcześniej na te zachowania agresji może nie doszłoby do sytuacji, w której ucierpiał niewinny człowiek – podkreśla jeden z mieszkańców schroniska.

Te tragiczne wydarzenia, które miały miejsce w końcu lutego mocno poruszyły mieszkańców Jasła. Szymon jest osobą dobrze znaną w lokalnym środowisku. Znajomi mówią o nim jak o człowieku wrażliwym, życzliwym i otwartym, który bierze aktywny udział w wielu wydarzeniach kulturalnych odbywających się na terenie powiatu jasielskiego. Jak sam podkreśla, to jego jedyna pasja, która daje mu wiele radości, dzięki niej zapomina o wszelkich troskach. – Kocham cyrk, kabarety, koncerty – to mnie cieszy – przyznaje. W szpitalu przebywał dwa tygodnie. Choć minęły prawie dwa miesiące od brutalnego pobicia, wciąż nie może dojść do siebie. Żyje w strachu, a w snach widzi twarze swoich oprawców.

Jakub B. i Bartosz K. obecnie przebywają w Areszcie Śledczym w Sanoku. Zarówno oni, jak i Paulina R. zostaną poddani badaniom psychiatrycznym.

Ilona Dziedzic

do “- Chcieli mnie zatłuc jak zwierzę. To była rzeźnia!”

  1. Wl.

    Takich kamieniolom. Skończyć z tym że skazany jest lepiej traktowany niż wolny. Przewożony na sygnale,bez kolejki do lekarza,uroczystości kościelne oni grają najistotniejsze rolę np. Poznań i inne miasta. Siedzą w areszcie piją kawkę, Maja czytelnie,siłownię itp to są jaja . A co ma mówić osoba pracująca 40 lat i dostaje 1000 zł brutto jak żyć. Skazany o nic się nie martwi nich władze nareszcie skończą to się też dotyczy kościoła katolickiego.

  2. maniek

    I co, blachara trafi do więzienia czy może córeczka policjanta czy jakiegoś prokuratora?

  3. Karl Krematorzysta

    Pierwsze to zmienić chore prawo w tym kraju.Następnie takich gamoni wysłać do roboty do kamieniołomów albo budować autostrady a nie siedzenie w ciepłej celi na koszt podatnik!Chce taki żreć,palić to niech zarobi na to!

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.