Chłodne pożegnanie (ZDJĘCIA)

Damian Kostkowski zdobył pierwszą bramkę dla Stali, która ostatecznie poniosła już 8. porażkę w tym sezonie. Fot. Wit Hadło

STAL RZESZÓW – GARBARNIA KRAKÓW. Rozczarowanie przy Hetmańskiej, którego można było uniknąć.

Głośna muzyka płynąca prosto z szatni, uśmiechnięte twarze i pozytywne nastawienie – nie, to nie opis radości w obozie Stali, a w szeregach Garbarni, która przy Hetmańskiej ograła rzeszowian. I to drugi raz w tym sezonie.

Sobotnie spotkanie było ostatnim tegorocznym akcentem ligowym na Stadionie Miejskim. 2-ligowe realia okazały się dla biało-niebieskich trudne, ale nie można też na całą jesień patrzeć jedynie przez pryzmat października i listopada. – 20 meczów za nami. Sięgnęliśmy w nich po 30 punktów. Mieliśmy ochotę na więcej, ale tabela wygląda jak wygląda. Ostatnio graliśmy w kratkę, nie mogliśmy złapać odpowiedniego rytmu – tłumaczył na konferencji prasowej Janusz Niedźwiedź, szkoleniowiec Stali, która mimo wszystko przezimuje w strefie podświetlonej na żółto, a więc zapewniającej baraże o Fortuna I ligę. Taki stan rzeczy należy przyjąć z wdzięcznością, zwłaszcza dla rywali, bo piłkarze ze stolicy Podkarpacia – co zaskakujące – zapracowali sobie na miano jednego z gorszych zespołów w defensywie. Niestety, było to widoczne choćby w sobotę przeciwko krakowianom, którzy szczególnie groźni byli po swojej lewej stronie. Tak zresztą zdobyli dwie bramki. Najpierw obrońcom biało-niebieskich urwał się Michał Feliks, a kilka minut przed przerwą poprawił Grzegorz Marszalik, ubiegając niezdecydowanego Wiktora Kaczorowskiego.

Patent Surmy

Goście, którzy w Rzeszowie pojawili się po dwóch porażkach z rzędu, od początku bardzo mądrze się przesuwali. Byli uważni w obronie, nawzajem się asekurowali, a przede wszystkim karcili Stal w ofensywie. – Graliśmy o spokojniejszą zimę, więc jestem zadowolony, że w lepszej atmosferze będziemy podchodzić do przygotowań – uśmiechał się Łukasz Surma, trener Garbarni, który ma na Stal chyba swój patent. Jeszcze kilka miesięcy temu, w 3. lidze, gdy prowadził Sołę Oświęcim, również sprawił przy Hetmańskiej niemałą niespodziankę.

Rzeszowianie przed przerwą wrócili do gry za sprawą Damiana Kostkowskiego, który wykorzystał mierzone dośrodkowanie z rzutu wolnego Piotra Głowackiego. Drugi raz złapali kontakt po trafieniu Dominika Chromińskiego, który również głową skierował piłkę do siatki. Na więcej nie było jednak podopiecznych Janusza Niedźwiedzia stać. – Piłka wyczyniała dziś cuda w polu karnym. Jak zaczarowana momentami nie chciała wpaść do bramki przyjezdnych – załamywał ręce opiekun Stali, której najwięcej problemów sprawiał młody Michał Feliks. 20-latek trafił bowiem też na 3-1, niemal bawiąc się z rzeszowską defensywą.

Sporo kontrowersji wzbudziła za to sytuacja już z doliczonego czasu gry, gdy arbiter podyktował rzut wolny za zagranie zawodnika Garbarni ręką. Piłkarze Stali upierali się, że miało to miejsce w obrębie szesnastki, ale sędzia zdecydował inaczej. – Trzeba zaufać arbitrowi. Był zdecydowanie bliżej, zresztą teraz już nic nie zmienimy. Nie skupiałbym się jednak na tej jednej konkretnej okazji, bo w innych przypadkach mogliśmy zrobić więcej – dodawał nie bez racji opiekun biało-niebieskich, których czeka teraz dość intensywny tydzień. Choć do ligowej rzeczywistości Stal wróci dopiero za 3 miesiące, najbliższy tydzień nie oznacza błogiego lenistwa. – Czeka nas sporo analiz, rozmów, a nawet mecz kontrolny z Wólczanką – klaruje Niedźwiedź, który na ostatniej w tym roku konferencji prasowej mocno się wzruszył. – Niedługo minie 15 miesięcy od śmierci Krystiana (Popiela – red.). Chciałbym powiedzieć, że mam go w sercu. I pamiętam – mówił wyraźnie poruszony.

STAL 2
GARBARNIA 3
(1-2)
0-1 Feliks (10.), 1-1 Kostkowski (16.), 1-2 Marszalik (40.), 1-3 Feliks (63.), 2-3 Chromiński (76.)

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o