Co dalej ze Stalą Sanok?

Ostatnie porażki Stali mocno zdegustowały część sanockich kibiców. Efekt – piłkarze zostali bez trenera, a spółka bez prezesa. Fot. Marcin Jeżowski
Ostatnie porażki Stali mocno zdegustowały część sanockich kibiców. Efekt – piłkarze zostali bez trenera, a spółka bez prezesa. Fot. Marcin Jeżowski

III LIGA. Trzy porażki z rzędu przelały czarę goryczy wśród sanockich fanów.

Przedostatnie miejsce w tabeli III ligi, widmo spadku, brak trenera i prezesa spółki – tak obecnie wygląda sytuacja III-ligowej Stali Sanok. – Żal mi przede wszystkim zawodników. Życzę Stali jak najlepiej, bo to klub z tradycjami, ale ja kończę z nim współpracę – mówi były już szkoleniowiec Stali, Marcin Gabor.

Ostatnie wydarzenia po przegranym meczu 0-5 z Chełmianką przelały czarę goryczy. Część kibiców niezadowolona z wyników, jakie osiąga Stal, zwyzywała i zmieszała z błotem trenera Stali. – Nie byłem na tym spotkaniu, ale wiem, co się wydarzyło. Musimy się zastanowić, co dalej, znaleźć nowego trenera, ale więcej na ten temat powie prezes spółki, Jakub Gruszecki – mówił w poniedziałek prezes Stali, Józef Konieczny.

Gruszecki: – Bez komentarza
Problem w tym, że prezes Gruszecki nie chce mieć już nic wspólnego z sanockim klubem. – Wszystko napisałem w oświadczeniu i nie będę więcej komentował tej sprawy – usłyszeliśmy.

Tuż po sobotnim meczu, na stronie internetowej Stali pojawiło się oświadczenie podpisane przez prezesa spółki Stal Sanok Sp. z o.o. (Sanocki Sport Sp. z o.o.): „Podejmujemy tę decyzję z wielkim żalem, bo żal nam chłopaków. Oddali serce za ten Klub. Chcieliśmy zbudować coś normalnego, zapewniliśmy godne warunki do gry w piłkę. Drużyna w ogóle grała, to już był sukces. Ciężko pracowałem z całą rodziną na każdą złotówkę dla Klubu za co zostałem zwyzywany od chu…, stałem się wrogiem dla wielu osób. W związku z tak negatywnym odbiorem, z jakim się spotkaliśmy, wspólnie podjęliśmy decyzję o zakończeniu współpracy z Klubem Stal Sanok”.

Ewenement na skalę światową
Powołanie spółki oraz przyjście nowego trenera, któremu powierzono również stanowisko dyrektora sportowego miało być początkiem lepszych dni dla sanockiej Stali.

Trzy ligowe porażki (0-1 z Resovią, 0-6 ze Stalą Kraśnik i 0-5 z Chełmianką) to dla zniecierpliwionych kibiców było za wiele. – Cudów nie można się było spodziewać od razu. Nigdy nie będzie dobrze, jeśli w takiej sytuacji pracę ocenia się tylko i wyłącznie po wynikach. Aby ona przyniosła efekty, potrzeba czasu – przekonuje trener Gabor, który nie ukrywa zniesmaczenia całą sytuacją.

– Przyznam, że nie spodziewałem się czegoś takiego. Mam swój honor i podobnie jak prezes Gabor, postanowiliśmy, że dalsza praca na rzecz tego klubu nie ma sensu. I to nie jest tak, że kilku kibiców wyładowało na nas swoje niezadowolenie. Było ich zdecydowanie więcej. To ewenement na skalę krajową, a może i światową, że po drugim meczu przed własną publicznością w takim sposób traktuje się trenera – opisuje sobotnie wydarzenia były już opiekun Stali, który mimo wszystko nie żałuje swojej krótkiej przygody z Sanokiem. – Chciałem pomóc, mieliśmy plan naprawy i wyprowadzenia Stali na prostą. Problemy, jakie tu zastaliśmy, nie wzięły się znikąd. Mimo całej tej sytuacji, nie mam dość pracy trenera. To piękny zawód i mam nadzieję, że niedługo ponownie będę się mógł realizować w tej roli – kończy Marcin Gabor.

Marcin Jeżowski

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments