Cierpliwość i chłodna głowa

Fot. Wit Hadło

III LIGA. Tomasz Tułacz, trener Stali Mielec, o przygotowaniach na mrozie, wartościowych transferach i oczekiwanych zmianach na lepsze.

Piłkarze Stali Mielec wrócili wczoraj ze zgrupowania w Zebrzydowicach, gdzie przez tydzień szlifowali formę. Lada dzień drużyna i sztab szkoleniowy spotkają się z nowym zarządem klubu. – Dobrze, że znaleźli się ludzie, którzy chcą ratować naszą Stal – podkreśla TOMASZ TUŁACZ, szkoleniowiec mielczan.

- Mróz nie przeszkodził w przygotowaniach?
- Pokrzyżował nam szyki tylko raz, za to w ważnym momencie, gdy mieliśmy grać z MFK Karvina, czeskim drugoligowcem. Przy 20 stopniach poniżej zera nastąpiła awaria boiska i odwołaliśmy sparing. Generalnie, jestem bardzo zadowolony z pracy wykonanej podczas obozu, bo też mieliśmy kapitalne warunki.

- Zawodnicy nie kręcili nosem, gdy trzeba było ćwiczyć w takim zimnie?
- Skądże znowu! Biegali, było im na pewno cieplej niż mnie. Żaden nie złapał nawet kataru, a ja się zaziębiłem (śmiech). Mecze kontrolne rozgrywaliśmy między godziną 17 a 20, a wtedy robiło się naprawdę zimno. Ale jakoś przetrwaliśmy. Ważne, że obyło się bez kontuzji.

- Jak prezentują się nowi gracze. Widać, że liznęli piłki przez większe P?
- Poza Maćkiem Kicińskim cała czwórka to wychowankowie Stali, doskonale nam znani. To naprawdę utalentowani chłopcy, którzy w normalnych warunkach pokażą się z jeszcze lepszej strony. Potrzebują trochę czasu, by się wkomponować w zespół, ale jestem przekonany, iż podniosą jego wartość. Nawet jeśli nie grali w ekstraklasie, to ćwiczyli z ligowcami, funkcjonowali w profesjonalnie zarządzanych klubach, coś już zobaczyli. Nasza młodzież może się od nich dużo nauczyć.

- Gdy zespół wylewał siódme poty na treningach, w klubie doszło do przełomowych – jak się wydaje – zmian. Do nowego zarządu weszli ludzie z pieniędzmi i ciekawymi pomysłami. Stal wreszcie stanie na nogi?
- Bardzo bym tego chciał, przecież to mój klub. Nowi działacze z zapałem wzięli się do pracy, ale przy okazji chciałbym podziękować także ludziom z poprzedniego zarządu. Ameryki nie odkryję, jeśli powiem, że mielecki futbol odrodzi się tylko wtedy, gdy znajdzie się kasa.

- Miał pan już okazję porozmawiać z ludźmi, którzy przejęli władzę w klubie?
- Na dniach dojdzie do takiego spotkania. My się oczywiście znamy, więc to będzie bardzo rzeczowa dyskusja. Przekonam się, czy jest szansa na pozyskanie kolejnych piłkarzy, bo mam na oku paru zdolnych. Tematów do rozmów nie zabraknie, choć wszystko i tak sprowadza się do celu nadrzędnego: utrzymania Stali w trzeciej lidze.

- Ano właśnie. Nowa sytuacja wiąże się także z większymi oczekiwaniami co do drużyny. Pojawi się duża presja…
- Pewnie wielu kibiców widzi już Stal drugoligową, ale najpierw musimy się utrzymać w trzeciej. Apeluję o cierpliwość i chłodną głowę. Budowa drużyny to misterne przedsięwzięcie, efekty nie przychodzą po miesiącu. Mamy dobry zespół, niezłą sytuację wyjściową, bo tracimy tylko 2 punkty do bezpiecznej strefy, ale też kilku groźnych rywali. Przed rokiem wyszliśmy obronną ręką z większych tarapatów. Jestem optymistą, lecz takim, który twardo stąpa po ziemi. Bardzo się cieszę natomiast, że kręgosłup zespołu już jest. Wokół tych zawodników zaczniemy tworzyć jeszcze lepszą Stal.

- Gdzie będziecie grać wiosną?
- Rozsądnie byłoby się przenieść na Euroboisko. Warto grać na dobrze przygotowanym placu, gdzie zyskujemy przewagę nad słabiej wyszkolonymi technicznie przeciwnikami-osiłkami.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.