Chore zwierzęta potrzebują naszej pomocy

Z Rybotycz do przemyskiego ośrodka trafił tegoroczny łabędź.

PRZEMYŚL, PODKARPACIE. Do ORZCh w Przemyślu trafia coraz więcej zwierząt, a one muszą jeść.

Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu jest znany na całym Podkarpaciu, a także poza nim. Gdy ktoś znajdzie zranionego ptaka, postrzelonego kota, albo boćka ze złamanym skrzydłem, czy bezbronne sarniątko zwykle pierwszą myślą jest: „Kto pomoże stworzeniu, jeśli nie Fedaczyńscy?” . Istotnie, lecznica i ośrodek prowadzone przez ojca – Andrzeja i syna- Radosława, przyjmują wszystkie chore zwierzaki. Leczą, rehabilitują i karmią. A to, niestety kosztuje.

- W tej chwili mamy saren, które zjadły nam już prawie cały zapas siana – mówi Radosław Fedaczyński. – Apelujemy do rolników: jeśli ktoś ma niepotrzebne siano, zbędną słomę, a także ziarno i marchew, to przyjmiemy każdą ilość – podkreśla weterynarz.

Kilka dni temu w ośrodku  pojawili się kolejni pacjenci. Pracownicy łańcuckiego urzędu przywieźli roczną sowę uszatą. Kilkusetgramowy ptak ucierpiał po „spotkaniu” z samochodem. – Jest w złym stanie – nie ukrywa R. Fedaczyński. – Ma złamane skrzydło i trudności z oddychaniem. Te sowy rzadko przeżywają uderzenie przez samochód. Są bowiem malutkie – dodaje. – Ale robimy wszystko, by sówka doszła do siebie i liczymy, że się uda – podkreśla weterynarz.

Z kolei z podfredopolskich Rybotycz do przemyskiego ośrodka trafił tegoroczny łabędź. – Jest już za zimno dla niego  – wyjaśnia R. Fedaczyński. – Ale ogólnie jest w niezłej kondycji. Postaramy się stworzyć mu warunki do zimowania – zapewnia. Wbrew temu co się jednak zdaje tym, którzy łabędzie widują głównie karmione w parkach bułeczkami, nie samym chlebem łabędź żyje, a taka dieta może mu wręcz zaszkodzić. – Łabędzie powinny jeść ziarno pszenicy i warzywa – zdradza weterynarz. – A tego nam już brakuje – nie ukrywa. Sarny, które ostatnio przygarnęli zjadły już niemal cały zapas siana i słomy, jaki weterynarze i wolontariusze ośrodka zgromadzili na zimę. – Będziemy wdzięczni za pomoc rolnikom. Przyjmiemy każdą ilość słomy, siana, marchwi i sałaty- mówią pracownicy ośrodka.

A sarny i reszta roślinożerców to tylko część podopiecznych w przemyskim ORZChr. Są jeszcze bociany, które lubią mięso, drapieżne ptaki i zwierzęta domowe, które ktoś postrzelił, czy skatował i wyrzucił. Wszystkie chcą jeść! W tej chwili pod opieką przemyskich weterynarzy i wolontariuszy jest m.in. 50 bocianów, 4 sarny, 8 sów i 5 myszołowów.

Monika Kamińska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.