Choróbsko na drodze

Jakub Ćwięka (z piłką) po sobotnim występie znalazł się na pewno w notesie niejednego trenera. Fot. AIS SuperLiga
Jakub Ćwięka (z piłką) po sobotnim występie znalazł się na pewno w notesie niejednego trenera. Fot. AIS SuperLiga

PIŁKA RĘCZNA. PGNiG SUPERLIGA. Stal bez szans w Orlen Arenie.

„Czeczeńcy” zostali w Płocku rozbici przez wicemistrzów Polski. Na niespodziankę nikt jednak nie liczył, tym bardziej że zespół z lotniczego miasta musiał radzić sobie aż bez pięciu zawodników.

ORLEN Wisła Płock 38
SPR STAL Mielec 22
(20-10)

WISŁA: Wichary, Morawski 1 – Woźniak, Krajewski 1, Racotea 2, Moya 2, Obradovic, Góralski 5, Piechowski 2, Tarabochia, Źabić 6, Mihić 8, de Toledo 3, Kowalski, Sulić 6, Mlakar 2
STAL: Wiśniewski, Lipka – Wilk 1, Krępa 1, Skuciński 2, Rusin 4, Pawłowski, Sarajlić 1, Kowalczyk, Cuzić, Krupa 5, Rutkowski, Ćwięka 8.
Sędziowali: Kamil Dąbrowski oraz Paweł Staniek (Kielce). Kary: 10 oraz 18 min. Widzów 1750.

Sezon ledwo wystartował, a mielczanie – niemal standardowo – mogą mówić już o niesamowitym pechu. Przeciwko „Nafciarzom” nie zagrali bowiem kontuzjowani Łukasz Janyst i Michał Wypych oraz… chorzy Tomaszowie Mochocki i Grzegorek oraz Marcin Miedziński. Ten ostatni pojawił się wprawdzie w hali, ale nieustępująca gorączka wykluczyła go z rywalizacji. – Musieliśmy łatać dziury młodzieżą. Inna sprawa, że my walczymy o całkiem odmienne cele niż Wisła – przekonywał na konferencji prasowej Tomasz Sondej, trener Stali. – Defensywa gospodarzy zmusiła nas do błędów. Dzięki temu płocczanie wychodzili z szybkimi kontrami – to już Hubert Skuciński, skrzydłowy gości, który rzucił w sobotę dwie bramki. Najwięcej dobrego działo się jednak przy udziale Jakuba Ćwięki. 21-latek trafił 8-krotnie, w tym raz… bezpośrednio z rzutu wolnego. Takie sytuacje to prawdziwa rzadkość, ale młody rozgrywający w taki właśnie sposób zamknął mecz.

Niemniej jednak wicemistrzowie Polski kontrolowali jego przebieg od pierwszej minuty, na przerwę schodząc z podwójną zaliczką. Co gorsza, chwila odpoczynku w szatni nie zmieniła wiele w postawie Stali. Po kwadransie drugiej połowy „Czeczeńcy” mieli na swoim koncie zaledwie trzy bramki, w czym ogromna zasługa Adama Morawskiego. Popularny „Loczek”, reprezentant Polski, odbijał kolejne piłki, umożliwiając swoim kolegom budowanie przewagi. Niewiele zresztą zabrakło, by podopieczni Xaviera Sabate przekroczyli magiczną barierę 40 trafień.

Stal, nader wszystko celująca w tym sezonie w utrzymanie, nie ma na początku łatwego kalendarza. Już w piątek w „Gimnastik Arenie” pojawi się bowiem poważny kandydat do medalu – Azoty Puławy. Oba kluby, choćby z racji bliskiej odległości na mapie, żyją w przyjaźni, ale – co oczywiste – na boisku gra toczy się o coś więcej. Każdy punkt, już na starcie rozgrywek, wydaje się jednak na wagę złota.

tc

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o