Choremu zależy na wyleczeniu, a nie na tajemnicy

Ochrona danych osobowych to jedno, a marnowanie pieniędzy na zbędne zabezpieczenia to drugie. Jeżeli pacjent poważnie chory trafia do szpitala, to przede wszystkim zależy mu na tym, by szybko i skutecznie go leczyli. To, czy dostanie opaskę z nazwiskiem zakodowanym, czy nie, będzie miało dlań większego znaczenia.

Znając mizerię panującą w naszej służbie zdrowia można spokojnie założyć, że czytnik będzie jeden, w dyżurce. Czy pielęgniarka roznosząca leki będzie każdorazowo nosiła przy sobie czytnik, czy może zda się na pamięć i tylko w przypadku niepewności co do osoby będzie goniła z pacjentem do dyżurki w celu odczytania nazwiska chorego. Bo nie sprawdzi go w żaden inny sposób. Wszak nazwisk nie będzie na łóżku pacjenta (jak dotychczas).

Przeraża mnie trochę fakt zupełnej anonimowości w szpitalu. Nie będę już pacjentką Moraniec z sali 6 na kardiologii, tylko numerem, w dodatku zakodowanym. Jeszcze krok i zostaniemy zaczipowani i jakiś cyborg będzie nas tropił po gmachu szpitala, gdy umęczeni szpitalną dietą zachcemy zjeść pierogi w barze na dole. Brr…

Anna Moraniec

do “Choremu zależy na wyleczeniu, a nie na tajemnicy”

  1. iza

    Śmiechu warte.
    Przykładowo będę leżeć w szpitalu z sąsiadką, znamy swoje nazwiska i co teraz po numerze będziemy się wołać? A jak obsługa szpitala zna danego pacjenta to mają udawać, że nie znają?
    Osoby, które wiele razy trafiają do szpitala to za każdym razem innym numer dostaną?

    Może chociaż imię zostawią żeby całkowicie człowieka nie upodlić.

  2. ROMAN

    jeszcze chwila a lekarz założy specjalny ” kask „- popatrzy na chorego i już będzie wiedział że pacjentem numer ; 103 nie należy sobie zawracać głowy bo o 17,00 odejdzie na drugą stronę lustra
    - nowe technologie widocznie doprowadzą do szybszej weryfikacji; zostaje czy sru do Abrahama – nie ?
    - czyli tak teraz kasę należy wyłożyć ale potem same zyski.

  3. Ambroży

    Ma pani red stuprocentową rację , zakładanie tych opasek tyle daje , co umarłemu kadzidło. Sam byłem świadkiem na ortopedii w jednym szpitalu , gdzie mimo tych oznaczeń i tak mylili lekarze kończyny do operacji stawów. Ważne jest natomiast aby lekarze w tym biurokratycznym bałaganie mieli dostateczną ilość czasu na wnikliwą analizę zdjęć opisu i nie podejmowali pochopnie diagnozy!.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.