Chronią i trują

Kilka miesięcy temu pisałem o przedsiębiorcy, który chciał zainwestować swoje prywatne pieniądze w budowę małej elektrowni wodnej na Wisłoce koło Mielca. Dawałaby rocznie około 6 mln kilowatogodzin „zielonej” energii elektrycznej. Radni poprzedniej kadencji, postępowego miasta Mielca, nie zgodzili się. Na ekspertyzy naukowców, które przedstawił inwestor, odpowiedzieli przytoczeniem wszelkich plag, jakie na miasto Mielec miałyby spłynąć, gdyby owa elektrownia powstała.

Wśród plag wymieniano m.in. powódź i znaczące pogorszenie jakości wody pitnej dla mieszkańców. Jest to oczywista nieprawda. Ale radnym nie o prawdę chodziło. Obrońca ich decyzji, dziennikarz miejscowej gazety, napisał tekst, którego wymowa była taka, że gdyby elektrownię budowało miejscowe przedsiębiorstwo komunalne, to problemu z budową raczej by nie było. Tym samym dziennikarz stojący na bramce drużyny mieleckich radnych dał do zrozumienia w sposób oczywisty, że nie chodzi o zagrożenia, jakie może nieść ze sobą mała elektrownia wodna, lecz o to, kto ją buduje. Wynika z tego, że mieleccy radni poza specjalną strefą ekonomiczna patrzą na prywatnych inwestorów wilkiem.

Inwestor, przytłoczony porażką w pojedynku z radnymi postępowego Mielca, złożył ofertę budowy takiej elektrowni władzom gminy Przecław, przez teren której też przepływa rzeka Wisłoka. Władze nie powiedziały ani „nie”, ani „tak”, ale orzekły, ze najpierw musi być opinia środowiskowa, czyli Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. RDOŚ postawił się w tym samym szeregu, co radni Mielca i powiedział: „nie”. Odmowę spowodował fakt, że po wybudowaniu małej elektrowni wodnej znacznemu dyskomfortowi uległoby życie ryb w rzece.

Logika urzędników jest jasna – gdy się im nie podoba inwestor, chociażby ze względu na kolor oczu, mówią „nie” i szkoda życia, by walczyć z ich oporem. Logika podejmowania decyzji przez urzędników od ochrony przyrody przeczy statutowemu celowi ich działalności, jakim jest ochrona przyrody. Brak zgody na budowę wodnej elektrowni skutkuje bowiem tym, że te 6 mln kilowatogodzin energii, którą produkowałaby absolutnie neutralna dla środowiska woda, musi wyprodukować elektrownia cieplna, a więc na węgiel, gaz lub ropę. W każdym z tych trzech przypadków atmosfera zostanie zatruta dwutlenkiem węgla i mnóstwem innych zanieczyszczeń. A to wszystko razem niszczy w sposób drastyczny naturalne środowisko człowieka, także rybki i żabki. Chroniąc rybki lub żabki w sposób, w jaki to robią obecnie, urzędnicy od ochrony przyrody mają zawężony horyzont pojmowania i rozumienia rzeczywistości, bo zapominają o ochronie człowieka. No, ale gdyby pewna cecha ludzkiego umysłu miała skrzydła, to by latała.

Krzysztof Pipała

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.